Recenzja

Ciemniejsza strona kina ?

Kontynuacja ,,Pięćdziesięciu twarzy Greya’’ to niezaprzeczalnie jeden z najbardziej wyczekiwanych romansów w tym roku. Przecież z okazji Walentynek nie ma nic lepszego niż wypad z drugą połówką do kina! Tylko dlaczego akurat to musi być ten film?

 

<spoiler>

Słowem wstępu: Koniec pierwszej części zostawia nas z przykrym obrazkiem, kiedy to Ana (Dakota Johnson) rozstaje się z Christianem (Jamie Dornan), bo uznaje, że sadomasochistyczne zapędy kochanka to jednak za dużo. Emocjonujące zakończenie i kurtyna!

<koniec spoilera>

 

Druga część filmu rozpoczyna się sielankowo. Ana dostaje piękny bukiet róż, wiadomo od kogo, i jej pierwszy odruch jest jak najbardziej prawidłowy w tej sytuacji- kwiatki od byłego, powinny wylądować w koszu na śmieci. ,,O tak! Jesteś dla mnie nikim Christianie i nawet te piękne, pachnące róże tego nie zmienią! Jestem teraz silną i niezależną kobietą! Idę kupić wino, kota i obejrzę jakiś romans !’’ Ale jednak nie do końca. Ana postanawia owe kwiatki zachować, nie wiadomo dlaczego, skoro Christian to już przeszłość…  Dobra, to możemy zrzucić na zwykły babski sentyment, ale im dalej w las, tym więcej takich sentymentów nam wyskakuje. Żeby daleko nie szukać, przy pierwszym spotkaniu z Christianem Ana od razu zgadza się na wspólną kolację i chyba nikogo nie przekonuje jej ,,bo jestem tylko głodna”.

 

I byłoby tak przyjemnie i romantycznie, gdyby nie pewien dreszczyk niepewności co do pojawiającej się co jakiś czas na ekranie smutnej i zaniedbanej dziewczyny, takiej w typie narkomanki. Kim jest ? Czego chce od głównej bohaterki? Dlaczego? Nikt tego nie wie   (chyba że czytał książkę). I muszę przyznać, że ten wątek jest w miarę interesujący i potrafi trochę potrzymać w niepewności.

 

Ciekawie zapowiadał się też motyw z nowym szefem Any i jego podejściem do kobiet, choć uważam, że scen z ego udziałem było za mało. No, ale biorąc pod uwagę takie, a nie inne jego rozwiązanie, to chyba nie mamy o czym mówić. Choć nie powiem, miło było zobaczyć, że bohaterka nie jest typem bezbronnej księżniczki, przynajmniej w tym momencie.

 

Przejdźmy do kluczowego zabiegu fabularnego, czyli motywu z nietypowymi upodobaniami pana Greya. Otóż okazuje się, że nie są one tak niestandardowe jak głosi legenda. Ot, seks z paroma ulepszeniami i paroma fantazjami, czemu nie ? Choć na pewno kobieca część widowni ucieszy się na wiadomość, że jedna scena jest w całości skradziona przez pośladki pana G. Ale to by było na tyle.

 

Zauważalna jest również przemiana w relacji między bohaterami. Christian musi pogodzić się z tym, że już nie może na każdym kroku kontrolować Any, za to ona potrafi postawić na swoim. Widać tu przemianę bohaterki z szarej myszki w myszkę, która wie, czego chce i potrafi pokazać pazurki gdy coś jej nie pasuje. Brawo!

 

Co do technicznych aspektów filmu to zdjęcia jak najbardziej na plus. Czy to te miejskie czy bardziej sielankowe, potrafią nadać atmosfery i pewnego charakteru rozgrywającym się scenom. Jak grali aktorzy, trudno powiedzieć. Może nie zagrali na poziomie ,,Trudnych spraw’’, ale ja Oscara bym nie dała. No i na sam koniec muzyka! Co do niej również nie jestem pewna. Bo z jednej strony niektóre sceny umilała – ten Frank Sinatra na balu maskowym był po prostu cudowny! Ale z drugiej strony czasem muzyka zbyt wysuwała się na pierwszy plan i po prostu przeszkadzała, psując cały urok sceny.

 

Co do mojej ogólnej oceny tego filmu, to z jednej strony jest to film jak najbardziej o romansie z tajemniczymi wątkami, jednak filary, na jakich zbudowany jest jego obraz w mediach wcale nie znajduje odniesienia w samym filmie. Już pomijając nawet te rzekomo kontrowersyjne sceny seksu. W filmie znajduje się wiele nielogicznych momentów, główny bohater to mężczyzna po przejściach, a nie szalony i niewyżyty seksualnie psychopata, zaś główna bohaterka, choć kreowana na szarą myszkę, umie zmienić się w słodkiego koteczka, który potrafi zamiauczeć, gdy coś mu nie pasuje i pokazać pazurki.

 

Film w moim odczuciu jest przeciętny i chyba jedyne, co wyniosłam z jego seansu to rozczarowanie. Co prawda twórcy zakończyli wątek romantyczny niemalże tak, jak nakazuje moralność, jednak czegoś mi tu brakuje. Możliwe, że jest to zwrócenie większej uwagi na groźnego antybohatera. Może dopracowanie paru wcześniejszych wątków? Nie wiem, a mając do czynienia z takim rodzajem kina ,,nie wiem’’ jest tu raczej negatywne. ,,Ciemniejszą stronę Greya’’ mogę polecić odważnym widzom, lub też tym poszukującym nowych doznań, choć nie biorę odpowiedzialności za efekty końcowe.

Recenzja powstała dzięki współpracy z www.cinema-city.pl 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jestem specjalistką ds. nekrologów. Pasjonuje się też kinem, serialami oraz literaturą. Zazwyczaj swoje teksty piszę przy akompaniamencie ulubionych zespołów, lecz w skrajnych przypadkach przy ścieżce dźwiękowej do filmu Ogniem i mieczem.