Chociaż do premiery kolejnego filmu z bogiem Asgardu w roli głównej jeszcze kilka miesięcy, w redakcji już trwają gorące dyskusje na jego temat.

Wojciech Bryk: Potężni bogowie, legendarne stworzenia, koncepcja narodzin świata… no i jeden dupek, spokrewniony z majestatycznym szefem, który musi wszystkim napsuć krwi. Jakby się dobrze przyjrzeć, większość mitologii jest do siebie bliźniaczo podobnych i posiadają wszystkie wymienione elementy. Osobiście największą sympatią pałam do tej nordyckiej. Najbardziej mroczna, krwawa i okrutna. Odyn w poszukiwaniu wiedzy daje sobie wyłupić oko, wiesza się na drzewie i pozwala przebić włócznią. Wydawać by się mogło, że z Zeusa jest niezły Casanova, bo zalicza sobie ludzkie kobiety w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Loki jednak bije go na głowę, bo postanawia zmienić się w klacz i oddać się Swadelfariowi – potężnemu rumakowi, po to, by urodzić potem ośmionogiego wierzchowca dla swojego brata (tak, Loki był przybranym bratem Odyna, a nie Thora). Przyczepić się można do tego, że do Asgardu, gdzie każdy jest napakowanym wikingiem z brodą do pasa, prowadzi tęczowy most.

No i jako wisienka na torcie: nordycka wizja końca świata – Ragnarok (o którym na pewno słyszeli ci, którzy oglądali „Vikings” albo czytali/grali w „Wiedźmina”). Świt bogów, wielkie wilki zjedzą Słońce i Księżyc, zapieją koguty, obwieszczając początek końca, Fenrir rozerwie krępujące go łańcuchy… Ogólnie zapowiada się niezła roz**ducha. W lewym narożniku Asowie w składzie Odyn, Thor i Hajmdal, a w prawym Loki na czele armii olbrzymów. Na koniec wszyscy umierają. Przy współczesnym poziomie wielu produkcji wyobrażenie sobie tak apokaliptycznych scenek nie jest czymś trudnym. Dlatego, gdy ktoś nadaje filmowi podtytuł „Ragnarok”, już ostrzę sobie pazurki (albo swój topór). Jednak wtedy dane mi jest obejrzeć zapowiedź kolejnego Thora…

Oleksii Abramov: Oj przestań, przecież Marvel wyprodukował półmroczny „Civil War” i przepełnionego bólem i beznadzieją „Logana”. A przecież nie do końca tego spodziewaliśmy się po tych produkcjach. Ja niestety nie znam się na nordyckiej mitologii tak, jak Ty, ale za to mogę przeanalizować to, co już zobaczyliśmy pod innym kątem. I chociaż czeka na nas prawdopodobnie dużo jaskrawych barw (w ogóle kolorystyka dość podobna do „Strażników Galaktyki”), to myślę, że tego bólu egzystencjalnego też nie zabraknie.

Popatrz, nieudane próby żartów – tak samo, jak w „Doktor Strange”. Thor traci swoją niesamowitą fryzurę. Mjolnir zostaje zniszczony. Loki nie włada już w Asgardzie. Cały dom nordyckich bogów do zniszczenia. A jeszcze personalna drama Hulka, który, wydaje mi się, będzie myślał, że znalazł swoje przeznaczenie i odpowiednie miejsce w galaktyce (bo przecież na ziemi stanowi zagrożenie i jest uważany za najgorszego potwora), ale jednak cały czas będzie rozmyślał nad opcją powrotu. Czy to Ci nie wystarczy? Zresztą, to nie Twoje niszowe mroczne księgi, które czytasz na co dzień, a produkcja studia, które stara się robić kino dla każdego (bo liczą się zyski).

W.B.: No dobra, masz mnie. Zapomniałem, że na premierę „Deadpoola” idą matki z dziećmi. No i w tych produkcjach nikt nie umiera… a nawet jak umiera, to tylko trochę i tylko na chwilę (Groot, Jean Grey, Phil Coulson, Nick Fury, itd.). I może rzeczywiście trochę o tym zapomniałem. Mjolnir się rozsypuje, a stoi za tym bardzo czarny charakter. Dotknęłoby mnie to bardziej, gdyby nie całkiem spora lista osób (istot), które jednak mogły go podnieść, jak np. Vision. Sprawiło to, że jego magiczna otoczka prysła (zupełnie jak sam Mjolnir). Jednak nawet te bardziej wstrząsające fragmenty zostały przebite kolorowymi krajobrazami w stylu „Piątego Elementu”, a arena, na której pojawia się Thor i Hulk, przywodzi mi na myśl arenę z… „Małych Agentów”. Już nawet nie wspomnę o hełmie przypominającym ten, który nosił Asterix.

O.A.: A teraz z kolei Ty mnie trochę skłoniłeś na swoją stronę. Nie porównywałbym tego stylu do filmu Luca Bessona, ale bardziej do „Kung Fury” czy „Hotline Miami”. A czcionka (tak, na piśmie mogę użyć słowa, którego nie potrafię wymówić) w ogóle została żywcem wzięta z bardzo znanego nam z dzieciństwa WordArtu pakietu Microsoft Office. To był wówczas dla mnie największy problem: który wzór wybrać przy robieniu zadań z informatyki w szkole.

Teraz mam inny, nie mniej skomplikowany. Może jestem paranoikiem, ale ciągle mi się wydaje, że każdy kolejny film, nawet z tych komiksowych od Marvel, zahacza obecne gorące tematy z całego świata. Ok, słowa piosenki Led Zeppelin: We come from the land of the ice and snow, From the midnight sun where the hot springs flow. Hammer of the gods will drive our ships to new land. To fight the hordes and sing, and cry. Valhalla, I am coming – idealnie pasują do tej produkcji. Ale już jej nazwa – Immigrant Song – i to, co widzimy, czyli igrzyska śmierci z niewolnikami-imigrantami na pociechę panów podrzuca mi inną myśl: czy to nie jest propaganda polityczna?

W.B.: Czcionka wykorzystana w zwiastunie wbija mi szpile mocniej i głębiej niż nawet kosmiczne statki w dziewięciu światach (chociaż byłbym w stanie przywyknąć do takiego stylu, przecież nawet bogów może dopaść postęp). Jeżeli ktoś Cię zapyta, dlaczego zakrywasz uszy i oczy, czekając na film w kinie, odpowiedź jest prosta – nie chcesz oglądać zwiastunów. Powód jest jeszcze prostszy – nowa moda na wpychanie do nich najlepszych scen z filmu. I jeżeli tak jest i w tym przypadku, to wydaje mi się, że Ragnarok nie spodoba mi się tak jak poprzednia część Thora (od teraz zwrot „skradnie moje serce” będzie zarezerwowany tylko dla filmu, który pobije „Logana”).

Jest też inna nowa moda. Klasyka rocka. Tyle że dobry topowy numer z czasów naszych rodziców załatwić może klimat przy numerku na tylnym siedzeniu, a nie przy filmowej produkcji. Wysoki sądzie, dowód nr 1: „Suicide Squad” i cudowna Bohemian Rhapsody. Pomysł podłapany od DC? Na pewno Johnny Cash był świetnym smaczkiem do zakończenia historii Wolverina, jednak do Ragnaroku pasowałoby coś mocniejszego, naprawdę hardrockowego. Jak Godsmack w Królu Skorpionie? A jak zaczniemy pisać o polityce, to zaraz ktoś się przyczepi do Hajmdala albo Walkirii.

O.A.: A wiesz co, z tą muzyką nawet masz rację. Nie wyobrażam sobie np. dwójki „Dead Space” bez Skillet i ich utworu Monster. Ale w przypadku gamingowego action-horroru to ze sobą współgrało, a nie, jak zauważyłeś, narobiło smaku i zepsuło oczekiwania. Natomiast z tym zakrywaniem uszu i oczu, będę to robił dalej. Przed napisaniem tego tekstu skusiłem się i obejrzałem zwiastun kontynuacji „Kingsmana”. To był naprawdę duży błąd. Co zatem mamy? Całkiem możliwe, że pokazany cały film w 2,5 minuty, niejednoznaczną atmosferę i dość kontrowersyjnie zapowiadającą się produkcję. Wierzę jednak w to, że Marvel ma tego asa w rękawie i już podczas seansu zaproponuje nam, coś więcej i to coś będzie naprawdę dobrze zrobione. Mnie zwiastun się podoba i ja zdecydowanie pójdę na „Thor: Ragnarok” do kina.

W.B.: Czym na Facebooku zachwycają się wszyscy po obejrzeniu trailera? Nie mam absolutnie zielonego pojęcia. Może też wymagam za dużo po tym, jak Masterton na spółkę z Lovecraftem napsuli mi głowę. Ja na „Thora” po takiej zapowiedzi jednak wybiorę się niechętnie. Wolałbym starcie teamów, nawet jeżeli wyglądałoby tak biednie, jak w „Civil War”. Po jednej stronie Asowie z Thorem na czele, a po drugiej do psującej zabawki Hele dorzuciłbym Fenrira i Jormunganda, nawet w avatarach ludzkich osiłków. Może jednak i coś takiego zobaczymy, lecz po tym, co dostaliśmy na start, ochota na boskie przepychanki mi jakoś odeszła. Za to o wiele większy smak mam na nadludzi (Nietzsche nie ma z tym nic wspólnego) i dobrze się składa, bo 2018 zapowiada się bardzo apetycznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *