Sport

To był dobry rok! (Część 2/4 – „Trzy, dwa, jeden, start! Euro czas zacząć!”)

Reprezentacyjny rok w polskiej piłce dobiegł końca. Czas na trochę statystyk. Jaki był? Co nowego nam przyniósł? Jakich dostarczył emocji? Co z tego okresu pozostanie w naszych głowach na dłużej? Pora na podsumowania!

 

Trzy, dwa, jeden, start! Euro czas zacząć!

Turniej finałowy zainaugurowali 10 czerwca jego gospodarze – Francuzi, pokonując po bardzo emocjonującym meczu reprezentację Rumunii 2–1. Bohaterem spotkania został Dimitri Payet, który w samej końcówce rywalizacji pięknym strzałem zza pola karnego zapewnił zwycię  stwo drużynie „Les Bleus”. My jednak czekaliśmy na to, co wydarzy się w niedzielne popołudnie 12 czerwca.

 

Pierwsze starcie!

Wreszcie przyszedł ten dzień. Oczy całej Polski zostały skierowane na stadion w Nicei. Przed spotkaniem dowiedzieliśmy się, że nie wystąpi w nim popularny „Grosik” (Kamil Grosicki). Na jego miejsce Adam Nawałka zdecydował się wystawić młodego Bartosza Kapustkę. Nastała godzina 18, a zatem czas na pierwszy gwizdek Rumuna Ovidiu Hategana! Polska rozpoczęła grę w składzie: Szczęsny – Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk – Błaszczykowski, Krychowiak, Mączyński, Kapustka – Milik, Lewandowski. Nasza reprezentacja od samego początku wyraźnie przeważała i kontrolowała boiskowe wydarzenia, jednak nie potrafiła tego udokumentować. Polacy grali mądrze i stwarzali sobie liczne okazje. Dobry strzał z dystansu w 29 minucie oddał Arkadiusz Milik. Ten sam zawodnik miał doskonałą okazję w 31 minucie spotkania, jednak nie trafił czysto w futbolówkę z bliskiej odległości i ta poszybowała w trybuny. Jeszcze przed przerwą, po dośrodkowaniu w pole karne Irlandczyków, Polsce należał się rzut karny po zagraniu piłki ręką, jednak arbiter podjął inną decyzję. W tej samej akcji, po nieporadnej próbie wybicia piłki z własnej „szesnastki” na granicy pola karnego znakomicie dopadł do niej Kapustka, który oddał bardzo niebezpieczne uderzenie na bramkę McGoverna. W tej sytuacji to jednak goalkeeper rywali był górą, popisując się dobrą interwencją.

Pierwsza połowa mimo wyraźnej przewagi „Biało-Czerwonych” zakończyła się wynikiem 0–0. Druga odsłona zmagań na „Stade de Nice” rozpoczęła się dla naszego zespołu idealnie. W 51 minucie Jakub Błaszczykowski z prawej strony pola karnego wyłożył piłkę nadbiegającemu Arkowi Milikowi, który przyjął futbolówkę i z około 15 metrów strzałem po ziemi umieścił ją w siatce Irlandczyków. W końcu Polacy udokumentowali swoją wyraźną przewagę. Wszyscy kibice, jak i sami zawodnicy, wpadli w szał radości. Teraz mieliśmy to, czego każdy oczekiwał. Pozostało jedynie nie popełnić żadnego błędu i nie stracić bramki. Nasi piłkarze jednak nadal atakowali, w 68 minucie niebezpieczne uderzenie w kierunku bramki McGoverna oddał Kuba Błaszczykowski. Groźnie zrobiło się również w naszym polu karnym. „Bezrobotny” przez większą część spotkania Maciej Szczęsny musiał wykazać się swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami w 71 minucie gry, kiedy to, po błędzie Michała Pazdana w defensywie, przed szansą na wyrównanie stanął Conor Washington. Jednak wypuścił sobie zbyt daleko piłkę, a refleksem w przejęciu jej wykazał się nasz bramkarz. Kolejną niebezpieczną okazję nasi przeciwnicy stworzyli w końcówce spotkania, gdy zaskoczyli naszą obronę sprytnie rozegranym rzutem wolnym z okolic połowy boiska. Na szczęście dla Polaków, Steven Davis niewłaściwie obliczył szybkość przemieszczania się piłki, która mu „uciekła” ratując nam skórę. Kilka minut później nasze zwycięstwo stało się faktem.

To historyczna wygrana reprezentacji Polski w finałach Mistrzostw Europy. Po pierwszej serii gier zajmowaliśmy drugie miejsce w grupie za Niemcami, które pokonały Ukrainę 2–1. Zwycięstwo nad Irlandią Północną cieszyło każdego, ale styl gry podopiecznych Nawałki chyba nawet bardziej, mimo że ciężko wyciągać wnioski po pierwszym spotkaniu w turnieju, w dodatku z drużyną debiutantów na Euro. Po spotkaniu głośno zrobiło się o Bartoszu Kapustce, który swoją błyskotliwą i dojrzałą grą zadziwił cały piłkarski świat. Martwił natomiast uraz Szczęsnego, chociaż mając w zapasie Fabiańskiego i Boruca o obsadę naszej bramki mogliśmy być spokojni.

 

Polska-Niemcy

Kolejne spotkanie mieliśmy rozegrać już 16 czerwca z naszym największym rywalem, reprezentacją Niemiec. Pierwszy raz w historii odnieśliśmy zwycięstwo nad tym zespołem dopiero w 2014 roku na PGE Stadionie Narodowym w Warszawie w eliminacjach do Euro we Francji. Nastroje przed meczem były optymistyczne, tym bardziej, że w przypadku wygranej mogliśmy zapewnić sobie awans z grupy, a to na skutek porażki Ukrainy z Irlandią Północną 1–2. Na „Stade de France” w podparyskim Saint-Denis Polacy wyszli z dwiema zmianami w składzie w porównaniu do pierwszego starcia grupowego. Kontuzjowanego Szczęsnego w bramce zastąpił Łukasz Fabiański, a młodego Kapustkę mimo rewelacyjnej postawy w pierwszym spotkaniu, będący w pełni gotowy do gry Kamil Grosicki, który pojawił się już w końcówce meczu z „wyspiarzami”.

Pierwsza, bardzo wyrównana połowa zakończyła się wynikiem 0–0. Groźny strzał głową na początku spotkania oddał Mario Goetze, ale szczęśliwie dla nas futbolówka poszybowała ponad poprzeczką. Niemcy stworzyli sobie niebezpieczną sytuację w 16 minucie gry po błędzie Łukasza Piszczka, jednak piłka uderzona przez Toniego Kroosa powędrowała obok prawego słupka bramki strzeżonej przez Fabiańskiego. Po przerwie stuprocentową okazję na zdobycie gola po dośrodkowaniu Grosickiego zmarnował Milik, który z około 4 metrów nieczysto uderzył głową w piłkę i nie skierował jej do siatki Neuera. To była tak zwana „setka”. Na odpowiedź rywali nie trzeba było długo czekać. Uderzał Goetze, ale nasz bramkarz dobrze interweniował. W 59 minucie kolejny raz zgrywał Kamil, ale ze strzałem zbyt długo zwlekał nasz kapitan Robert Lewandowski, który został zablokowany przez Boatenga. Oj działo się! Ale to nie był koniec. Dwoił się i troił „Grosik”, który po pięknej akcji z „Lewym” i Milikiem wyłożył temu ostatniemu doskonałą piłkę w okolicę 14 metra od niemieckiej bramki. Jednak nasz zawodnik niestety w nią nie trafił. Jeszcze w tej samej minucie nasi rywale odpowiedzieli groźną kontrą, zakończoną kapitalnym strzałem Özila i jeszcze lepszą interwencją „Fabiana”. Obie drużyny do końca próbowały zmienić wynik spotkania, ale po ostatnim gwizdku sędziego Björna Kuipersa na tablicy widniał rezultat 0–0.

Po dwóch meczach Polska miała 4 punkty, tyle samo co reprezentacja Niemiec, która wyprzedzała nas tylko lepszym bilansem bramkowym. Za naszymi plecami byli Irlandczycy z Północy z dorobkiem 3 punktów. Zero „oczek” miała Ukraina, dla której mecz z nami miał być spotkaniem o honor i walką o zdobycie pierwszego gola w tegorocznych finałach. „Biało-Czerwoni” do pewnego wyjścia z grupy potrzebowali co najmniej remisu.

 

Czas na Ukrainę

Dnia 21 czerwca na stadionie w Marsylii Polacy wyszli w składzie: Łukasz Fabiański – Thiago Cionek, Kamil Glik, Michał Pazdan, Artur Jędrzejczyk – Grzegorz Krychowiak, Tomasz Jodłowiec – Bartosz Kapustka, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik – Robert Lewandowski. Nawałka dokonał kilku zmian w wyjściowej „jedenastce”, co wynikało nie ze słabej postawy jego podopiecznych, ale z chęci dania zawodnikom odrobiny odpoczynku. Polacy przecież mieli już awans praktycznie „w kieszeni”.

Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla naszej reprezentacji. Już w 3 minucie swoje okazje mieli Milik i Lewandowski, jednak ich próby były nieskuteczne. Potem do głosu doszli Ukraińcy, ale również nie zdołali zaskoczyć dobrze dysponowanego w bramce Fabiańskiego. „Lewy” po raz kolejny w 21 minucie próbował sprytnym strzałem umieścić piłkę w siatce, jednak nie trafił w światło bramki. Na zakończenie pierwszych 45 minut oglądaliśmy uderzenie Artura Jędrzejczyka, z którym jednak bez większych problemów poradził sobie Andrij Pjatow. Druga połowa zaczęła się od niebezpiecznego strzału głową Ukraińca – Zinczenki, ale to Polacy w 54 minucie gry wyszli na prowadzenie po fenomenalnym uderzeniu Błaszczykowskiego, który pojawił się na murawie kilka minut wcześniej, zmieniając Piotra Zielińskiego. Okazje na podwyższenie wyniku po stronie polskiej mieli Kapustka i Milik, natomiast w ekipie ukraińskiej niebezpieczne strzały oddawali Konopljanka, Zozulia i Rotań. Doskonały jednak Fabiański, a także minimalna niecelność rywali w jednej z sytuacji skutkowały zachowaniem czystego konta przez Polaków w trzecim już meczu turnieju. Wygrana 1–0 pozwoliła nam na zajęcie drugiego miejsca w grupie, w której to bilansem bramek okazaliśmy się gorsi od reprezentacji Niemiec, która podobnie jak my zgromadziła na swoim koncie siedem „oczek”. Paradoksalnie fakt, że nie wyprzedziliśmy drużyny Joachima Löwa sprawił, że w turniejowej drabince uniknęliśmy możliwości trafienia na którąś z potęg europejskiego futbolu praktycznie do samego finału.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *