Felieton Kultura

Dziękuję i do usłyszenia

Będzie krótko i w miarę bez patosu. Mam nadzieję.

Kiedyś na antenie Trójki usłyszałam, że radio nie lubi ciszy i o ile mnie pamięć nie myli, powiedział to redaktor Piotr Stelmach. Ten sam, który w towarzystwie wielu innych dziennikarzy opuścił w ciągu ostatnich dni Myśliwiecką 3/5/7 w Warszawie. Najlepszy radiowy adres w Polsce, jak zwykł ją nazywać. Cisza w końcu jednak nastąpiła, a po niej głośny sprzeciw, do którego doprowadziły fatalne decyzje nadgorliwego zarządu radia. Ale zamiast skupiać się na tym, jak stopniowo dewastowano Trójkę, wolę raczej pochylić się nad wspomnieniami, które mi dała – a trochę ich mam.

Posypało się. Nie będzie ani El Pe Trzy, ani Zet De Trzy, a już na pewno nie będzie festiwali piosenki boomerskiej w postaci słynnych Topów Wszech Czasów. Całe rzesze „wąsatych” dadrockowych snobów (to ja), ale i tych zwyczajnych słuchaczy (to również ja), stoją teraz osierocone przed radioodbiornikami i nie bardzo wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Pozostaje nam chyba włączyć The Look of Love grupy ABC i odtańczyć smutne disco na cześć minionych czasów.

Wiem, wiem, sygnał Listy Przebojów wrzucają ostatnio wszyscy i wszędzie…

W ostatnich kilku latach sama porzuciłam Program Trzeci (łatwo domyślić się, dlaczego tak postanowiłam), ale wciąż miałam poczucie, że jest dokąd wracać. Z Trójką było trochę jak z filmem z dzieciństwa, albo starą grą wideo. Włączasz i czujesz się jak w domu. Co z tego, że pod wieloma względami tak bardzo trąci myszką. Zdawało się, że Trójka to film, który będzie trwał bez końca, tak dużo było w niej zaangażowania i pasji. Szczególnie, że stawiała na człowieka – na profesjonalizm, niemal rodzinną atmosferę, wspaniały kontakt ze słuchaczami i prawdziwe radiowe osobowości. Oczywiście mylił się ten, kto uważał dziennikarzy muzycznych Programu Trzeciego za chodzące wyrocznie, ale wygrywał każdy, kto odnalazł wśród nich wskazówki dla własnych poszukiwań. I tak poczciwa Trójka odegrała znaczącą rolę na początku mojego burzliwego romansu z muzyką, a potem jeszcze pchnęła mnie w kierunku dziennikarstwa.

Za to i wiele więcej chcę jej dziś podziękować.

P.S. Pomyślałam, że wypadałoby pożegnać się jeszcze jedną piosenką. Nie będzie to jednak ani Kazik, ani żadne maanamowe werble. Wybrałam numer, który rozpoczynał audycję MO, czyli Mało Obiektywnie Mariusza Owczarka i pozostaje jednym z moich ulubionych trójkowych dżingli.

Myslovitz – James, radiogłowi i żuk z rewolwerem jadą donikąd

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *