“Belladonna smutku” powraca!

Zdjęcie z portalu last.fm

Na początku 2020 roku piosenkarka Alexandra Savior wydała nowy album. Czy dorówna on jej świetnemu debiutowi sprzed trzech lat?

“The Archer” – taki właśnie tytuł nosi drugi album 24-letniej piosenkarki z Portland. Album ten jednak, w przeciwieństwie do debiutanckiego krążka z 2017 roku, był wyprodukowany w stu procentach przez Alexandrę – poprzez muzykę, aż do tekstów. Trzeba przyznać, że poprzeczkę miała wysoko postawioną, szczególnie gdy przy produkcji “Belladonna of sadness” pracował genialny i uwielbiany przeze mnie Alex Turner (lider Arctic Monkeys i wokalista The Last Shadow Puppets), który nadał całokształtowi nieco innego brzmienia. Stworzył on w duecie z Savior przepiękne i metaforyczne teksty. Też, jak to ma w zwyczaju, wykreował “Belladonnę…” na concept album. Wielu fanów artystka nabyła głównie ze względu na większą popularność muzyka i jego części składowej przy pracy, ale mnóstwo zostało i czekało na więcej wydań od Alexandry. Ludzie przez wiele miesięcy pisali tysiące komentarzy na jej social mediach z prośbą o pisanie nowych piosenek, aż w końcu 10 stycznia pojawił się “The Archer” razem z dziesięcioma pozycjami.

http://https://www.youtube.com/watch?v=2gRvnbApldo

Biorąc pod uwagę całokształt – uczeń nie przerósł mistrza, ale wyciągnął mnóstwo nauki. Melodie są dużo bardziej oryginalniejsze w swoim brzmieniu niż na poprzednim albumie. Niestety teksty nie są równie dobre. Chociaż są tajemnicze, kobiece i ujmujące, to brakuje im metaforyzmu Turnera. Myślę jednak, że Alexandra Savior wykonała dobrą robotę i warto było czekać.

http://https://www.youtube.com/watch?v=sZAw9j1u3CM

Czy “The Archer” jest albumem koncepcyjnym? Niby wszystko opiera się na podobnym schemacie, a jednak pozostaje jakiś zgrzyt przy słuchaniu całości. Może to przez złe uplasowanie niektórych pozycji po sobie, a może to po prostu zwyczajny krążek, w którym zawiera się styl autorki? W każdym razie – cudowna gratka dla fanów, ale i nie tylko. Rozpoczęcie delikatnym “Soft Currents”, poprzez mocniejsze “Saving Grace”, “Howl” czy “Send Her Back”, błąkające się w myślach “Crying All The Time” aż do tytułowego “The Archer”, jako zwieńczenie, swoista kwintesencja. Nie można sobie wyobrazić lepszego wydania. Oby tylko na następne płyty nie trzeba było czekać kolejne trzy lata!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *