15 lat temu pożegnaliśmy Grzegorza Ciechowskiego –  muzyka i tekściarza, multiinstrumentalistę, autora „Białej Flagi”, „Telefonów” i „Obcego Astronoma”, a także kompozytora muzyki filmowej.

Historia niepoprawnego pianisty

Ciechowski urodził się 29 sierpnia 1957 roku w Tczewie, jako syn prezesa Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej. To czyniło z niego członka tczewskiej elity, dzięki czemu był raczej lubianym dzieckiem.

Muzyką interesował się od dzieciństwa. Był zapalonym słuchaczem radia Luxemburg, kolekcjonował płyty. W Anglii, do której pojechał w wieku 14 lat, kupił albumy Nazareth, T.Rex i Slade. Zapisał się nawet do fanklubu ostatniej z tych grup. Młodzieńcza fascynacja zespołami glam-rockowymi zainspirowała go później do starannego kreowania swojego scenicznego wizerunku, z charakterystyczną grzywką na czele.

W wieku 5 lat zaczął naukę gry na pianinie w szkole muzycznej, jednak nie wychodziła mu zbyt dobrze. Nie potrafił się dostosować do programu nauczania wymagającego perfekcji w ustawianiu palców i odgrywaniu klasycznych kompozycji. Wolał raczej bawić się instrumentem, zwykł nawet rozbierać go tak, by był głośniejszy.

Oczywiście ćwiczył dalej jako samouk, jednak w międzyczasie zainteresował się także fletem. Wpływ na jego grę miał przede wszystkim Ian Anderson, lider zespołu Jethro Tull, który z ogromnym sukcesem zaadaptował ten instrument do muzyki rockowej. To właśnie jako flecista zadebiutował scenicznie, w tczewskim kościele na koncercie z Juwentusem ­– małym zespołem aspirującym do miana grupy jazz-rockowej. Jednak prawdziwy impuls do rozpoczęcia kariery muzycznej dopiero czekał na Ciechowskiego w mieście pierników.

Mikołaj Kopernik XX wieku

Do Torunia, z którego pochodzi słynna Republika, przeprowadził się po skończeniu liceum. Podążył tam za swoją dziewczyną i przyszłą żoną, Jolą Muchlińską. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Początkowo grał w duecie (później trio) Symboliczna Łapka Misia, gdzie wykonywał muzykę typowo latynoską (bossa nova, samba). Któregoś razu Zbyszek Ruciński, z którym współtworzył tę grupę, zabrał go na próbę zespołu, którego Ciechowski później stał się, w zasadzie, liderem.

Tym zespołem była toruńska Res Publika, założona w 1979. Był to zespół art-rockowy, tworzący mocno w tamtych czasach eksperymentalną muzykę, często z angielskimi tekstami. Członkowie grupy, pod wpływem dokonań brytyjskiego Jetro Tull, zapragnęli dokooptować do swojego składu flecistę. Ciechowski, który także inspirował się zespołem Iana Andersona, był dokładnie tym, kogo szukali. Szybko dołączył do zespołu na stałe i koncertował z nim, grając muzykę bardzo zbliżoną do Jethro Tull.

Z czasem grupa zaczęła zyskiwać sławę i wszystko układało się idealnie. Do momentu, gdy lider zespołu, Wiesław Ruciński, stał się zazdrosny o Ciechowskiego, którego żywiołowe występy z fletem skupiały na sobie całą uwagę słuchaczy i branży muzycznej. Ruciński, który marzył o wielkiej karierze i nie mógł znieść rosnących ambicji flecisty, odszedł z zespołu, co w praktyce oznaczało jego koniec.

Zanim jeszcze reaktywował Res Publikę pod nową nazwą, Ciechowski zaliczył epizod w Jazz Formation. Tam, pod okiem Wojtka Konikiewicza, na poważnie wrócił do nauki gry na pianinie. Uczył się skali, akordów, harmonii i typowo jazzowego rytmu. Sam jednak nie chciał grać jazzu i wolał pozostać przy muzyce rockowej, przez co ww. zespół szybko się z nim rozstał. Grał także w zespole Nocny Pociąg, tworzącym muzykę w stylu country. Grupa zrealizowała kilka nagrań. Są one trudno dostępne, jednak 3 piosenki można usłyszeć na  nagraniu z wywiadem udzielonym przez Ciechowskiego w 1980 roku:

Wielka Republika w czarno-białe pasy

Dopiero w 1981 roku postanowił na poważnie reaktywować Res Publikę i rozszerzyć jej działalność. Od początku planował zmianę nazwy grupy, by zasygnalizować otwarcie kompletnie nowego rozdziału w jej historii. Nie chcąc jednak rezygnować z nazwy już znanej w pewnych kręgach, ostatecznie zdecydowano się na użycie jej spolszczonej wersji. Tak narodziła się Republika. Z czasem ukształtował się również klasyczny skład: Grzegorz Ciechowski (instrumenty klawiszowe, flet, śpiew), Zbigniew Krzywański (gitara), Sławomir Ciesielski (perkusja), Paweł Kuczyński (bas).

Ciechowski od początku miał konkretną wizję twórczości zespołu. Liczba solówek gitarowych miała być minimalna, a podstawę muzyki miało stanowić pianino bądź fortepian. W tamtym czasie zainteresował się dokonaniami tzw. Nowej Fali i chciał, by w takim właśnie kierunku podążyła Republika. Jako lider zapewnił sobie niemal wyłączność co do komponowania i tekstów, a swoją oryginalną wizją muzyczną błyskawicznie zapewnił zespołowi popularność. To właśnie z pierwszego okresu działalności Republiki (1981- 1986) pochodzą jej największe przeboje.

Znana wszystkim fanom stylistyka, którą zespół przyjął w tamtym czasie (czarno-biały ubiór, utrzymane w podobnym klimacie prosta scenografia koncertowa i okładki płyt), powstała pod wpływem okładki do singla „Is She Really Going Out With Him?” Joe’ego Jacksona.

O tym, jaką siłę miały charyzma Ciechowskiego i jego piosenki, świadczy chociażby słynny koncert Republiki na festiwalu w Jarocinie z 1985. Zespół został przywitany przez 2 obozy – wiernych fanów oraz tych, którzy go nienawidzili, uznając, że sprzedał się w imię komercyjnego sukcesu. Republika w tym czasie po raz kolejny szczytowała na listach przebojów, a dodatkowo rok wcześniej wydała swój drugi album, „Nieustanne Tango, w anglojęzycznej wersji. Wśród bywalców festiwali takich jak w Jarocinie były to raczej powody do wstydu niż dumy.

Podczas występu członkowie byli obrzucani pomidorami i nabiałem, a wśród widowni dało się zobaczyć transparenty z Ciechowskim powieszonym na szubienicy. Jednak z każdą piosenką gwizdy cichły, a pomidorów było coraz mniej. Pod koniec koncertu niemal wszyscy oponenci grupy zamienili się w jej gorących fanów, skandujących zgodnie prośby o bis. Jednak charakterny i wściekły lider zespołu zdecydował, że publiczność na bis nie zasłużyła. By podkreślić, kto temu zawinił, stanął na scenie i oznajmił widowni: „Gralibyśmy dla was godzinami, ale za tego pomidora nie zagramy”

Obywatel Grzegorz z Ciechowa

W 1986 roku Republika na skutek kłótni członków rozpadła się, a Ciechowski zdecydował się zacząć karierę solową, której nie przerwał nawet po reaktywacji grupy. Jako Obywatel GC tworzył muzykę nieco zbliżoną do tej z czasów Republiki, dając nam takie ponadczasowe utwory, jak „Nie pytaj o Polskę”, „Tak…  Tak… to ja” czy „Paryż-Moskwa 17.15”. W solowej twórczości Ciechowskiego wyraźnie zagościł saksofon.

Natomiast w roku 1996 pojawił się bardzo ciekawy album, sygnowany pseudonimem Grzegorz z Ciechowa. „ojDADAna” był eksperymentalną płytą, na której muzyk zaprezentował próby połączenia nowoczesnych brzmień z polskimi pieśniami ludowymi. W efekcie dostaliśmy zbiór lekko kuriozalnych utworów, na czele z przebojem „Piejo kury piejo”.

Poeta, który nie cierpiał poetów

Ciechowski pisał poezję, co próbował oznajmić nie tylko poprzez muzykę. Jeszcze za młodu własnoręcznie „wydał” swój pierwszy tomik – zszyty sznurowadłem. W 1980 roku doczekał się tomiku odbitego na ksero przez toruński klub studencki „Od Nowa”. Co ciekawe, choć sam był poetą, miał raczej nieprzychylny stosunek do większości przedstawicieli tej sztuki. Nienawidził poezji śpiewanej, a studentów filologii polskiej uważał przeważnie za pseudointeligentów. Zbiór wierszy z prawdziwego zdarzenia, „Wokół niej”, wydał dopiero w 1996 roku. Dzisiaj jednak jest trudny do nabycia ze względu na ograniczony nakład. Słowa będące obrazem jego wrażliwości przetrwały głównie w postaci tekstów piosenek.

Titanic i szaman

Oprócz tworzenia dla siebie i Republiki, równie chętnie dzielił się swoimi pomysłami z innymi. W 1988 roku napisał kilka tekstów dla Lady Pank, w tym „Zostawcie Titanica”, który jest dzisiaj bohaterem niemal każdego karaoke. Zespół Borysewicza otrzymał jeszcze w prezencie od Ciechowskiego „Oglądamy Film”, „Ratuj tylko mnie” i „Zasypiam nad ranem”.

Wyprodukował dwie pierwsze płyty Justyny Steczkowskiej, napisał także do nich teksty, w tym do „Dziewczyny Szamana”. Podpisał się pod nimi jako Ewa Omernik. Pod tym nazwiskiem odebrał także w 1996 roku Fryderyki za ten album i dopiero wtedy wszyscy dowiedzieli się, kto skrywał się pod tym żeńskim pseudonimem.

Produkował także albumy m.in Kasi Kowalskiej i Katarzyny Groniec. Tej ostatniej użyczył nawet swoich kompozycji.

Wielka Republika już bez czarno-białych pasów

Reaktywacja Republiki w 1990 roku postawiła przed Ciechowskim i spółką ciężkie zadanie odzyskania popularności. Albumowi „1991”, łączącemu premierowe utwory i nowe wersje starych kawałków, towarzyszyły raczej pozytywne reakcje. Jednak „Siódma Pieczęć” z 1993 roku spotkała się z mieszanymi uczuciami – w oczach fanów zespół zbytnio odszedł od swojego stylu. Mimo to można tam znaleźć takie perełki, jak „Reinkarnacje”

Lider stopniowo wskrzesił legendę zespołu kolejnymi hitowymi piosenkami, jednocześnie utrzymując zmiany stylistyczne, jakie wprowadził do muzyki grupy w latach 90. Najsłynniejszym utworem z tego okresu jest „Mamona”, w której zamiast skomplikowanych metafor dostajemy tekst o dosyć oczywistym przekazie, do wszystkiego zaś dochodzi dobrze znany teledysk.

„Moja śmierć na pięć”

Prace nad kolejnym albumem, mającym wprowadzić zespół w XXI wiek, zostały przerwane niespodziewaną śmiercią Ciechowskiego po przeprowadzonej w trybie nagłym operacji tętniaka serca. Przed odejściem artysta zdążył napisać 2 testamenty. Jeden – oficjalny i drugi, skierowany głównie do fanów, w postaci 4 piosenek z nieukończonych sesji do kolejnej płyty. Wśród nich znalazł się ostatni wielki przebój Republiki – „Śmierć na Pięć”.

(Nie do końca) Chwalebne pokłosie mistrza Grzegorza

W 2002 roku Ciechowski pośmiertnie otrzymał „Orła za Najlepszą Muzykę”, za ścieżkę dźwiękową do niesławnego serialu „Wiedźmin”. Produkcja okazała się wielką klapą, ale samą muzykę uważa się za jej najlepszy element. Choć serial należy raczej do wstydliwej części dokonań polskiej kinematografii, to dzięki niemu dostaliśmy jeszcze więcej świetnej muzyki Ciechowskiego, która zdecydowanie warta była umieszczenia w lepszym dziele.

Teraz czas podnieść białą flagę i udać się do kombinatu, by spotkać jakiegoś obcego astronoma i zatańczyć z nim nieustanne tango.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *