11 lipca jest straszną datą w historii naszego państwa. Krwawa Niedziela. Tak określa się terror sprowadzony na ludność Polską w czasie okupacji hitlerowskiej. Jednak to nie Niemcy zgotowali piekło naszym rodakom, a dosłownie ich sąsiedzi. Ukraińcy. O tym jak o sprawach trudnych trzeba i należy rozmawiać Dawid Błaszkiewicz.

Od lutego 1943 roku na wschodnich ziemiach II RP przeprowadzana była eksterminacja ludności Polskiej przez OUN-B, UPA oraz przez ludność Ukraińską. Krwawa Niedziela była punktem, gdzie władza i struktura tych organizacji została skonsolidowana i czystki narodowościowe przybrały charakter zorganizowany i masowy. Terenem działania nie obejmowali jedynie Wołynia, ale wszystkie ziemie gdzie ludność Polska i Ukraińska żyła obok siebie. Do czasu Krwawej Niedzieli, czyli od lutego 43, zostało zamordowanych od 10 do 15 tysięcy osób. Głównie kobiet i dzieci.

Przygotowania do tego wydarzenia miały charakter obłudny. Chociaż lipcowy numer gazety UPA “Do zbroji” zapowiadał śmierć wszystkich Polaków pozostałych na Ukrainie. Jednak dwa dni przed punktem kulminacyjnym masakry, roznoszone były ulotki nawołujące Polaków i Ukraińców do zjednoczenia i walki przeciw Sowietom oraz Niemcom. Lecz jeszcze kilka dni wcześniej OUN/UPA agitowała na Ukraińskich wsiach i przekonywało, że całkowita eksterminacja Polaków jest niezbędna dla Ukraińskiego państwa powstającego we współpracy z Hitlerem.

Dowództwo AK interweniowało w sprawie eskalacji przemocy na początku lipca. Przedstawicielstwo Polskich żołnierzy spotkało się z banderowcami. Bez broni, tak jak obiecali. Negocjacje nawet się nie rozpoczęły. Trójka  wojskowych została złapana i rozerwana końmi. Ten fragment historii został pokazany w filmie “Wołyń”, tak jak rzezie dokonywane później podczas Krwawej Niedzieli.

Niedziela nie została wybrana przypadkowo. Bezbronna ludność zebrana w kościołach była szczególnie narażona na ataki i zebrana w jednym miejscu. Brutalne i sadystyczne mordy były przeprowadzane również w wielu późniejszych dniach.

Oddziały UPA wraz z Ukraińskimi chłopami 11 lipca napadło na 99 Polskich wsi, a do rana 12 lipca liczba ta wzrosła do 167. 12 lipca doszło do tego 50 kolejnych, a w całym miesiącu, jednym miesiącu całej rzezi, która trwała od lutego 43 do lutego 45, zniszczono prawie 600 wsi i zamordowano w bestialski sposób 10 tysięcy Polaków. Głównie kobiet i dzieci. Od początku daje to już 25 tysięcy istnień.

Wielu próbuję zaprzeczać tragedii. Jednym z takich ludzi jest Ukraiński historyk Wołodymir Wjatrowycz. Neguje jakiekolwiek zorganizowaną eksterminacje dokonaną przez Ukraińskich Nacjonalistów. Są jednak osoby śmiące się z nim nie zgadzać. Jest to m.in Pera Anders Rudling oraz Grzegorz Motyka, który odpowiada Wołodymirowi:

 „Drugiej wojny polsko-ukraińskiej” za rzecz niesłychanie ważną uznaje ustalenie ponad wszelką wątpliwość, ile polskich wiosek zostało zmasakrowanych 11 lipca 1943 roku. Zgadzam się z nim w ocenie wagi tej kwestii, dlatego chętnie podpowiem mu, w jaki sposób może on udowodnić polskim historykom, jak bardzo są oni (w tym także i ja) nierzetelni i megalomańscy, upierając się przy podawanych przez siebie liczbach. W swoich książkach podaję nazwy co najmniej kilkudziesięciu miejscowości wymordowanych tego dnia (w pracy Siemaszków Wiatrowycz zapewne znajdzie przy odrobinie wysiłku pełen wykaz dziewięćdziesięciu dziewięciu napadniętych tego dnia osiedli). Wystarczy tylko udowodnić, że tych konkretnych wiosek nikt nigdy nie wymordował. Kto wie, może te osiedla dalej istnieją? […] Przepraszam, ale brak w dokumentach OUN i UPA szerokiej i pełnej informacji o napadach tego dnia nie jest dla mnie wystarczającym dowodem na to, że dziesiątki świadków cudem ocalałych z rzezi uległo zbiorowemu złudzeniu. Szczególnie, gdy biorę do ręki Litopys UPA i w sprawozdaniu „Z bojów zahonu Siczi” czytam: „11 VII 43 r. na Byskupczyn (Biskupcze) z bojówki nr 6 wyjechało 30 ludzi, żeby prowadzić likwidację seksotów [tajnych współpracowników – przyp. G.M.] rekrutowanych spośród ludności polskiej. Zniszczono około 2000 osób. Po naszej stronie ofiar nie było.”

W 2013 roku partia rządząca i środowiska Kresowe dążyły do ustalenia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian.

W obecnych czasach dialog Polsko-Ukraiński rozwija się coraz lepiej i oba państwa dążą do polepszenia stosunków i zaciśnięcia współpracy. Niestety na Ukrainie wciąż jest wiele miejsc, gdzie można dostrzec czerwono-czarną flagę, a Banderę nazywa się bohaterem. Jako Polacy czujemy słuszną niechęć do tych barw i osoby. Nie możemy również zapomnieć o zbrodniach, które zostały popełnione w imię tej ideologi. Nie mamy bowiem prawa wybaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie.

Powinniśmy budować mosty i wspólnie dążyć do lepszej przyszłości na tym kawałku skały. Musimy patrzeć w przyszłość, jednak jednocześnie pytając przeszłość o radę. Bez tego możemy nie zauważyć oczywistych sygnałów ostrzegawczych, które w porę wyłapane, mogą zapobiec strasznym czynom.

Każdy byłby zaniepokojony odradzaniem się nazizmu w Niemczech. Dlatego musimy również zwracać uwagę na to co dzieje się na Ukrainie. Łatwiej nam bowiem dokonywać czynów takich, jakie robili ludzie, których podziwiamy. Mimo że wiemy, iż są one złe.

Polska oferuję wielu Ukraińcom szanse na lepsze życie. Rynek pracy jest otwarty, a uczelnie chętne na przyjmowanie studentów ze wschodu. Jednak o pewnych rzeczach należy pamiętać i szczerze rozmawiać, aby nigdy więcej się nie powtórzyły, a ofiary otrzymały należną im pamięć i szacunek. Bez kłamstw i obłudy. 

Daty takie jak 11 lipca powinny być przestrogą. Niektórym może się wydawać, że takie rzeczy w cywilizowanym świecie nie mogą już mieć miejsca. Cóż, każdy sobie współczesny uważał swoje czasy za cywilizowane, a straszne i okrutne czyny zdarzały się w każdym wieku historii ludzkości. Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski i w przyszłości zminimalizujemy przelewanie krwi.

Wierze, że nigdy nie będziemy musieli bronić ofiar przed oprawcami. Współpraca obu państw będzie się rozwijała po rehabilitacji z historią i zbrodniarzami. Tak jak to zrobili to Niemcy po II Wojnie Światowej.

By Dawid Błaszkiewicz

Student Politologii, który skończył liceum mundurowe. W młodości stąpałem po teatralnych deskach, jednak porzuciłem je na rzecz sportów walki. Książka nie jest moim wrogiem, w wolnych chwilach piszę nawet własne. Historia, polityka, chyba nawet można powiedzieć, że sztuka dość mocno mnie ciekawią. Postanowiłem sprawdzić swoich sił w publicystyce. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Plany na przyszłość? Rządzić światem ;)

2 thoughts on “Krwawa Niedziela”
  1. Ten sam błąd powtarza się w młodym pokoleniu, wciaż czystki, eksterninacja, a przecież wystarczy powiedzieć: LUDOBÓJSTWO. I drugi błąd: Mordy na skalę masową, czyli ludobójstwo, nie zaczęło się w 1942, czy w 1943 r, ale już 17.09.1939. r. Ale dziękuję za dobrą wolę. Do tego jeszcze trzeba trochę wiecej wiedzy 🙂

    1. Czystki i eksterminacja to synonimy ludobójstwa. Owszem, zaczęły się w 39 roku, ale eskalacja i znaczące zwiększenie skali ludobójstwa rozpoczęło się w podanym przeze mnie terminie. W dodatku kolaborowano wtedy z Niemcami i tworzono stałe struktury zbrodniczej machiny.

Pozostaw odpowiedź Stanisław Srokowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *