Miasto w mieście (recenzja „Ślepnąc od świateł”)

źródło: wyborcza.pl

Jakub Żulczyk w „Ślepnąc od świateł” w bezkompromisowy sposób rozprawia się z brutalnym światem karteli narkotykowych. Swojego czytelnika wprowadza w krąg warszawskiego podziemia, którego częścią staje się Jacek.

Jacek to główny bohater, handlarz narkotyków, którego telefon nawet nocą nie przestaje dzwonić. To telefonują jego klienci – bogaci i sławni – potrzebują go. A raczej jego towaru. Jacek to nasz przewodnik po zdegenerowanych klubach i zatęchłych mieszkaniach. To ktoś, kto przedstawia nam osobiście ludzi, których nigdy nie chcielibyśmy znać, zwyczajnie dla własnego bezpieczeństwa.

Jacek to również osoba, która wszystko przeżywa w środku, wewnętrznie, której głowa niemal pęka od wiecznych rozmyślań i wątpliwości. To ktoś, kto nienawidzi Warszawy, ktoś, kto ukazuje ją od tej najgorszej, najbardziej zepsutej strony.

Powieść Żulczyka to wręcz psychologiczna mapa głównego bohatera, któremu czytelnik bardziej towarzyszy w samej jego głowie niż obok niego, fizycznie. Autor przy pomocy Jacka kreuje wizję miasta w mieście. Pokazuje drugą Warszawę. Na tej samej zasadzie ukazuje również ludzi stolicy. Ludzi o dwóch obliczach, którzy w dzień są cenionymi lekarzami, prawnikami, przykładnymi ojcami i matkami, a w nocy wydają fortuny na coś, co pozwoli im zapomnieć o tym, kim są, nim zajdzie słońce.

Żulczyk odsłania największe słabości dzisiejszego świata i obecnej rzeczywistości, która w pewnym stopniu, by dalej funkcjonować, potrzebuje kolejnej dawki narkotyku. Jest jak raz nakręcona maszyna, która kręci się w kółko coraz szybciej i szybciej, wreszcie tracąc kontrolę. Pokazuje również czytelnikowi w dosadny sposób, że w tym brutalnym, bezwzględnym świecie nie ma nic atrakcyjnego. Przez niego ludzie cierpią. Popełniają zbrodnie. Zabijają. Umierają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *