Czy TUNE jest najbardziej niedocenionym zespołem ostatniej dekady?

https://www.facebook.com/175731249104218/photos/pb.100044863507136.-2207520000../2405268619483792/?type=3

W Polsce na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat pojawiło się wiele zespołów, które chciały zaistnieć. Jedne z lepszym, drugie z gorszym skutkiem. Są też także takie grupy, jak Tune, zawieszone pomiędzy pozornym sukcesem, a brakiem powszechnego uznania.

Pamiętam, jak parę lat temu w programie Must Be The Music pojawił się zespół Kamień Kamień Kamień. Wykonali oni wtedy cover utworu “Lets dance” Davida Bowie’ego. Będąc ówcześnie nastolatkiem, który dopiero poznaje rockowy świat, byłem pod wrażeniem scenicznej charyzmy Jakuba Krupskiego – wokalisty wspomnianej kapeli. I choć po sprawdzeniu w internecie, kim byli Kamień Kamień Kamień, nie popadłem w zachwyt, to ze względu na oryginalność frontmana postanowiłem śledzić ich poczynania. Krupski jednak odszedł z zespołu, aby po jakimś czasie znów pojawić się w Must Be The Music z zupełnie inną formacją. 
 
W przeciwieństwie do Kamienia – Tune od razu wyrwało mnie z butów. Połączenie progresywnego brzmienia z wręcz namacalną rockowo-alternatywną energią okraszone akordeonem i świetnym wokalem Krupskiego dostarczyło mi niesamowitych muzycznych doznań. Pamiętam, kiedy pierwszy raz przesłuchiwałem ich debiutanckiego albumu “Luicid Moments”. Porównałbym to do momentu, gdy pierwszy raz w życiu usłyszałem The Doors. Psychodeliczny, niepodrabialny klimat, który zabierał słuchacza w inne miejsce. Nie wiem, czy znacie uczucie, gdy dźwięki trafiają tak mocno w podświadomość (chyba mnie trochę ponosi), że macie wrażenie połączenia się ich z waszymi obecnymi uczuciami. Smutkami, zmartwieniami, radością, nostalgią czy rozczarowaniem. 
 
Ale zejdźmy trochę na ziemię, koniec zachwytów i epitetów oderwanych od rzeczywistości – na sprawę istnienia i twórczości Tune trzeba też popatrzeć z chłodnej i z obiektywnej perspektywy. Nie będę owijać w bawełnę – choć uważam tę grupę za formację wybitną, która wywarła na mnie duży wpływ, to sądzę, że w ówczesnych warunkach nie mogła osiągnąć wielkiego sukcesu. Większych lub mniejszych czynników takiego stanu rzeczy było kilka, ale według mnie decydującym powodem w tej kwestii jest pewien paradoks – grupa zniknęła pod stertą innej muzyki, dlatego bo za bardzo chciała trafić do szerokiego grona odbiorców. Polski zespół śpiewający po angielsku nie ma w kraju wielkich szans na zaistnienie, a z powodu położenia Polski na muzycznej mapie świata, ma też niewielkie szanse na sukces za granicą. Tune stało się ofiarą własnych pragnień i założeń. Jestem zdania, a raczej taką mam nadzieję, że gdyby ta grupa powstała w Anglii lub Stanach Zjednoczonych, mielibyśmy do czynienia ze światowymi gwiazdami. Na pewno na to, jak potoczyła się kariera Tune, miała także wpływ po prostu muzyka. W ostatniej dekadzie na polskiej scenie gitarowej sukcesy osiągały grupy z kategorii, jak ja to nazywam “nienaserio” np. Kabanos czy Nocny Kochanek albo popowo-rockowe granie w stylu Organka. Nie do końca było miejsce na psychodeliczne i progresywne brzmienia, a przecież do tego wszystkiego doszło popkulturowe zapotrzebowanie na rap. Łącząc wszystkie punkty ze sobą, można uznać, że to nie mogło się udać. 
 
Tune w mojej opinii jest zespołem niedocenionym, ominiętym przez uszy odbiorców i klawiatury dziennikarzy. I choć już dawno opadł kurz pierwszego zachwytu, to dalej wracam do twórczości tej łódzkiej formacji. W momentach cieszenia się ich muzyką, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że doskonała sztuka nie zawsze obroni się sama, a wręcz przez swoją unikalność i brak zrozumienia skazana jest na zapomnienie. 

KOREKTA – Gabriela Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *