Nie ma co ukrywać – PiS sprawił, że kobiety się obudziły. Obudziły po to, żeby walczyć – czarnymi marszami, czarnymi parasolkami, ale przede wszystkim – kobiecą SOLIDARNOŚCIĄ. Zdania na temat tych wydarzeń są podzielone, jest bardzo wielu przeciwników. Ale myślę, że każdy, kto był chociaż raz na czarnym proteście, zgodzi się ze mną – w tym tłumie czuć było siłę i gniew tych kobiet. I to było niezwykłe przeżycie.

Nie jestem może jakąś wielką działaczką, aktywistką; nie jestem też feministką, jak wielu mi zarzuca (swoją drogą – to nie powinien być zarzut). Ale rozumiem ten ich gniew, rozgoryczenie. Mnie samej jest przykro. Czuję, że ten rząd chce nas – kobiety – zaszczuć.
I jeśli nikt im nie przeszkodzi, zrobi to. A może zrobi to nawet mimo przeszkód.

Pomysł wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji rozzłościł nawet przeciwników aborcji.
W tym mnie. Myślę, że nigdy nie byłabym w stanie dokonać aborcji, ale słowo „myślę” jest tu kluczowe. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi – stawiając się w sytuacjach teoretycznych, nie jesteśmy w stanie przewidzieć swojego zachowania z całkowitą pewnością.

Powtórzę jeszcze raz, bo niestety niewiele osób rozumie moje podejście. Nie jestem za aborcją. Jestem za wolnym wyborem – każdy człowiek, niezależnie od płci, powinien mieć do niego prawo.

Podczas czarnego protestu w Lublinie usłyszałam kilka historii kobiet, które kompletnie mnie rozłożyły na łopatki. Chciało mi się po prostu, po ludzku, beczeć. Przykład? Kobieta, koło czterdziestki, zachodzi w ciążę. Ma już jedno dziecko – niepełnosprawnego syna. I cieszy się z ciąży. Bo będzie mogła umrzeć, wiedząc, że ktoś się tym synem zajmie, ktoś będzie o niego dbał. A ten maluszek w brzuchu nie ma wyjścia – rodzi się już z obowiązkiem, z ciężarem, który spadnie na niego po śmierci matki. A pewnie nawet dużo wcześniej – do opieki nad osobą niepełnosprawną trzeba mieć dużo siły, a matka niedługo zacznie je przecież powoli tracić.

Wiele było takich historii, przez które potem, w nocy, nie mogłam spać. Zastanawiałam się, jak ja postąpiłabym w takich okolicznościach? Takie decyzje nie są proste, a przyszły czasy, kiedy rząd chce podejmować je za kobiety. A zakaz aborcji nawet w przypadku gwałtu, strasznego upośledzenia płodu czy zagrożenia życia kobiety? Dla mnie to nie do pomyślenia. Dla mnie, dla innych kobiet, nawet dla bardzo wielu mężczyzn. To jest ewidentny sygnał od władzy – w kobietach liczy się dla nas tylko ich macica. Jeśli umrą przy porodzie – trudno. Swoje zrobiły.

Protesty podobno przestraszyły PiS – temat zakazu aborcji ucichł na jakiś czas. Ucichł, żeby co chwilę powracać, w formie nowych petycji, propozycji ustaw. Ale kobiety już są czujne, obserwują władzę, patrzą jej na ręce najuważniej jak się tylko da. I oby to coś dało.

8 marca planowany jest kolejny protest – Międzynarodowy Strajk Kobiet. W opisie wydarzenia czytam: „My, kobiety świata, mamy dość przemocy kierowanej w naszą stronę – fizycznej, ekonomicznej, słownej i moralnej”. Ja, kobieta – będę tam z nimi.

 

By Paula Słupna

Studentka produkcji medialnej, pisząca wiersze, klejąca kolaże, a oprócz tego nieustannie komentująca politykę. Oprócz tego próbuje też robić zdjęcia, ale w tym kierunku zalicza cały czas wzloty i upadki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *