Recenzja książki „Piosenka o przymierzaniu”

autor - blende12

Ostatnio wpadł mi w ręce tomik Karola Maliszewskiego „Piosenka o przymierzaniu”. Pomyślałem sobie „dlaczego nie napisać o niej kilku słów”. I oto jest, moja recenzja, moje odczucia na temat tego zbioru. 
 

Na korzyść tej książki muszę powiedzieć o obrazowości jego wierszy. Zawierają one wiele ciekawych pomysłowych, obrazów, dających poczucie przestrzeni. Obrazowość ta była tu dla mnie dużym zaskoczeniem. Niestety ginie ona w tych wierszach, jest zniweczona przez niezrozumiałość i brak przejrzystości. Czytając, miałem wrażenie, że są one rozdarte między wizjami, które mogłyby pociągnąć je do czegoś bardzo ciekawego, a dosyć banalną treścią dotyczącą życia codziennego. Nie chodzi mi tu o to, że nie można stworzyć ciekawych wierszy o codzienności. Tutaj jednak, jak dla mnie, tematyka ta nic nie wnosi, nie rozwija się w nic frapującego, wydaje się bezcelowa. 

Trudno jest powiedzieć o czym w zasadzie są te wiersze. To, że traktują o codzienności, wnioskuję na podstawie pojedynczych odniesień, sformułowań. Czytając, ma się wrażenie, że autor stara się coś powiedzieć, ale nie sposób powiedzieć co, ostatecznie więc ma się wrażenie, że ciekawe obrazy są tylko ozdóbką, otaczającą brak treści. Tworzy to wrażenie jakby autor chciał wydusić z siebie wiersze i nie miał klarownej wizji co do ich stworzenia. Wydaje mi się, że gdyby autor postawił całkowicie na obrazowość, postanowił zaszaleć i oderwać się od tematyki codzienności, dostalibyśmy znacznie bardziej ciekawą, bardziej intrygującą książkę. 

Atmosfera, jest jak dla mnie, bardzo ważnym elementem tej książki. Jest ona dobijająca, sprawia, że nie chce się jej czytać, sprawia, że nie chce się poznawać ani pisać poezji, może w ogóle trochę podkopuje chęć do życia. Czytanie tej książki przepełniało mnie poczuciem bezcelowości życia i bezcelowości poezji. I nie była to szlachetna bezcelowość – utwory Dostojewskiego są dołujące, traktują często o złej codzienności ludzi jego czasów, a jednak potrafił on wydobyć z niej coś szlachetnego. Czytając jego dzieła nie czuję się dobrze, ale wiem, że mam do czynienia z czymś niezwykłym. W „Piosence o przymierzaniu” natomiast mamy do czynienia raczej z bylejakością małego miasteczka, gdzie jak napisał Witkacy „zamiast uczuć wszelkich są tylko jakieś marne substytuty, a miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty”. 

Kiedyś napisałem recenzję tomiku „Pawilony” Dominika Bieleckiego. Nie sposób mi jest nie odwołać się do wrażeń z tamtej książki, pisząc tą recenzję. Myślę, że mimo pozornych różnic, obie te książki traktują mniej więcej o tym samym i posługują się podobnym stylem. Muszę przyznać, że nie mam zbyt wysokiego mniemania o książce Dominika Bieleckiego, jego wiersze uważam za dosyć generyczne. Muszę jednak przyznać, że jego zbiór zapewnił mi dobrą rozrywkę (jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do poezji). Nie wiem, czy wynika to z samych utworów czy nastawienia jakie miałem w tamtym czasie, ale o ile nie miałem odczucia, że mam kontakt z czymś niezwykłym, to jednak pewna naiwność i sztampowość myśli w tych utworach, a przede wszystkim klimat Warszawy rodem z Chyłki, dawał mi całkiem dobrą rozrywkę. Była w tej książce jakaś idea, jakaś przestrzeń, coś co chwytało czytelnika i zachęcało go do czytania. 

Ostatnio miałem kontakt z książką “Drań” (jest to jakaś tam powieść erotyczna), natknąłem się na nią w sklepie i przeczytałem z dwie strony. Nie jest to typ literatury z jaką mam na co dzień jakąkolwiek styczność, jednak naiwna prostota postaci, sensacyjnych sformułowań i taka bijąca z niej chęć dania rozrywki czytelnikowi, dania mu czegoś przyjemnego na czym miło spędzi czas, chwyciła mnie, zaciekawiła, dała trochę zabawy. Czegoś takiego brakuje w tych wierszach, czegoś interesującego, co pozwoliłoby istnieć jakiemuś sensowi, dla którego warto byłoby czytać tę książkę.

korekta – Gabriela Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *