Skoki narciarskie 2020/2021: Niestygnące emocje po loteryjnym początku sezonu

Fot. Pixabay

Za nami pierwszy weekend zmagań w skokach narciarskich. Inauguracyjny konkurs po raz czwarty w historii zawitał na Skocznię im. Adama Małysza w Wiśle-Malince. Już od piątku  było czuć zew rywalizacji. Odprawa techniczna, oficjalny trening i kwalifikacje rozpoczęły nowy sezon, który  bywa niewątpliwie zaskakujący i nieobliczalny. Skoki narciarskie dostarczają ogrom emocji. Nikt z zawodników nie może być pewnym swojego wyniku nim nie zasiądzie na belce i nie odda próby. To z pewnością jeden z wielu „czynników” dodających pikanterii rywalizacji.  

Znakomite przygotowanie obiektu 

Pierwszą kwestią zasługującą na słowa uznania to fakt, w jaki sposób obiekt został przygotowany. W tym roku, dzięki pogodzie, która była o wiele łaskawsza niż w poprzednich latach, organizatorzy mogli z większą dozą spokoju przygotować skocznię, a w szczególności newralgiczny zeskok. Dodatnie temperatury w trakcie dnia nie przeszkodziły w naśnieżeniu skoczni, rozprowadzeniu śniegu i zmrożeniu torów lodowych, natomiast nocne przymrozki pomagały w organizacji. Profesjonalne przygotowanie  obiektu pozwoliło w bezpieczny sposób przyjąć i ugościć skoczków z różnych stron świata. Rywalizacja pod względem bezpieczeństwa przebiegała zgodnie ustalonymi normami.

Kluczowy etap kwalifikacji 

Na liście startowej pierwszych kwalifikacji sezonu 2020/2021 pojawiło się 64 skoczków, w tym 12  reprezentujących kadrę Polski: Stefan Hula, Maciej Kot, Jarosław Krzak, Dawid Kubacki, Klemens Murańka, Tomasz Pilch, Andrzej Stękała, Kamil Stoch, Paweł Wąsek, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł oraz Piotr Żyła. Tylko jeden z nich, debiutujący 20-letni Jarosław Krzak nie przeszedł eliminacji.  

Początek zmagań odbywał się bez większych problemów. Dopiero przed 43 skokiem wiatr zaczął mocniej wiać z boku, co skutkowało koniecznością zniżenia belki. Niższy zeskok nie pokrzyżował planów ambitnych skoczków, którzy w wielu przypadkach osiągali jeszcze lepsze próby aniżeli ich poprzednicy. Pewny awans zaliczył Piotr Żyła i Dawid Kubacki, jednakże to Kamil Stoch udowodnił kto zasługuje na objęcie prowadzenia. 132 metrowa próba okazała się najlepszą pod względem długości i jakości – stylu w jakim skoczek się zaprezentował. Drugie miejsce piątkowych kwalifikacji zajął Japończyk Yukiya Sato, który do pierwszego miejsca stracił 6,7 punktu, natomiast trzecie wywalczył równie udanym skokiem Niemiec, Markus Eisenbichler.

Sobotnie zmagania drużyny 

Biało-Czerwoni od lat nie schodzą z podium zawodów drużynowych Pucharu Świata w Wiśle. Podobnie było i tym razem, dla naszej reprezentacji to 28. podium w zawodach PŚ (7-10-11). Po piątkowych nadziejach, których dostarczyli nam nasi skoczkowie, a zwłaszcza  po wygranej Kamila Stocha, wielu z nas liczyło na pewne zwycięstwo. Drużyna Michala Doležala zajęła jednak trzecią pozycję tracąc do liderujących Austriaków 16, 5 punktu i 7,5 punktu do wiceliderów – reprezentacji Niemiec. 

Na  pierwszym miejscu byliśmy jednak tylko po pierwszej próbie Piotra Żyły. Skok na 129 metrów okazał się najlepiej  ocenionym wśród dziewięciu skoczków reprezentujących pierwszą grupę. Nie rozczarował również Klemens Murańska, który powrócił do rywalizacji drużynowej po 4 latach nieobecności. Po 2 kolejkach zajmowaliśmy 2. miejsce tracąc zaledwie parę punktów do obejmujących fotel lidera Austriaków. Trzecim, polskim skoczkiem zasiadającym na belce, był zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni – Dawid Kubacki. Skok na 131,5 metra sprawił, że znacząco zbliżyliśmy się do Austriaków, a Dawid tym samym potwierdził wysoką formę i chęć dołączenia do rywalizacji w niedzielnym konkursie. Po kilku kolejnych próbach zagranicznych skoczków wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na Kamila Stocha. Niestety trudne warunki nie pozwoliły odlecieć „Rakiecie z Zębu”. Kamil Stoch osiągnął zaledwie 118,5 metra.  W utrzymaniu pozycji wicelidera nie pomogła nawet bonifikata za wiatr, w wyniku czego reprezentacja Polski spadła na najniższy stopień podium, tracąc do liderujących Austriaków 7,6 punktu. Do drugiej serii awansowało tradycyjnie 8 drużyn. Nie udało się to naszym południowym sąsiadom – Czechom.

Po kilkunastominutowej przerwie podopieczni Michala Doležala w dalszym ciągu walczyli o fotel lidera, jednakże pierwszym zadaniem do wykonania było odrobienie dość znaczących strat. Pierwsze bodźce rywalizacji wystosowali kolejno Piotr Żyła i Klemens Murańska – próby na 127,5 oraz na 126 metra potwierdzały powtarzalność i wysoką dyspozycję. Wszelkie nadzieje na drgnięcie w klasyfikacji spoczywały na barkach Dawida Kubackiego i Kamila Stocha. Pierwszy z nich ponownie zabłysnął osiągając 130,5 metra, drugi poprawił się o 7,5 metra względem pierwszej próby, lecz pozycja Biało-Czerwonych w dalszym ciągu pozostała bez zmian. Uzyskując 1051,5 punktu zajęli trzecie miejsce, tracąc 7,8 punktu do Niemców i 16,5 punktu do Austrii.  

Pierwszy z sześciu zaplanowanych konkursów drużynowych sezonu 2020/ 2021 za nami. Myślę, że my-kibice powinniśmy być zadowoleni z osiągniętego wyniku. Wysoka dyspozycja zachęca do wnikliwego obserwowania dalszych zmagań, ściskania kciuków i przysłowiowego „dmuchania pod narty”. 

Niedziela i liderujący „wiatr” 

Kolejny dzień rywalizacji był niepewny. Nie bez przyczyny mogły w naszych głowach zrodzić się następujące pytania: Czy konkurs zostanie w pełni przeprowadzony? Jak poradzą sobie nasi skoczkowie z trudnymi warunkami? Jaki zawodnik otrzyma miano najlepszego? Wiatr z godziny na godzinę przybierał na sile uniemożliwiając przeprowadzenie serii próbnej. Wariujące chorągiewki wskazywały, że może pojawić się problem z rozegraniem konkursu i dobraniem odpowiedniej belki. W wypowiedzi brata Macieja Kota można było usłyszeć następujące słowa: „Jeden zawodnik może dostać podmuch pod narty i skoczyć 135 metrów, a inni w plecy i spaść na bulę. To może być loteria”.  

Taka sytuacja loteryjności konkursu nie jest pierwszą w historii weekendu z PŚ w Wiśle. W piątek kwalifikacje odbywają się bez problemów, tak samo sobotnia drużynówka. A potem przychodzi niedziela i znów kłopoty z wiatrem. Czyżby nastała dziwnego rodzaju klątwa w możliwości przeprowadzeniu sprawiedliwych zawodów?  

Nasze rozmyślania mogły zostać przerwane pojawieniem się na belce pierwszego skoczka. Andrzej Stękała oddał niezły skok lądując na 124 metrze. Tuż po nim swoje próby zaprezentowali Paweł Wąsek i Tomasz Plich, uzyskując kolejno 102,5 metra i 119 metrów. Kilkanaście minut później na belce zasiadł Klemens Murańka oddając rewelacyjną próbę na 127,5 metra i obejmując status lidera.  Aleksander Zniszczoł popełnił błąd tuż po wyjściu z progu lądując zaledwie na 115 metrze. Stefan Hula, Maciej Kot i Jakub Wolny nie zdołali nawet dolecieć do 120 metra. Po kilku rewelacyjnych występach skoczków zza granicy przyszedł czas na sobotnich triumfatorów. Pierwszy z nich – Piotr Żyła, oddał próbę na miarę naszych oczekiwań zajmując ostatecznie 6. miejsce, Dawid Kubacki 9., a Kamil Stoch 11. 

Czołowe miejsca pierwszej serii przypadły Słoweńcowi Anze Laniskowi oraz Austriakowi – Danielowi Huberowi, którego próba zasługuje na szerokie uznanie. Dla Hubera zabrakło zaledwie 50 centymetrów by wyrównać rekord skoczni ustanowiony przez jego rodaka Stefana Krafta. Podium uzupełnił reprezentant naszego byłego trenera Stefana Hongachera, Niemiec Markus Eisenbichler.  

Druga seria i kolejne pytania. Czy Lanisek zdoła obronić  pierwsze miejsca? Jak nasi zawodnicy się zaprezentują?  

Zmagania rozpoczęto od podwyższenia belki do numeru 5. Pierwsze kilkanaście minut było bez wątpienia czarną serią skoków naszych zawodników.  Jedynym przebłyskiem stał się skok Andrzeja Stękały, który wylądował na 127,5 metrze oraz próba Piotr Żyła osiągająca 128 metrów. Dla tego drugiego był to najlepszy występ inauguracyjny w zmaganiach Pucharu Świata. Jeden z najsympatyczniejszych skoczków tylko raz w swojej karierze tak dobrze rozpoczynał nowy sezon. Optymizmu dodaje fakt, że tym razem Piotr wylądował bezpiecznie, bez większych problemów. Wierni kibice mogą zapewne pamiętać wypadek sprzed roku, kiedy Żyła na Skoczni im. Adama Małysza miał upadek przy lądowaniu. Zakrwawiona twarz naszego skoczka wyglądała przerażająco. Tym jednak razem oddana próba była dopracowana technicznie pod każdym względem i  wylądował on bezpiecznie. 

Anze Lanisek nie zdołał obronić podium, które zajmował po pierwszej serii. Tylko 118 metrów pozwoliło utrzymać się na pudle, jednakże najniższym jego poziomie. Dwa czołowe miejsca przypadły naszym zachodnim sąsiadom. Karl Geiger zajął 2. miejsce, natomiast Markus Eisenbichler 1., potwierdzając jednocześnie perfekcję przygotowanej formy. Zapytany o ulubiony kolor odpowiedział: “Od niedzieli, gdy na ceremonii dekoracji mogłem włożyć plastron lidera Pucharu Świata, to zdecydowanie żółty.” 

Drużyną weekendu po dwóch pierwszych konkursach jest reprezentacja Niemiec, tuż za nią miejsce na podium zajmuje Austria, a następnie Polska. To dopiero pierwszy weekend w zaplanowanej, kilkumiesięcznej rywalizacji. W każdych kolejnych zawodach czeka do zdobycia pula cennych punktów. Komu uda się sztuka zdobycia ich największej ilości? Tego dowiemy się oglądając kolejne zmagania.  

Skocznia Rukatunturi (HS 142) jest jednym z największych dużych obiektów na świecie. Na  ten weekend zaplanowano dwa konkursy indywidualne. Z prognoz pogody wynika, że aura ma być nadzwyczaj korzystna. To dobra zapowiedź sugerująca, że zawody zastaną rozegrane w sprawiedliwych warunkach. Miejmy nadzieje, że  silny i zmienny wiatr tym razem nie zagości do słynnego Kussamo.  

Zapowiedź przyszłego weekendu 

Do Kuusamo Michal Doležal zabrał sześciu swoich podopiecznych. W piątkowych kwalifikacjach wystartują: Piotr Żyła (piąty zawodnik klasyfikacji generalnej PŚ), Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Klemens Murańka, Andrzej Stękała i Paweł Wąsek. Zgodnie z obowiązującym procedurami przed podróżą do Finlandii skoczkowie muszą zostać poddani testowi na obecność wirusa.  

W poniedziałek negatywne wyniki testu na koronawirusa otrzymali Michal Doležal i Piotr Żyła. We wtorkowy poranek laboratorium przysłało wyniki pozostałych zawodników i członków sztabu szkoleniowego. Wszystkie z nich były negatywne! Taka informacja z pewnością ucieszyła wszystkich kibiców, którzy pragnęli zobaczyć swoich ulubionych skoczków w kolejnym konkursie. 

Wystąpienia w przyszłych zawodach mogą być pewni nasi sportowcy jednak nie można tego powiedzieć o skoczkach reprezentacji Austrii. W związku z zakażeniami koronawirusem po zawodach PŚ w Polsce, do Finlandii nie polecą Daniel Huber, Gregor Schlierenzauer, Philip Aschenwald, Stefan Kraft, Michael Hayboeck i Jan Hoerl. Pozytywny wynik testu ma również trener reprezentacji Austrii, Andreas Widhoelzl. Taki obrót spraw jest zapewne największym ciosem dla Daniela Hubera, który w Polsce zajął 3. miejsce w konkursie indywidualnym i Stefana Krafta, obrońcy Kryształowej Kuli, który w Wiśle nie zdołał zdobyć punktów PŚ, gdyż zajął 32. miejsce nie kwalifikując się do finałowej serii. Czołowych zawodników reprezentacji Austrii zastąpi inna szóstka, która ma okazję do zaprezentowania przygotowanej formy w zawodach rangi światowej. 

Jak zaprezentują się nasi skoczkowie? Skoki narciarskie są sportem nieprzewidywalnym. Pretendentów do zwycięstwa jest bardzo wielu, dlatego też to właśnie to czyni tą dyscyplinę wyjątkową. Widz, a zarazem kibic nie ma powodów by się nudzić oglądając zmagania czołowych sportowców. Drugi weekend zawodów w skokach narciarskich czeka by zgromadzić przed telewizorem grono kibiców! Zachęcamy do oglądania razem z nami.

Korekta: Martyna Kaczmarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *