Wielokrotny reprezentant Polski, jeden z twórców jej największych sukcesów, grający na pozycji lewego rozgrywającego Karol Bielecki to symbol niezłomności i wzór do naśladowania. Jego atomowe rzuty przeszły do historii światowego szczypiorniaka. Nie osłabiła ich nawet koszmarna kontuzja, po której wrócił do gry na najwyższym poziomie jako jeszcze silniejszy zawodnik, a przede wszystkim jako jeszcze silniejszy człowiek.

Początki

Dorastał na obrzeżach Sandomierza. Jako dziecko wcale nie chciał być piłkarzem ręcznym. Od najmłodszych lat był zafascynowany futbolem i jak większość małych chłopców marzył o karierze piłkarskiej. Na boisku miał występować w roli napastnika. Najpierw trafił do Wisły Sandomierz, a następnie do występującej wówczas w najwyższej klasie rozgrywkowej Siarki Tarnobrzeg. Gdy Karol był w piątej klasie podstawówki, grę w handballa zaproponował mu nauczyciel WF-u, Ryszard Kiljański. Jak sam przyznał, zrobił to głównie ze względu na jego nieprzeciętny wzrost. Jednak Bielecki posiadał więcej atutów. – Jak na młodego chłopaka miał niesamowitą siłę rzutu. Koledzy bali się odbijać piłkę po jego zagraniach. Karol od dziecka miał armatę w dłoni – mówi trener. Tak właśnie zaczęła się długa i piękna przygoda z piłką ręczną, przygoda, która trwa po dziś dzień.

Pierwsze rozczarowanie…

Po krótkim czasie występów w Sandomierzu młodzieniec wyruszył do Gdańska, do tamtejszej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, aby trenować w niej z najlepszymi w swojej kategorii wiekowej. Na wybrzeżu spędził zaledwie kilka miesięcy. Wrócił na tarczy. – Z Bieleckiego nic nie będzie! – tak brzmiała opinia na jego temat. Trenerzy nie poznali się na młodym, ambitnym zawodniku. Ponownie przyjechał do swojego rodzinnego miasta, Sandomierza i został włączony do kadry seniorskiej lokalnego zespołu, stając się jednocześnie najmłodszym graczem w kraju. W drużynie spędził dwa lata, po czym przeniósł się do drużyny Iskry Kielce.

Udany krok naprzód

Do zespołu z Kielc przyszedł w 1999 roku. Tutaj 17-letni Karol trafił pod opiekę Marka Adamczaka i trenera, Giennadija Kamielina. Pierwszy z nich dbał o rozwój intelektualny Bieleckiego i o to, aby prowadził odpowiedni tryb życia, natomiast Kiemielin troszczył się o aspekt sportowy. Bielecki niewątpliwie miał ogromny talent, ale był przede wszystkim bardzo zdeterminowany i ciężko pracował na odniesienie sukcesu. Jak wspomina jego trener: – Bywało, że jedno ćwiczenie powtarzaliśmy przez kilka godzin. Bez efektu. Ale obaj byliśmy zawzięci. On do granic możliwości pracowity. Ja wyjątkowo zaangażowany w rozwój jego talentu. Pracowaliśmy nad wszystkim. Sprawnością fizyczną, wytrzymałością, techniką, mentalnością. Szybko zorientowałem się, że trafiłem na diament. Wiedziałem, że trzeba go oszlifować odpowiednio. – W latach 1999-2004 w barwach Iskry (Vive), Bielecki zdobył tytuł młodzieżowego mistrza Polski, zadebiutował w ekstraklasie seniorów, w Lidze Mistrzów, zdobył Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, a także w wieku 20 lat po raz pierwszy wystąpił z orzełkiem na piersi podczas wygranego meczu ze Słowacja, w którym to zdobył sześć bramek. Podczas pięciu lat spędzonych w Kielcach zanotował na swoim kocie 147 występów, podczas których rzucił 681 bramek. Istotnym sukcesem było wygranie w 2002 roku Młodzieżowych Mistrzostw Europy z kadrą Polski.  Doskonała postawa zaowocowała transferem do Niemiec. SC Magdeburg zapłacił za niego ogromną jak na ówczesne warunki kwotę jednego miliona złotych.

Rozwój kariery

Bielecki bardzo szybko stał się ważną postacią zespołu. W Magdeburgu spędził 3 lata. Z zespołem sięgnął po jedno trofeum, w 2007 roku. Był to Puchar EHF. Łącznie w klubie zagrał w 114 meczach. Zdobył w nich 545 bramek.

Era sukcesów

W 2007 roku Karol przeszedł do Rhein-Neckar Löwen i wystąpił w bardzo udanych dla Polski Mistrzostwach Świata w Niemczech. Bielecki był kluczową postacią zespołu, który zdobył srebrny medal na imprezie. Zarówno w klubie jak i drużynie narodowej był osobą, która mogła przesądzić o losach spotkania. Rok po sukcesie na mundialu zdobył z kadrą Superpuchar Europy, a w 2009 trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata w Chorwacji. W tym samym roku z Rhein-Neckar Löwen zajął trzecie miejsce w Bundeslidze.


Koszmarna kontuzja…

11 czerwca 2010 roku podczas meczu towarzyskiego reprezentacji Polski z Chorwacją Bielecki doznał okropnego urazu. Josip Valčić swoim kciukiem przypadkowo trafił Karola w oko. Efektem tego niefortunnego zdarzenia było pęknięcie gałki ocznej u naszego zawodnika. Niedługo po tym wypadku Bielecki przeszedł dwie operacje. Po kolejnej diagnoza była jednoznaczna. Po trzeciej operacji powiedzieli mi, że już nic nie da się zrobić – mówi Bielecki. Równo tydzień po zdarzeniu szczypiornista ogłosił zakończenie swojej sportowej kariery.

Z Bożą pomocą

Jakiś czas przed wypadkiem Karol był w kościele, bo wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna. – Dziękowałem Mu, że z jego pomocą jestem silny i prosiłem Go o siłę w dalszym życiu. Po wypadku znowu poprosił Boga o wsparcie. – Wiedziałem, że mam dwie drogi. Mogę walczyć i wrócić, albo zdecydować, że 11 czerwca 2010 roku skończyła się moja przygoda z piłką ręczną, z życiem. Ale pomyślałem, że to byłoby za łatwo, że za dużo pracy mnie to wszystko kosztowało, żeby teraz zrezygnować, nie walczyć. Otrzymał je. Szybko zaczął rehabilitację. Początki były ciężkie. Zdarzały się nawet trudności z utrzymaniem równowagi, miał także ograniczone pole widzenia. Pokonał jednak przeciwności i wrócił do gry. – To była ciężka szkoła życia. Krok po kroku powracałem do normalności. Wznowiłem treningi, potem był powrót do pełnej dyspozycji. Upadłem, ale wstałem! – mówi Kola. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Karol Bielecki zastanawiał się, dlaczego Bóg tak go doświadczył. – Może chciał mi pokazać, że żyłem źle, że miałem za mało czasu dla innych. Bóg nie zsyła na nas ciężaru, którego nie moglibyśmy unieść. Do każdej sprawy trzeba podejść ze spokojem, przyjąć, że w każdym upadku jest pozytywna strona – dodaje.

Powrót na parkiet

Już 22 lipca wystąpił w meczu towarzyskim, w którym zdobył jedną bramkę, a 31 sierpnia wyszedł w pierwszym składzie Rhein-Neckar Löwen w starciu ligowym z Frisch Auf Göppingen. Rzucił wtedy aż jedenaście goli. Od powrotu na boisko Bielecki występuje w specjalnych okularach ochronnych. W październiku 2010 roku przyjechał na mecz Ligi Mistrzów do Kielc. Kibice przywitali go transparentem: Cały kraj, cała hala chyli czoła przed dumą handballa. Z niemieckim klubem rozstał się w 2012 roku. Wtedy to wrócił do kraju. Jednak w Vive nie otrzymywał od Bogdana Wenty zbyt wiele czasu na boisku. Sam Karol nie był z tego powodu zachwycony. Nie była to dla niego komfortowa sytuacja. Zmiana nastała wraz ze zmianą trenera. Po objęciu zespołu przez Tałanta Dujszebajewa Bielecki złapał wiatr w żagle. Z klubem sięgnął po zwycięstwo w rozgrywkach Ligi Mistrzów (2016), z reprezentacją po brązowy medal Mistrzostw Świata (2015), był chorążym polskiej reprezentacji na IO “Rio de Janeiro 2016”. Na nich nasza drużyna piłki ręcznej zajęła czwarte miejsce, a Karol Bielecki z 55 bramkami na koncie został najlepszym strzelcem turnieju. Karierę reprezentacyjną zakończył w 2016 roku, w klubie nadal gra, oby jak najdłużej.

Wzór sportowca, a przede wszystkim człowieka

Karol to człowiek, który pokazuje, że nigdy nie należy się poddawać. Zamiast pisać teraz o liczbach i statystykach, umieszczę jego słowa, to będzie bardziej adekwatne.

Postępować zgodnie ze swoim sumieniem. I zachować spokój w każdej sytuacji. Nawet, jeśli na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się beznadziejna, trzeba wierzyć, że będzie dobrze. Bo zawsze po nocy przychodzi dzień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *