#polfopolecajka- Wyższe sfery

Wyższe sfery kojarzą nam się zazwyczaj z wyniosłością i życiem ponad stan, zwłaszcza w wieku XVIII, gdzie elity królowały na salonach. Obecnie nie trzeba należeć do rodziny królewskiej, aby zaliczać się do tak zwanej socjety. O życiu z wyższych sfer, ale i także o jego skrajnym przeciwieństwie, czyli półświatku, będziecie mogli przeczytać w dzisiejszej #polfopolecajce.  

Filmy i seriale 

Bridgertonowie 

Na pierwszy ogień pójdzie propozycja z Netflixa, ponieważ to właśnie ten serial zmotywował mnie do podjęcia się dzisiejszego tematu i muszę przyznać, że walczyłam ze sobą,  żeby zacząć oglądać tą produkcję. Jeśli sesja nie była wystarczającym argumentem, to XIX-wieczny setting skutecznie powstrzymywał mnie przed włączeniem serialu. Dopiero po rozmowie z przyjaciółką postanowiłam się podjąć tego pozornie ciężkiego zadania.  

źródło: serialowa.pl

Bridgertonowie, oprócz historii tytułowej rodziny, dotyczy również rodziny królewskiej oraz pozostałych mieszkańców arystokratycznej Anglii. Jeśli, tak jak mnie, odrzuca was dość odlegle osadzona fabuła, to powiem również, że Netflix, poza scenariuszem, zadbał także o muzykę, i to nie byle jaką. Na salony w nieco innej aranżacji zawitały takie gwiazdy jak Shawn Mendes, Ariana Grande, czy też Taylor Swift. Jakże wielkie było moje (pozytywne) zaskoczenie, gdy już w pierwszym odcinku słyszymy skrzypcowo-wiolonczelowe thank you next. 

Jeśli chodzi zaś o fabułę, mamy tutaj do czynienia nie tylko z sielanką związaną z należeniem do socjety. Powiedziałabym nawet, że serial przedstawia więcej cieni niż blasków, wynikających z pochodzenia z wyższych sfer. Problemy aranżowanych małżeństw, presji społecznej oraz obowiązków ciążących na rodzinie arystokrackiej są tutaj na porządku dziennym. Dodatkowo, ku mojemu zaskoczeniu, pojawia się także trochę cięższy wątek o braku edukacji seksualnej wśród kobiet, który w tamtych czasach był niewątpliwie tematem tabu. 

Wysiłkiem dla mózgu (żeby nie było, że sesja za pasem, a my tylko oglądamy seriale) może być zagadka związana z anonimową miejscową pisarką, która prowadzi narrację przez całe 8 odcinków. Dla fanów książek mogę wspomnieć, że cały serial INSPIRUJE się serią Bridertomowie Julii Quinn.  

Pamiętnik 

źródło: Filmweb

O ile fanką książki Nicholasa Sparksa nie jestem, to film uznaję za jedną z lepszych i w pewnym stopniu kultowych pozycji. Fabuła rozgrywa się we wczesnych latach XX i oprócz wątku miłosnego przewijają się m.in. tematy wyjazdu w poszukiwaniu pracy, ówczesnych różnic społecznych ze względu na zamożność, a także wątek historyczny zahaczający o II Wojnę Światową. Historia Noah i Allie to nietypowo – typowy przypadek konwenansów związanych z miłością chłopaka z marginesu i dziewczyny z dobrego domu. Przypadkowe poznanie, burzliwa miłość, rozstanie i o dziwo spełnione marzenia to coś, co znajdziecie w Pamiętniku. No i ten młody Ryan Gosling, który notabene zaistniał na rynku dzięki tej produkcji. Podobnie zresztą jak piękna Rachel Mc Adams, która jako Allie zajmuje 49 miejsce w rankingu ról damskich Filmwebu. 

Rzymskie dziewczyny  

Ostatnia, ale najbardziej współczesna propozycja w tej kategorii.  Rzymskie dziewczyny to historia oparta na autentycznych wydarzeniach, jakie miały miejsce we Włoszech. Skandal baby squillo dotyczący korzystania z usług młodych prostytutek przez osoby publiczne odbił się ogromnych echem, przez co sam serial również wzbudził ogromne zainteresowanie. 

Netflix coraz częściej zajmuje się problemem nastolatków z dobrych domów. W tandemie ze zjawiskiem zmęczenia tym nienagannym życiem, dlatego już od pierwszego odcinka dostajemy cały wachlarz możliwych patologicznych zachowań wśród elit. Uzależnienia, przemoc seksualna i zdrady, są tutaj na porządku dziennym. Przyznam, że sama do serialu podchodziłam dwa razy, aby przebrnąć przez ten natłok rozrywek.  

Jeśli chodzi o obsadę to nazwiska nie robią wrażenia i prawdopodobnie nigdy o nich nie słyszeliście. Po obejrzeniu tego serialu myślę, że może się to zmienić. To, co pokazała nam w Rzymskich Dziewczynach Alice Pagani (Ludovica) i Benedetta Porcaroli (Chiara) udowadnia, że brak szumu wokół ich nazwisk nie oznacza braku umiejętności aktorskich. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała także o muzyce. Soundtrack jest jednym z najlepiej dobranych, jeśli chodzi o seriale, jakie oglądałam. Pomimo tego, że niektóre z piosenek nie były dla mnie nowościami to usłyszenie ich w nowych okolicznościach sprawiło mi nie lada przyjemność. Oprócz Billie Eilish i Jamesa Blake’a swojej muzyki użyczył również zespół ABBA. Poza ogólnym mainstreamem możemy usłyszeć  także lokalnych artystów za sprawą ThoiryCazzate, czy też Plus putes que toutes les putes. Powtórzę się, ale ten soundtrack to naprawdę mistrzostwo.  

Książka 

Czerwona Królowa 

Książkowy debiut Victorii Aveyard to propozycja dla tych, którzy lubią klimaty podzielonego społeczeństwa, w którym pojawia się na tyle silna jednostka, aby wzniecić bunt o lepsze jutro.  

źródło: Lubimy Czytać

Za sprawą książki przenosimy się do świata Czerwonych i Srebrnych, gdzie jedynie srebrna krew jest w stanie zapewnić dostatnie życie. Z racji tego Mare Barrow utrzymuje siebie i własną rodzinę dzięki kradzieżom. Jedna z nich, dość nieudana, zmienia życie głównej bohaterki i wszystkich dookoła. Poza majątkiem, Srebrni posiadają również nadprzyrodzone moce, które w połączeniu z pychą tworzą zabójczą mieszankę dla Czerwonych. Sytuacja się komplikuje w momencie, gdy Mary przez przypadek, na oczach wszystkich, okazuje się Srebrną. Nie brakuje jednak księcia, który ratuje damę z opresji. W sumie jest ich dwóch i są braćmi, przez co akcja czasami staje się patowa. Jak przystało w walce o wyzwolenie tych słabszych, mamy także sporo zwrotów akcji, zdrad i rozczarowań. Szczerze mówiąc, w pewnych momentach sama zastanawiałam się, czy nie lepiej by było, aby główna bohaterka działała sama.  

Czerwona Królowa rozpoczyna serię, więc jeśli zdecydujecie się na tę pozycję to radzę przygotować sobie więcej czasu na lekturę, bo zakończenia każdej z części przypominają reklamy na Polsacie – niespodziewane i pojawiające się w najciekawszym momencie.  

Muzyka 

Royals – Lorde 

O ile w serialach nie poleciłam The Crown, to w muzyce pozwoliłam sobie na propozycje po linii najmniejszego oporu. Piosenka Lorde od razu przyszła mi na myśl i z racji tego, że mam słabość do popowo – alternatywnych brzmień, nie mogłam jej tu nie umieścić. To kolejny debiut w dzisiejszym zestawieniu, ponieważ Royals był biletem do sławy dla nowozelandzkiej piosenkarki.  

La vie en rose

Wyższe sfery bez jazzu? Nie ma opcji. Nie wiem czemu, ale jazz zawsze kojarzy mi się z ekskluzywnością i wyrafinowaniem. Być może przez kult gramofonów i winyli, które były gadżetem elitarnym. W latach 20 XX w. muzyka jazzowa rozbrzmiewała nie tylko w domach, ale także na prywatkach, gdzie do utraty tchu do utworów artystów takich jak Louis Armstrong tańczono swinga. Amerykański jazzman to niepodważalny fenomen tamtych czasów, tak samo jak jego interpretacja La vie en rose, ponieważ oryginalnie utwór pochodzi z repertuaru Edith Piaf – ikony francuskiej muzyki.  

Korekta: Kacper Beda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *