Przypadek? Podobno to nie istnieje, ale trzeba nam wiedzieć, że najdrobniejsze wydarzenia, sytuację mają wpływ na naszą egzystencję. Czy stwierdzenie, że trzepot skrzydeł motyla zmienia nasze życie jest przesadą? Wydawałoby się, że tak.. Natomiast ta niewinna sytuacja może wywołać ciąg wielu kolejnych zdarzeń. Bo jeśli nie spojrzelibyśmy na motyla, to nie zobaczylibyśmy  siedzącej dziewczyny pod drzewem, która została naszą żoną… No co?

Takie sytuacje się zdarzają. Szukając różnych przypadków związanych z efektem motyla, miałem okazję przeczytać relację pewnego chłopaka, który zapomniał wziąć zapalniczki na imprezę. Chcąc zapalić papierosa, poprosił nieznajomą o ,,ogień”. Z przyzwyczajenia w czasie degustacji tytoniu, schował zapalniczkę do swojej kieszeni. Dzięki temu miał pretekst, żeby w innym dniu się spotkać i oddać zgubę. Wiem, że znacie finał tej historyjki.. Tak, dzisiaj są małżeństwem, co ciekawsze, niepalącym małżeństwem.

Według różnych definicji, efekt motyla to żartobliwe przedstawienie chaosu deterministycznego. Wszystko zaczęło się od teorii Edwarda Lorenza. Zajmował się on badaniem zastosowania algorytmów matematycznych w meteorologii. Jego praca zaowocowała powstaniem układu 12 równań, które opisywały relacje między temperaturą, ciśnieniem, prędkością wiatru itd. Wkrótce Lorenz postanowił przeprowadzić próbę działania powstałego programu. Początkowo wprowadził bardzo dokładne dane wejściowe. Po otrzymaniu wykresu postanowił powtórzyć doświadczenie, do którego nie przywiązywał już tak dużej uwagi, co pierwotnie. Różnica liczb była niewielka , ponieważ wynosiła jedynie 0,025%. Mimo to, ten mały szczegół spowodował, że powstałe wykresy wraz z upływem czasu, coraz bardziej były do siebie niepodobne, wręcz inne. Lorenz był zaskoczony, że tak mała zmiana , może spowodować otrzymanie dwóch różnych wyników. Dlatego powstałą wrażliwość układu na małe zmiany nazwał zjawiskiem efektu motyla. Często denerwujemy się na podawaną prognozę pogody przez ekspertów, że się nie sprawdza. Niestety, nikt nie potrafi przewidzieć chwilowych, lokalnych zmian w warunkach pogodowych. Sam Lorenz pokusił się o stwierdzenie, że niewinny ruch skrzydeł motyla w Brazylii może spowodować huragan w Texasie.

Zabawa na plaży, słońce grzeje niemiłosiernie. Można wejść do wody, aby schłodzić swoje ciało, niektórzy wolą leżeć plackiem na piasku. Są i tacy, którzy rzucają formą do ciasta. Tak było w przypadku Waltera Fredericka Morrisona i jego dziewczyny. Ich pomysłem na nudę była zabawa, polegająca na rzucaniu do siebie sprzętem kuchennym. W pewnej chwili ktoś podszedł do igrającej pary z propozycją odkupienia nowo zdefiniowanej zabawki. Cena, jaką zaoferował plażowicz to 25 centów. Morrison nabył swój sprzęt za jedyne 5 centów, dlatego w jego głowie narodził się pomysł udoskonalenia sprzętu, a co za tym idzie, otworzenia biznesu życia. Tak właśnie powstał znany dzisiaj wszystkim dysk używany w sporcie i rekreacji – frisbee. Hmm.. co tym o tym wszystkim myśleć? Po kolei. Nie wiemy, dlaczego Morrison w ogóle wziął formę do ciasta na plażę, ktoś lub coś do tego go skłoniło. Gdyby nie miał jej przy sobie, najprawdopodobniej jego życie miałoby inną historie. Miał również szczęście, że nie było wiatru, bo po 2 rzutach jego dziewczyna mogłaby powiedzieć: ,,To bez sensu, więc wracajmy do domu”. Człowiek, który podszedł do rzucającej pary, miał największy wpływ na dalsze losy wynalazku Morrisona. Przecież równie dobrze mógł ktoś podejść i skrytykować bawiących się ludzi. Tamten człowiek nie dosyć, że pochwalił, to jeszcze zaoferował kupno. Co ważne, chciał zaopatrzyć się w dany przedmiot za 25 centów, jeśliby zaoferował mniejszą cenę, nie wiadomo, czy przyszłemu wynalazcy narodziłby się w głowie pomysł nowego biznesu.

Frisbee-popularna gra w Stanach Zjednoczonych

Takie przypadki można by mnożyć. Pewnie wielu z Was już w czasach szkolnych słyszało o mężczyźnie, który chodził na spacery w Alpy wraz z towarzyszącym mu psem. Podczas przechadzek szwajcarski inżynier zauważył, że do ubrań oraz futra zwierzaka przyczepiają się rzepy. Czas pokazał, że ciekawość i pomysłowość George De Mestrala poskutkowała zastosowaniem owoców łopianu w codziennym użytku jak i produkcji odzieży i sprzętu sportowego. Początkowo nikt nie chciał ze Szwajcarem współpracować, ale jego wytrwałość i wiara w sukces przyniosły po 8 latach 250 milionów zysków rocznie.

Rzepy między innymi służą jako zapięcia do butów

Jeśli właśnie mowa o dużych pieniądzach i wielkich karierach zawodowych, to po miłości chyba największe źródło niespodzianek, zawirowań czy sukcesów.  Chociaż w tym przypadku trzeba na to spojrzeć również z drugiej strony. W podanych przykładach rzepu i frisbee można rzeczywiście zauważyć pewien łut szczęścia. Mimo, że De Mestral i Morrison mieli wielką wyobraźnie oraz zdolność do obserwacji świata, to jednak mogli jej nigdy w swoim życiu praktycznie nie wykorzystać. Natomiast w większości sytuacji, jak pokazuje historia odkrywców, biznesmenów, nie można nazwać ich szczęściarzami, którzy wpadli na coś nagle. Bo co nagle to po diable. Urządzenia takie jak kuchenka mikrofalowa, rozrusznik serca, slinky ( inaczej chodząca sprężyna) były efektami ubocznymi działań naukowców, inżynierów, którzy pracowali zupełnie nad czymś innym. Ich wynalazki nazywane są przypadkami, jednak prędzej czy później udałoby się im coś odkryć, ponieważ całe swoje życie poświęcili badaniom, żeby osiągnąć zamierzony cel. To samo można powiedzieć o biznesmenach zarabiających ogromne pieniądze. Ktoś powie: ,,No tak, udało mu się, ponieważ była na to moda, był pierwszy, zauważył to gdzieś indziej, czy ktoś mu podpowiedział”. Ciężko się zgodzić z tymi słowami, ponieważ w większości sytuacji biznesmeni od początku szukali ,,pieniądza” jak nie tu, to tam, aż w końcu im się uda. Pewien sześciolatek z samego rana kupował gumę do żucia oraz sześciopak butelek coca-cola. Następnie wychodził na ulicę i rozpieczętowywał produkty, które sprzedawał pojedynczo, a nie w zestawie, co finalnie przynosiło mu zyski. Kiedy trochę ,,podrósł” roznosił gazety i wstawiał do barów automaty. Tym młodym człowiekiem był Warren Buffet – najsłynniejszy inwestor giełdowy świata, którego majątek wynosi około 74 mld dol. Jak widać, od początku miał żyłkę do interesów. Teraz, gdy ma już 86 lat, nawet choroba nowotworowa nie jest w stanie go powstrzymać.

Warren Buffet i Prezydent Barack Obama w Białym Domu 

To pokazuje jego wielkie zaangażowanie w świat biznesu i chęć osiągania sukcesów. Efekt motyla we wspomnianych przypadkach istnieje, bo sytuacje, które spotkały ich w życiu w takim czasie, a nie innym, na pewno wpłynęły na ich kolej losu. Natomiast, jak już wspomniałem, te zdarzenia nie miały zbyt wielkiego znaczenia w kontekście ich karier zawodowych, bo i tak prędzej czy później dopięliby swego. Jeżeli szukacie bardziej efektywnych przykładów efektu motyla w tych dziedzinach, to takie się zdarzają. Bo czasami jednak można niewiele robić, nie badać, nie poznawać, a zmienić swoje życie diametralnie. Są przypadki, w których ludzie poznają ciekawą, inspirującą osobę, a nigdy wcześniej nie dążyli do rozmów i poznawania. Wtedy trzeba nazwać taką sytuację szczęściem, że ktoś znalazł się w odpowiednim miejscu z sprzyjającymi okolicznościami. Myślę, że to, czym teraz piszę, mogą dobrze zobrazować takie filmy jak Rocky Balboa czy Kariera Nikosia Dyzmy.

Kadr z filmu ,,Rocky Balboa”

Niestety, mamy do czynienia z sytuacjami, w których ludzie znajdują się w nieodpowiednim miejscu bądź czasie. To jest ta druga, gorsza strona medalu efektu motyla. Bo niewiele trzeba, żeby jedna sytuacja, zły wybór, pociągnął pasmo nieszczęść. Tak jest w przypadku kierowców. To bardzo skrajna sytuacja. No, ale jeżeli wyjechałby 2 minuty później, dopiłby kawę, to nie jechałby za szaleńcem, który w tym czasie prowadził zepsutą ciężarówkę. No i na odwrót, bo mogło być tak, że wyjechał jednak za późno. Jak widać po moich zdaniach, to wszystko jest gdybaniem.. Gdyby nie to..

No w sumie nie wiadomo, to wielka zagadka. Jedno jest pewne: we wspomnianym przypadku kierowców zjawisko efektu motyla, zakończyło ludzkie życie milionów ludzi. Zamknęło drzwi, do których nie ma powrotu. 10 kwietnia 2010 roku, Jacek Sasin i Zofia Kruszyńska-Gust cudem uniknęli tragedii pod Smoleńskiem, gdzie rozbił się samolot prezydencki. Sasin do Rosji pojechał pociągiem. Wolał odstąpić miejsce kobiecie, której zależało na szybkim powrocie do domu, ponieważ miała na wychowaniu małe dziecko. Powodem rezygnacji Kruszyńskiej-Gust była jej choroba.

Wydaje mi się, że nie może nam być coś z góry pisane.., ponieważ wiele zależy od nas, naszej woli. Jeśli chodzi o efekt motyla, przestrzegałbym przed mówieniem, że gdyby nie to, to tamto.. Wolę raczej stwierdzenie: gdyby nie to, to BYĆ może tamto. Skoro zgadzamy się, że istnieje zjawisko efektu motyla, nie możemy powiedzieć, że jeśli Jacek Sasin wsiadłby do samolotu, to już by go z nami nie było.. Podążając za definicją efektu motyla, należałoby powiedzieć, że BYĆ może, już by nie żył. Skoro trzepot skrzydeł owada potrafi diametralnie zmienić sytuację, to równie dobrze obecność innej osoby na pokładzie samolotu mogłaby zmienić bieg historii Polski. Jeden inny uśmiech, komplement, coś w ogóle nieznaczącego..

No ale tego nie wiemy, to tylko gdybanie..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *