Między 22 a 24 marca na stadionie Arena Lublin odbyła się trzecia edycja organizowanej przez Fundację Trach „Areny Gier”, w trakcie której można było zagrać w różne gry planszowe i fabularne.

Jeden z luźniejszych momentów w sobotę. Niestety nie zauważyłem, że kolumna zasłoniła największy tłum.

W poprzedni weekend dane nam było zagrać w wiele popularnych gier. Już pierwszego dnia wydarzenie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem, a w drugi dzień nie wystarczyło miejsc dla wszystkich uczestników. Arena pękała w szwach, a gracze siadali po kilka grup przy jednym stole, na schodach, a nawet rozgrywali partie na krzesłach lub podłodze. Co roku konwent ten cieszy się wielką popularnością. W trakcie jego trwania można było nie tylko zagrać w gry ze znajomymi, ale także poznać nowych ludzi. Osobiście rozegrałem kilka partii z dwójką nieznajomych oraz widziałem, że uczestnicy szukali między sobą nowych osób, z którymi mogliby się zmierzyć.

Organizowana była także loteria fantowa, podczas której losowane były różne gry planszowe, a żeby wygrać wystarczyła… obecność. Każdy uczestnik na wejściu dostawał opaskę z unikalnym numerem. Każdego dnia konwentu można było dostać nową, co zwiększało szansę na wygraną, jeżeli ktoś uczestniczył w nim przez cały weekend. Losowane były właśnie numery z opasek, więc nawet nie trzeba było nic robić – wystarczyło siedzieć, grać i czekać, aż twój numer rozstanie wyczytany.

Dodatkową atrakcją były turnieje gier planszowych i sesje gier fabularnych. Można było zagrać m.in. w popularne „Dungeons & Dragons 5”, „Warhammera 2ed”, „Zew Cthulhu” czy… „My Little Pony”. Ta ostatnia pozycja do tej pory najbardziej mnie dziwi.

Turnieje rozgrywane były kilka razy w ciągu dnia. Pojawiały się na nich najpopularniejsze gry wydawane przez sponsorów wydarzenia, takie jak: „Dobble”, „Gobblety”, „Bonk”, „Łupieżcy” czy „Neuroshima Hex”. Sam odegrałem turniej w jedną z moich ulubionych gier – “Łupieżców”. Jest to prosta gra o kotach penetrujących podziemia zamczyska. Wtedy dostrzegłem też, że wydarzenie – wbrew pozorom – nie jest tylko dla ludzi młodych.

W trakcie Areny Gier można było spotkać wielu ludzi: w różnym wieku, o różnej płci, z różnym doświadczeniem w grach, o różnej pozycji społecznej czy też odmiennego pochodzenia i o różnych kolorach skóry. Wydarzenie zrzesza ludzi tak bardzo odmiennych, których łączy pasja do gier. Z tego co wysłuchałem w tłumie wynika, że nie wszyscy nawet pochodzili z Lublina. Na konwent przyjechało też niemało osób z dalszych zakątków Polski. To, co mnie najbardziej zdziwiło, to średnia wieku, która wahała się w okolicach 30 lat. Patrząc lekko stereotypowo, to dość dużo, biorąc pod uwagę, że wiele starszych osób wciąż traktuje gry planszowe jako rozrywkę dla dzieci.

Na koniec jeszcze wspomnę, że w trakcie Areny Gier można było nie tylko grać czy wygrać, ale i się pouczyć. Było to możliwe dzięki Virtual Quest Lublin, którzy w trakcie wydarzenia puszczali filmy edukacyjne na okularach wirtualnej rzeczywistości.

To, co mogę powiedzieć o tym wydarzeniu, to na pewno, że jest robione z niemałym rozmachem. Zdaję sobie sprawę, że porównanie tego do sali z grami z Falkonu może być lekką przesadą ze względu na chociażby pojemność hali na Targach Lublin, aczkolwiek zainteresowanie i ogromna aktywność mieszkańców w związku z konwentem jak dla mnie są dość zbieżne.

Bartłomiej Grzywaczewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *