„Gdy uprzejma forma przestaje działać” – Rozmowa z językoznawczynią dr hab. Martą Wójcicką o wulgaryzmach na Strajku Kobiet

Źródło: Pixabay

Rozmawiała: Anna Dzięcioł

Anna Dzięcioł: Dzień dobry Pani Profesor. 

Dr hab. Marta Wójcicka: Dzień dobry. 

Bardzo dziękuję, że zgodziła się Pani porozmawiać ze mną na temat haseł, które pojawiły się na protestach dotyczących zaostrzenia ustawy aborcyjnej w ostatnim czasie w kontekście kulturowym. Na początku chciałam zapytać Panią Profesor, czy w ogóle możemy rozpatrywać dane hasła w kategoriach kulturowych? 

Jest to zjawisko kulturowe, które jest bardzo ciekawe do analizy zarówno pod kątem językowym, jak i kulturowym. Protesty, jak dobrze wiemy, w tej chwili dotyczą już nie tylko samych kobiet. Protestują też nie tylko kobiety. Na protestach pojawiają się zarówno osoby młode, jak i w dojrzałym wieku, które solidaryzują się z kobietami, głoszące konkretne hasła i niosące transparenty. Widzimy mężczyzn niosących tablice z napisem: „Nigdy nie będziesz szła sama”, czy osoby starsze, które również podkreślają swoje poparcie dla przyszłych pokoleń: „Mam trzy wnuczki, jestem tu dla nich”. Te działania pokazują nam stosunek różnych grup społecznych do wygłaszanych haseł. Nie tylko młodzi, ale też osoby starsze solidaryzują się z nimi, a w każdym razie nie oceniają ich negatywnie.  

Wspomniała Pani Profesor o tym, że na protestach pojawili się również mężczyźni. Jest to w głównej mierze jednak protest upominający się o prawa kobiet. Czy zatem mężczyźni mogą używać tych samych haseł i sloganów co kobiety, czy powinni oni znaleźć inne treści do wyrażenia solidarności i buntu przeciwko nowym rozporządzeniom? 

Myślę, że zwłaszcza na tym etapie, w którym protest zmienia swoje oblicze, przechodząc ze Strajku Kobiet w konkretnej sprawie, jaką jest aborcja, do wyrażenia sprzeciwu względem działalności prowadzonej przez rząd dotyczącej wszystkich obywateli, ta „niezgoda” staje się ponad płciowa. Te same hasła dotyczą kobiet, jak i mężczyzn, a szczególnie jedno z nich, które odegrało kluczową rolę we wszystkich protestach i jest tak silnie krytykowane. To niezbyt eleganckie hasło – jak mówią sami protestujący – określa maksymalny bunt przeciwko wszystkiemu temu, co się dookoła dzieje w Polsce w sferze społeczno-politycznej.  

Jednak to słynne hasło, które głoszą protestujący, jest wulgaryzmem. I tu pojawia się pytanie, czy użycie wulgaryzmów może być w ogóle usprawiedliwione? 

Obserwuję ostatnio komentarze, które pojawiają się pod informacjami o strajkujących nasuwa mi się taka parafraza: „Kto nigdy nie używa wulgaryzmu, niech pierwszy rzuci kamień”. Wulgaryzmy w sferze publicznej nie pojawiły się dopiero przy Strajku Kobiet. Słyszymy ich mnóstwo na co dzień. Czy nie jest tak, że akceptujemy w języku mówionym, a razi nas użycie wulgaryzmów w wersji pisanej? Nie po raz pierwszy używa się tego właśnie wulgaryzmu właśnie w przestrzeni publicznej. Polecam Państwu lekturę felietonu prof. Waldemara Kuligowskiego w „Czasie Kultury”. Cały tekst dotyczy historii jednego leksemu, który budzi tyle kontrowersji. Kuligowski pokazuje, że to samo słowo zostało wykrzyczane ze sceny w w 1992 roku w Jarocinie, pojawia się również w jednym z wierszy Marcina Świetlickiego, a później w filmie „Psy” i wielu filmach Wojciecha Smarzowskiego. Widzimy więc, że ten konkretny wulgaryzm pojawiał się w kulturze polskiej, w przestrzeni publicznej oraz w tekstach kultury wcześniej, nie jest wyłącznie elementem języka tak zwanego „marginesu”. Jest to też język elit, poetów i piosenkarzy. Jest to leksem, który pokazuje stan emocji społecznych, bowiem  wulgaryzmy są bardzo ekspresywne. Mają określoną funkcję w języku. Jeśli używa się ich, jako „przecinka”, to oczywiście świadczy to o ubogim słownictwie i braku kompetencji komunikacyjnych, czyli nieumiejętności dopasowania słownictwa do sytuacji. W przypadku transparentów jednak są one używane jako wyraz buntu i po części stanu pewnej bezsilności. Jak czytamy na transparentach „Grzeczne już byłyśmy”, a to oznacza, że zdaniem protestujących inne, „grzeczniejsze” słowa przestały już działać, dlatego sięgają oni po rozwiązanie ostre, ekspresywne, a nawet kontrowersyjne. Wulgaryzmy te mają przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę.  

Bardzo ciekawym zjawiskiem są hasła, które stanowią pewnego rodzaju odpowiedź na nieprzychylne komentarze dotyczące języka protestujących. Niedawno widziałam taki: „Rodzice wychowali mnie dobrze, przez PiS muszę przeklinać” lub taki: „Mama pozwoliła mi przeklinać”. Wskazują one na motywacje użycia wulgaryzmów i są odpowiedzią na zarzut wulgaryzacji języka w przestrzeni publicznej przez strajkującą młodzież.  

Pojawiają się też w tych hasłach przekształcenia, które kojarzą mi się z folklorem. Hasła zaczynają bowiem funkcjonować w różnych wariantach. Zamiast kluczowego dla tych protestów wulgaryzmu pojawiło się hasło: „Uprzejmie uprasza się uciekać prędziutko”, w którym widać dystans i humor protestujących. Protestujący posługują się nawet archaizmami, jak: „Wynosić się! Ino chyżo, bom zniesmaczony”. Te przykłady pokazują, jak bardzo nietrafione są słowa krytyki wypowiadane w stronę głównie młodych ludzi. Hasła nie potwierdzają ani ubogiego słownictwa, ani braku kompetencji komunikacyjnych strajkujących.  Wręcz przeciwnie. Z punktu widzenia językowego, są zaskakujące, inteligentne i dowcipne. Protestujący potrafią się komunikować we „właściwej” formie. Tylko uważają, że taka uprzejma prośba już działa.

Tym bardziej, że niektóre z nich potrafią być bardzo chwytliwe, jak, np.: „Najpierw godność potem płodność”. 

One ukazują również hierarchię wartości, pokazują to, co jest dla strajkujących, nie tylko kobiet, najistotniejsze. „Godność” nie została tutaj określona przez pryzmat płci żeńskiej. Jest to zarówno godność kobiety, ale i dziecka, po prostu godność człowieka.  

Jednak nie tylko takie przekształcenia języka pojawiają się w hasłach protestujących. Są też takie, które odnoszą się do negatywnego stosunku do Kościoła, jak: „Kuria mać!” lub takie, które wskazują na współczesne zainteresowania protestujących, jak chociażby te, które przywołują postaci z filmów, czy gier: „nawet w Sims-ach nie mogłem stworzyć takiego rządu”. Analizując ten język, możemy poznać współczesne trendy kulturowe. Więc, chyba nie możemy powiedzieć, że nastał koniec języka polskiego?  

Nie, zdecydowanie nie. Te hasła są zaskakujące. W szczególności zadziwiły mnie w nich nie nawiązania intertekstualne do współczesnych zjawisk kultury, ale takie, które wymagają pewnego oczytania, erudycji. Jedno z moich ulubionych to: „Annuszka już rozlała olej”. To hasło będzie bardzo nieoczywiste dla kogoś, kto nie czytał Bułhakowa albo nic już z tej lektury nie pamięta. Bardzo ciekawe również wydało mi się hasło, które jest przekształceniem pierwszego zdania zapisanego w języku polskim w Księdze Henrykowskiej z 1270 roku i brzmi ono: „Jarku, daj, ać ja pobruszę, a ty …” i tutaj pojawia się słowo klucz. To przywołanie w XXI wieku jest niesamowite, zaskakujące. Pokazuje niezwykłe kompetencje kulturowe i literackie oraz ogromną świadomość językową i kulturową strajkujących.

W czasie tych protestów pojawiały się także hasła nawiązujące do nazwy partii rządzącej, jak: „idziemy po prawo i sprawiedliwość”. 

Jest to hasło wieloznaczne. „Prawo” i „sprawiedliwość” jako część nazwy partii, ale i odniesienie do praw protestujących. Jest to użycie dwóch tzw. słów sztandarowych w podwójnym znaczeniu: jako nazwy własnej i nazwy wartości, o które walczy społeczeństwo.  

Gier językowych w hasłach na transparentach jest mnóstwo. Widziałam gdzieś komentarz na Facebook-u, w którym ktoś napisał, że ma takie wrażenie, jakby „chmura z poezją oberwała się nad tym protestującym tłumem”. I jak się patrzy te hasła, to widać, że nawiązują one i dialog z tekstami kultury (filmami, powieściami itp.), i z wypowiedziami polityków (czyli z mediatekstem), ale też pomiędzy sobą. Są bardzo dialogiczne. Często są odpowiedzią na zarzuty przeciwników ostrego języka, czy krytykę samych protestów. Są dialogiem z innymi tekstami kultury, współczesnymi i dawnymi. Jest ich niezwykle dużo i są niesamowicie dyskursywne.

Tak, jest ich naprawdę wiele, a każde z nich niesie za sobą inne znaczenie. Jednak protest ten jest przedstawiany głównie negatywnie i to właśnie przez pryzmat wulgaryzmów, które przecież nie stanowią treści wszystkich haseł. Jednak to użycie słów niecenzuralnych wysuwa się na plan pierwszy. Pojawiają się zdania, jak chociażby wypowiedź popularnej Youtuberki, która prowadzi kanał „Mówiąc inaczej”, że tak silna krytyka jest podyktowana tym, że to właśnie kobiety używają wulgaryzmów. Czy według Pani Profesor mowa męska powinna różnić się od mowy kobiecej i czy w ogóle możemy sądzić, że język ma płeć? 

To ciekawe pytanie. Z jednej strony rzeczywiście jest tak, że w naszej kulturze większe było społeczne przyzwolenie na działania mężczyzn niż kobiet, również działania językowe. Wspominany profesor Kuligowski pokazuje, że kluczowy dla Strajków Kobiet leksem był używany przez mężczyzn: poetów, piosenkarzy czy odtwórców ról filmowych. Kiedyś kobiecie nie wypadało używać „niecenzuralnych” słów, a jej zadaniem było łagodzenie nastrojów i stanie na straży obyczajów. Dzisiaj już ta zasada zdaje się nie funkcjonować. Wydaje mi się, że w zakresie używania wulgaryzmów nastąpiła swego rodzaju „demokratyzacja”. Czy jednak język ma płeć? Chyba nadal ma. I jest dużo przykładów wskazujących na to, że kobiety mówią inaczej niż mężczyźni. Budują one inne rodzaje zdań. Stosują więcej przymiotników. Mężczyźni mówią częściej czasownikowo, bardziej sprawozdawczo. Chyba jednak język ma płeć, chociaż to jest oczywiście jakaś generalizacja.  

Chciałam jeszcze spytać Panią Profesor o znak, który pojawił się na protestach i wokół którego narosło wiele pytań. Symbolem protestu kobiet stała się bowiem czerwona błyskawica. Wiele osób jednak zaczęło odnosić się do tego znaku negatywnie, twierdząc, że widzą oni w tym powiązania z symbolem „SS”. Protestujące nie zgadzają się na takie krzywdzące opinie. Twierdzą, że błyskawica jest symbolem ich walki. Miała być zrozumiała dla wszystkich, nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie i dlatego też została wykorzystana podczas protestu. Jak się okazało, nie wszyscy odebrali ją tak samo. Czy więc istnieją znaki, które mają takie samo znaczenie dla wszystkich?  

Każdy znak może być zinterpretowany w różny sposób. Zwłaszcza taki, który jest ściśle związany z jakąś ideologią, której ma być widocznym wyrazem. Tutaj wkraczamy na grunt semiotyki i dyskursu. Użycie znaku błyskawicy jest bardzo jasno i przejrzyście tłumaczone przez protestujących. Przywoływany jest pierwotny kontekst, w jakim ten znak funkcjonuje, czyli ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem. Ten pierwotny kontekst wyraźnie pokazuje, że jest to dosyć czytelny znak. Jest on ponadkulturowy i powinien być zrozumiały dla wszystkich ludzi we wszystkich kulturach. W analizie językoznawczej ważna jest intencjonalność tekstu. Tutaj intencja jest wyraźnie zaznaczona.

Przeciwnikm protestów znak kojarzy się z „SS”, mimo że błyskawica jest znakiem pojedynczym, symbolem wizualnym, w innym kolorze itd. Te skojarzenia dziwią tym bardziej że strajki są pokojowe. Nie ma w nich agresji. Jeśli możemy się jej doszukiwać, to tylko w formie werbalnej, czyli w użyciu wulgaryzmów lub leksemu „wojna” – użytego w znaczeniu niezgody na aktualną sytuację społeczno-polityczną.  

Czy więc w języku protestujących możemy odkryć głębszą warstwę językowo-kulturową? 

Język protestujących pełni różne funkcje: ekspresywną, impresywną, nawołującą, czyli taką, która próbuje zmobilizować odbiorców do konkretnych działań. A tymi odbiorcami są różne osoby. Jakiś bliżej niezdefiniowany ogół, ale także konkretne osoby, czy konkretni rządzący.

Dla mnie jest to również bardzo ciekawe z punktu widzenia folklorysty. Hasła na transparentach stanowią przejaw współczesnego folkloru. Zjawisko to pasuje do wszystkich jego wyznaczników. Jest i anonimowość, która wyraża się w tym, że nie wiemy, kto napisał dany transparent, który zaczyna żyć swoim życiem. Jest wariantywność, czyli to, że hasła te występują w wielu wariantach i przekształceniach. Jest też dialogowość, o której już wspominałam. Hasła są przykładem jakiegoś dialogu społeczeństwa z rządzącymi. Nie ma to społeczeństwo możliwości innej formy komunikacji, więc jest taka, jaka jest: pisana na transparentach na protestach. Dialog protestujący prowadzą również z mediami. Istnieją przecież odniesienia do tego, jak protesty są oceniane przez konkretne media. Poza tym protestujący podkreślają, że chcą być traktowani jako podmiot. Podmiot, który ma coś do powiedzenia, który się nie zgadza, który jest partnerem w komunikacji. Można mieć wątpliwości co do stosowności użycia konkretnych przykładów, jednak jest to pewna próba komunikacji. Komunikacji przede wszystkim pomiędzy społeczeństwem a rządzącymi.  

Miejmy więc nadzieję, że w niedługim czasie obydwie strony dialogu znajdą wspólny język i dojdą do porozumienia, które pozwoli na jakiś kompromis. Bardzo dziękuję Pani Profesor za rozmowę.  

Ja również bardzo dziękuję.  

 Korekta: Anna Marek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *