Temat narkotyków jest problemem bardzo często poruszanym przez reżyserów filmów i autorów książek. Niektóre są do siebie nawet bardzo podobne. Gdy tylko usłyszymy słowo „narkotyki” można pomyśleć „o, kolejny banał”. Nic bardziej mylnego!

Psychotyczny klimat przerażającej momentami akcji trzyma cały czas widza w napięciu. Mamy tutaj obraz bardzo brutalnego świata pokazanego z kobiecego punktu widzenia. Sceny, które przeplatają się w filmie, niekiedy robią nam z mózgu papkę. Można to zauważyć, kiedy tzw. “konsultant” najpierw ratuje życie Kate, by potem w jednej z finałowych scen postrzelić ją.

Niedopowiedzenia zagęszczają, ale też dodają wykwintności atmosferze. Osoby prowadzące tę misję ocierają się o granicę prawa i moralności. Nie jasno sprecyzowane dyrektywy dowódcy i wszechogarniające zło ziejące z ulic Juarez przerażają Kate. Dla mieszkańców miasta wiszące trupy pozbawione niekiedy kończyn są normalnością i ostrzeżeniem, że oni też tak mogą skończyć – dla niej te sceny są irracjonalne.

Horror z książek wyszedł na ulice. Sicario po hiszpańsku oznacza wynajętego mordercę.

Na początku nie wiedziałam co wspólnego ma akcja FBI przeciwko kartelowi z płatnym mordercą w kontekście służb bezpieczeństwa. Ale na końcu okazuje się, że sprawa miała drugie dno – prywatne. Chęć wyrównania prywatnych porachunków. Życie za życie. I to również jest zaskakujące. Nałożenie na to wszystko chęci zemsty sprawiło, że inaczej zaczęłam postrzegać postać Alejandra granego przez Benicio Del Toro. Postać otrzymuje współczucie od widza.

Emily Blunt w roli Kate Macer jest doskonała! Pokazuje kunszt swojego aktorstwa. Próby wyszarpnięcia informacji od przełożonych, sposób jej wcielenia się w postać i emocje towarzyszące bohaterce przedstawione są brawurowo!

Stworzyła nowy model kobiety silnej, ale też momentami słabej. Każda kobieta może się z nią utożsamić. Dzięki temu, że nie jest to kolejna oklepana produkcja, gdzie krystaliczne dobro wygrywa ze złem, zyskuje na popularności. Skłania nas do zastanowienia nad złem, zemstą w imię wyższej pobudki, rozterek moralnych i nad tym, ile takich wydarzeń jest przemilczanych przez media i władze. Odkrywamy dramaty osobiste i państwowe. Złożoność poruszanych problemów i mocne wejście od pierwszej minuty w tym przypadku było idealnym przepisem!

Denis Villeneuve reżyser takich filmów jak „Labirynt” czy „Pogorzelisko” przedstawił nam film inny niż wszystkie – „Sicario”. Film był nominowany przez Akademię w trzech kategoriach: zdjęcia, muzykę i montaż dźwięku. Jak dla mnie zasłużenie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *