UMCS Wywiad

Julita Kusy. Przebojowa artystka z UMCS!

Studentka 2 roku produkcji medialnej I stopnia na UMCS, utalentowana młoda artystka, która właśnie rozpoczęła swoją karierę. Wiecie już o kogo chodzi? Julita Kusy, znana jako Marie to przebojowa dziewczyna, której pasją jest muzyka i śpiew. Jeszcze nie jest wszystkim znana, ale to tylko kwestia czasu, ponieważ na pewno osiągnie wielki sukces.

 

Martyna Socha: Od jak dawna zajmujesz się muzyką profesjonalnie?

Julita Kusy: „Profesjonalnie” to chyba troszkę za dużo powiedziane (śmiech), ale tak na poważnie zajmuję się tym już ponad półtora roku. Na początku 2018 roku zaczęłam wrzucać swoje autorskie kawałki na YouTube, a potem trafiłam na kanał Kstyk z utworem Piąta pięć osiem – od tamtego czasu moja widownia naprawdę się rozrosła. W czerwcu 2019 dostałam się do Lubelskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej i uczę się śpiewać, po raz pierwszy w życiu tak na poważnie.

MS: Wielkie gratulacje! Skąd wzięła się pasja do muzyki? Ktoś ją w Tobie rozbudził?

JK: Pasja była od zawsze. U mnie jest to trochę taka mieszanka miłości do literatury i śpiewu, bo teksty w piosenkach są dla mnie tak samo ważne, jak brzmienie. Zawsze kochałam pisać – a muzyka, cóż, to naturalne środowisko (śmiech). Moja mama śpiewa, co prawda nie profesjonalnie, ale o wiele lepiej niż ja, gra na gitarze, siostra tak samo.

MS: Czyli to zasługa genów. W takim razie można Ci tylko pozazdrościć. Twoje utwory mają tysiące wyświetleń na YouTube. Jakie to uczucie?

JK: Fajne! I to bardzo. To słodkie, gdy ludzie, których kojarzy się z komentarzy pod pierwszymi piosenkami, nadal piszą miłe rzeczy i wierzą w Twój sukces, wspierają. Twórczość bez odbiorcy to nie twórczość.

MS: Brzmi jak motto (śmiech). Chociaż może to nie zniechęci przyszłych artystów. Powiedz jeszcze, jak twoja twórczość została odkryta i przez kogo? Próbowałaś sama gdzieś zaistnieć?

JK: Miałam krótki epizod z wytwórnią, ale raczej pozytywnie się o tym doświadczeniu nie wypowiem – mogę się nazywać self-made. Publikowałam swoje utwory na Facebooku, Instagramie i tak słowo się niosło.

MS: I dotarło bardzo daleko! Muzyka, którą tworzysz nie jest zwyczajna, jeśli tak w ogóle możemy nazwać muzykę. Jednak ci, którzy miel szansę usłyszeć Twój głos wiedzą, że jest wyjątkowa, inna. Właściwie, to jak powinniśmy ją nazwać?

JK: Sugar pop! Kiedyś wpadła mi ta nazwa do głowy, jak pracowałam nad jednym z kawałków do składanki Candybar. Mnóstwo ludzi mówiło mi, że mam naprawdę słodki głos i jestem urocza, więc jakoś tak… tak się złożyło (śmiech). Staram się tą wszechobecną słodycz przeplatać z jakimiś niebanalnymi zabiegami literackimi w tekstach – wydaje mi się, że całkiem fajnie to wychodzi, ale słuchacze wszystko zweryfikują.

MS: Temu nie mogę zaprzeczyć (śmiech). Co jest tematem piosenek? O czym śpiewasz?

JK: O wszystkim, poza sobą. A może o sobie też? Tylko bardziej o jakimś alter ego albo o Julitce w jakieś innej rzeczywistości… i miłości. Miłość naprawdę jest super. Każda – taka niegrzeczna, taka ułożona, taka ślepa, taka odwzajemniona. Niby oklepany temat, ale jest jak glina, da się go na nowo uformować w jakiś ciekawy kształt.

MS: Tobie się to bezapelacyjnie udaje. Pozostaje pytanie, które muszę zadać: dlaczego zmieniłaś pseudonim. Tworzyłaś jako Yulol, teraz jesteś Marie.

JK: Chciałam odciąć się od muzyki, którą robiłam wcześniej. Zdałam sobie sprawę, że nie byłam do końca szczera ze sobą w kwestii tego, jaki rodzaj muzy chcę robić i stwierdziłam, że najwyższy czas żeby się ogarnąć (śmiech).

MS: Fanów ciągle przybywa, więc chyba się nie pogniewali za zmianę. A jak jesteś traktowana na uczelni? Czy jesteś rozpoznawalna?

JK: Parę osób kojarzyło mnie z YouTube’a na początku roku, ale nie wydaje mi się, że jestem jakoś szczególnie rozpoznawalna. Nikt do mnie nie podbiega i nie prosi o autografy, to jest pewne (śmiech). Staram się być przykładną studentką-koleżanką, ale na listę nie wpiszę. Nie mam jaj.

MS: To świadczy o tym, że jesteś uczciwa. To dobra cecha każdego człowieka, na pewno pomoże w rozwoju kariery. Gdzie widzisz siebie za kilka lat?

JK: Widzę fajne rzeczy, ale nie powinnam się do tego przyznawać, bo to są marzenia. Trzeba pracować z czystą głową, robić muzykę dla muzyki, nie dla sukcesów, ale czasem trudno się ustrzec przed takim głupim myśleniem. Chciałabym grać więcej koncertów, mam niedosyt. Na żywo zawsze lepiej mi się śpiewa niż w studio. Na pewno też chciałabym jakąś kolaborację z chociaż jednym ze swoich idoli. Ach, byłoby to piękne!

MS: Życzę Ci tego najmocniej! Kończąc, muszę zapytać o jeszcze jedno: jakich rad udzieliłabyś współczesnym artystom, którzy są jeszcze nieznani? Jakieś wskazówki?

JK: Róbcie muzykę taką, jaką czujecie. Nie to, co się sprzeda, nie to, co robią inni i im się sprawdza. Nie chodźcie po już wydeptanych ścieżkach. Ludzie muszą polubić Was takich, jakimi jesteście i to, co gra Wam w serduszku. No i ciężka praca się opłaca. Zawsze. Cel i dążenie do niego.

MS: Dziękuję Ci bardzo. Życzę dalszych sukcesów, chociaż myślę, że to bezsporna kwestia.

JK: Również dziękuję. Będziesz miała pierwszeństwo do tworzenia wywiadów jak już naprawdę stanę się gwiazdą (śmiech)!

 

Na koniec warto dodać, że ostatnio w Radiu Lublin odbyła się premiera utworu pt. Matka Polka. Rytmiczny utwór wpada w ucho! Gorąco zachęcam do posłuchania Marie na YouTube lub Spotify.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *