Artur Barciś  ̶ postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Wybitny polski aktor teatralny, filmowy, telewizyjny, a także dubbingowy. Na swoim koncie ma również kilka wyreżyserowanych sztuk teatralnych. Wszechstronny, najczęściej wcielający się w bardzo charakterystycznych i ekscentrycznych bohaterów (Arkadiusz Czerepach w serialu ,,Ranczo” czy brat Alojzy w filmie ,,Braciszek”). Największą sympatię telewidzów zyskał dzięki roli Tadeusza Norka w serialu komediowym ,,Miodowe lata’’. Na co dzień związany z Teatrem Ateneum w Warszawie. Mimo wielkiego nawału pracy znalazł czas na krótki wywiad dla naszej redakcji.Scena ze spektaklu ,,Dziwna para”.

 

Szczepan Ciesielski: Znajdujemy się w Teatrze Ateneum, gdzie występuje Pan od 1984 roku. Za kilkadziesiąt minut wyjdzie Pan na scenę, aby odegrać rolę pracownika banku w komedii ,,Kasta la Vista”. Na portalu społecznościowym niedawno napisał Pan: ,,Tak rzadko zdarzają się mądre komedie”. Dlaczego ,,Kasta la Vista” jest mądrą komedią?

Artur Barciś: ,,Kasta La Vista” mogłaby dotyczyć nas wszystkich. Człowiek znajduje się w pułapce podczas wykonywania codziennych czynności. Chce wypłacić pieniądze z banku i okazuje się, że nie może z niego wyjść. Nie będę mówił z jakich powodów, bo to jest treścią tej sztuki. Na pewno jest to sytuacja, w której widz może utożsamić się z bohaterem. Do tego są znakomite dialogi. To właściwie nie jest komedia, tylko kontekst jest zabawny. Jak człowiek wychodzi z teatru to nie chce mu się śmiać.

S.C. Urodził się Pan w małej miejscowości Kokawa, liczącej niecałe 600 osób, a dzieciństwo spędził w Rędzinach. Zagrał Pan kilkadziesiąt ról filmowych i jest Pan rozpoznawany przez większość Polaków. Jako chłopiec wyobrażał sobie Pan, że chłopak z takiej małej miejscowości może osiągnąć taką karierę?

A.B. Na początku muszę powiedzieć, że Kokawa i Rędziny to nie są jakieś wsie zabite dechami. To miejscowości podmiejskie. Z Rędzin do Częstochowy, która była dla mnie metropolią, jest zaledwie 6 kilometrów, więc bardzo blisko. Dlatego miałem możliwość stałego kontaktu z teatrem, filharmonią, czy ogólnie z miastem. Po drodze odnosiłem różne sukcesy, między innymi wygrałem Ogólnopolski Konkurs Recytatorski. W związku z tym moi rówieśnicy nie byli tak bardzo zdziwieni, że się dostałem do szkoły aktorskiej. Potem byli trochę zaskoczeni, że mi się aż tak udało, ale ja też byłem tym zdziwiony.

S.C. Czy trudno było się Panu dostać do Szkoły Filmowej w Łodzi? Były wcześniej jakieś obawy?

A.B. Byłem dosyć dobrze przygotowany, ponieważ startowanie w konkursach recytatorskich dało mi spory warsztat. Dlatego w głowie miałem mnóstwo różnych tekstów, czy to prozą, czy wierszem, więc miałem w czym wybierać, a także wiedziałem jak to robić. Jedynie obawiałem się moich warunków zewnętrznych, ponieważ byłem mały, chudy i brzydki. Na szczęście jednak mnie przyjęli.

S.C. Gdzie Pan w takim razie woli występować? Na deskach teatru czy w filmach?

A.B. Mam na to pytanie zawsze wcześniej ułożoną odpowiedź. Nie da się powiedzieć co jest lepsze. To jest tak, jakby mi kazać wybierać między grzybową a rosołem. Lubię jedno i drugie, chociaż inaczej smakuje, a wszystko jest zupą. Tak samo występowanie w filmach i w teatrze jest aktorstwem, tylko trochę innych środków się używa i inaczej się oba zawody uprawia. Natomiast ja lubię ten zawód wykonywać na różne sposoby, łącznie ze śpiewaniem.

S.C. Jaka jest Pana reakcja, kiedy ludzie utożsamiają Pana z graną postacią? Przyzwyczajają się do niej, jednocześnie nie wiedząc, jak się Pan nazywa.

A.B. Zdarzają się takie sytuacje, chociaż jestem już starym aktorem. Zagrałem sporo ról w teatrze, w filmie i telewizji. Wydaje mi się, że już z twarzy wiedzą, jak się nazywam. Natomiast był taki okres, kiedy kręciłem serial ,,Miodowe lata”. Część widzów na pewno nie zwracało uwagi jak się nazywa aktor w czołówce, tylko zapamiętała, że to jest Norek i tyle. Mimo to rzadko się zdarza, żeby ktoś nie wiedział, jak się nazywam.

S.C. Miał Pan kiedyś jakieś dolegliwości, które uniemożliwiły wejście na scenę?

A.B. Wielokrotnie, aczkolwiek nigdy nie odwołałem przedstawienia. Pamiętam, że miałem kiedyś 39 stopni gorączki, ale dałem radę i wykonałem swoją pracę.

S.C. Jest Pan człowiekiem próżnym?

Odpowiedź na te i wiele innych pytań będzie można przeczytać już w najbliższym numerze Polformance. Artur Barciś wspierający akcję ,,Nie daj się zaskoczyć”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *