Havok to thrash-metalowa potęga, która zapewnia temu gatunkowi drugą młodość. To śmiała teza, ale nie sposób się z nią nie zgodzić, słuchając wydanego 10 marca „Conformicide”. Kwartet z Denver nie odpuszcza i znów daje nam porcję mocnej, mięsistej muzyki.

Zmiana basisty na Nicka Schendzielosa wyszła zespołowi na dobre i to słychać już od pierwszych sekund. Lubujący się w slappingu Schendzielos nadał temu albumowi wyrazu, jakiego muzyce Havok do tej pory brakowało. Jego uderzenia i szarpnięcia są mocne, pewne i konkretne, co jest słyszalne zwłaszcza we fragmentach, gdy słychać tylko bas. Druga część sekcji rytmicznej, Pete Webber, również nie zawodzi. Perkusista nie szczędzi swoich instrumentów, a podwójna stopa nieraz pędzi jak szalona. Jednak prawdziwymi bohaterami płyty są gitarzyści. David Sanchez i Reece Scruggs to wzorcowy duet, w dodatku złożony z prawdziwych zawodowców. Trudno w to uwierzyć, ale na „Conformicide” nie ma ani jednej słabej solówki i, poza jednym wyjątkiem, nieudanych riffów. Tak dobrze zgrane gitary ostatnimi czasy słyszałem tylko na „Magmie” Gojiry, a tamto dzieło uważam za jedną z najlepszych płyt ostatnich dwóch dekad.

Otwierający całość „F.P.C” to kwintesencja tego, co będziemy dalej słyszeć. Wyraźny bas, galopująca perkusja, liczne i przemyślane zmiany tempa, kapitalna solówka z potężnymi riffami i wrzeszczący Sanchez. To właściwie jeden z lepszych utworów kapeli w ogóle (i nie dajcie się zwieść pięknemu, spokojnemu wstępowi na gitarze akustycznej, to tylko zmyłka). Takich kilerów, nadających się na występy, pobudzenie zamiast porannej kawy, czy spotkań metali, jest tu pełno. „Hang ’em High” to rozpędzony walec z chwytliwym refrenem, którego nieobecność na koncertach byłaby zbrodnią. „Dogmanacial” jest kopalnią riffów najwyższej próby, podobnie „Masterplan”. Moim faworytem jest „Piece Is In Pieces”, który łączy agresję z powagą i momentami wręcz podniosłym nastrojem.

Nie jest to, niestety, płyta idealna. „Intention To Deceive” to typowy, nużący zapychacz, który nieco obniża poziom. „Ingsoc” trwa prawie 8 minut, a nie dzieje się w nim tyle, by było to uzasadnione. Zwłaszcza środkowa część niepotrzebnie się dłuży. „Claiming Certainty” ma świetny riff i spójną kompozycję, jednak zostaje zarżnięty przez kwiczącego jak prosię Sancheza. Wokalista zbyt często śpiewa bardzo wysoko, z czym w parze idą infantylne piski w stylu Briana Johnsona z ACDC. Z kolei w bardzo udanym „Circling The Drain” wyraźnie naśladuje manierę wokalną Dave’a Mustaine’a, co daje nieco komiczny efekt. Produkcja całości jest znakomita, poza bębnami, która brzmią świetnie, ale czasami są zbyt wysunięte do przodu i zagłuszają inne instrumenty. Momentami można odnieść wrażenie, że to gitary grają pod perkusję, a nie na odwrót.

Mimo kilku wad „Conformicide” to potężna dawka metalu, na której wykrystalizował się najlepszy skład w historii zespołu. Havok cały czas się rozwija i gra coraz dojrzalej, a umiejętność stworzenia 10 wyraźnie różnych utworów na bazie tych samych patentów świadczy o ich kreatywności. Równie dobry i świeży album thrash-metalowy raczej w najbliższym czasie nie powstanie.  Gdyby pozbyć się 2 z 3 słabszych kawałków, a „Ingsoc” skrócić do 5 minut, otrzymalibyśmy solidnego kandydata na najlepszy metalowy album tego roku. A i w tej formie stanowi on poważną konkurencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *