Dlaczego w literaturze warto opisywać przemoc (nawet dla zabawy)

źródło - Wikipedia

Jakiś czas temu natknąłem się na artykuł jakiegoś dosyć znanego blogera, gdzie w bardzo zatrważający sposób pisał o zwiększającej się popularności brutalnych książek. W pewnym miejscu stwierdził nawet, że czytelnik, który czyta takie brutalne rzeczy, otępia swoje literackie zmysły, przez co nie będzie chciał już czytać niczego, co nie jest pełne flaków i latających członków, bo będzie musiał stale poszukiwać co raz to mocniejszych bodźców. Przypomniało mi to niesławny wywiad Hansa Kellera z dwoma geniuszami z Pink Floyd – Sydem Barrettem i Rogerem Watersem, tam znowuż Keller podnosił swoje zaniepokojenie, jakoby głośne granie muzyki wypaczało gust muzyczny, ponieważ, według niego, człowiek, który słucha głośnej muzyki nie jest w stanie docenić muzyki cichej. Keller zapytał rockmenów „Why it all has to be so terribly loud?”, na co Roger Waters odpowiedział „That’s the way we like it”. 
 

Postanowiłem stanąć w obronie obrazów przemocy w literaturze. Podjąłem się tego tematu nie ze względu na kilku blogerów, wypowiadających się w tym tonie, ale raczej ze względu na komentarze ludzi pod ich postami. Wylała się tam cała fala uwag w duchu świętego oburzenia. Nie tylko byli wyzywani tam sami pisarze piszący w ten sposób, ale także ludzie, lubiący taką literaturę. Niejednokrotnie widziałem określenia w stylu „dewiant”. Wszyscy poszli za autorytetem blogerów i mało kto myślał inaczej. Tak więc to właśnie do tych przerażonych jednostek przede wszystkim zwracam ten tekst. 
 

Tak naprawdę bardzo dziwi mnie to oburzenie. Przecież w filmie używanie przemocy jest daleko posunięte, mamy Quentina Tarantino, który mówi wprost, że pokazuje przemoc w filmie dlatego, że jest to zabawne. Jest wiele filmów, które nastawione są tylko i wyłącznie na pokazywanie scen przemocy i to często w bardzo otwarty sposób. 
 

Ciekawiej ma się jeszcze ta sprawa w grach komputerowych, przecież tam zabija się, wyrywa części ciała, masakruje dla samej przyjemności, dla rozrywki, która nie udaje nawet, że ma na celu jakąś ekspresję artystyczną. Nie ma w tym nic złego, gracze nie są oburzeni, nie chodzą i nie strzelają do ludzi na ulicy, nie są w jakikolwiek sposób skrzywieni. Wszyscy bawią się dobrze i są zadowoleni. 

A jednak, jeśli chodzi o literaturę przemoc staje się problemem. Spotkałem się z apelami o oznaczanie książek z dużą ilością przemocy, po co? Przecież zazwyczaj nie kupuje się książek w ciemno, ma się orientację co mniej więcej się tam znajduje, są recenzje, są opinie znajomych. W końcu też przeczytanie książki wymaga jednak wysiłku – łatwiej jest nie przeczytać książki niż przeczytać, łatwiej ją porzucić w trakcie czy oddać komuś. Jeśli już czytelnik, któremu jakoś dostał się w ręce taki straszliwy tekst, natrafi na nieprzyjemny opis nie ma nic łatwiejszego niż przestać czytać, nie otworzy się przecież jakaś demoniczna otchłań i nie wciągnie człowieka, nie przemieni go w dewianta. Przy książkach nie ma też takiego ryzyka jak w filmach. Książki nie są emitowane w środkach masowego przekazu, trzeba je najpierw znaleźć, dowiedzieć się o ich istnieniu, pójść do sklepu i zakupić. Oznaczenia tego typu mogą natomiast mieć inkryminujący charakter, wskazywać, że dana książka należy do literatury “drugiego rzędu”. 
 

Dziwią mnie te wszystkie zarzuty. Jak ten świat jeszcze stoi, skoro przemoc w popkulturze jest tak wszechobecna! I jak to jest możliwe, że sto lat temu i wcześniej było tyle przemocy, skoro prawa religijne i obyczajowe w tak dużym stopniu ograniczały jakie treści można było pokazywać. Może jednak kontakt z brutalnymi obrazami wcale nie powoduje, że chce się samemu wywierać przemoc w realnym świecie. Bardzo łatwo jest rzucać oskarżenia wobec sztuki różnego rodzaju politykom, którzy chcą znaleźć sobie łatwy cel ataków zamiast rozwiązywać skomplikowane problemy społeczne. 
 

Trzeba też pamiętać, że pisanie czy czytanie książek nie pokazuje wcale, jakim się jest człowiekiem. Pokazuje co najwyżej jaką estetykę się lubi. To jest właśnie piękne w literaturze, że jest tak wolna, niczym nieograniczona, można pomyśleć i napisać co się chce. Nie ważne przy tym jak wynaturzona byłaby twoja wizja – nie jest ona w stanie zrobić ci żadnej krzywdy. Można przytoczyć tu przygodę głównego bohatera z „Pieśni Maldorora”, wspaniałego poematu Lautreamonta, tam dla zabawy Maldoror strzela w rozbitków z tonącego w pobliżu statku, zabija ich wszystkich, a potem wskakuje do morza i uprawia seks z rekinem. Mało tego, w jednym z listów do wydawcy Lautreamont pisze wprost, że wychwala zło, tak samo jak robili to Milton czy Mickiewicz. Jednak mimo tak wypaczonej wyobraźni jest on jakoś klasykiem literatury francuskiej. Czy można z tego poematu wywnioskować jakie poglądy miał sam Lautreamont? Nie. Czy z jego listu można wywnioskować jakie miał poglądy, czy w co wierzył? Tak naprawdę też nie. To o czym mówi jego poemat, jaką wizję przedstawia, nie przekłada się na osobowość samego Lautreamonta. 
 

Ale dlaczego w ogóle warto opisywać przemoc? Bo przemoc w sztuce jest ciekawa, ludzie szukają przemocy w sztucę, lubią filmy i książki o przemocy. Warto pisać o przemocy, bo jest to forma ekspresji, moim zdaniem można oczyścić się w ten sposób z negatywnych emocji, można zrozumieć lepiej samego siebie, można wiele dowiedzieć się o ludzkiej naturze. Ostatecznie warto opisywać przemoc, bo po prostu można – jeśli jest to ciekawe, to dlaczego tego nie robić? Jest to taki sam zabieg jak każdy inny, i nie trzeba nawet usprawiedliwiać się stosując go, nie trzeba szukać niezwykłych moralnych usprawiedliwień takich obrazów w swoim utworze. 
 

Co innego, jeśli idzie o jakość samej książki, wiadomo, że samo opisywanie przemocy nie powoduje, że książka jest dobra, opisy przemocy, nie ważne jak byłyby brutalne, same w sobie nie dodają ani nie odejmują książce wartości. Nie powinno się oceniać książek przez pryzmat poszczególnych zabiegów jakie są w nich stosowane, powinno się je oceniać, patrząc na ich całościową wartość artystyczną. Uważam, że krytyka jest bardzo istotna, krytyka jest tym, co świadczy o żywotności danej dziedziny sztuki. Ludzie kłócą się na temat tego, na czym im zależy. Nie widzę jednak sensu w krytyce tego typu, wydaje mi się to też obraźliwe wobec samych czytelników. Jak dla mnie jest to traktowanie ich z góry jako ludzi mało inteligentnych, którym trzeba zabrać nieodpowiednie książki, żeby nie zaczęli myśleć w niewłaściwy sposób. 
 

Sam nie zaliczam się chyba do gatunku pisarzy, którzy zostali wzięci na cel przez tamtych blogerów, chociaż nie wiem co by pomyśleli ci wszyscy oburzeni ludzie o takim fragmencie mojego poematu: 

„A on całował niewolnicę aż do krwi, 
Zrobił jej wcześniej kroplówkę z narkotyków, 
I teraz szybowała odurzona w świecie przyjemności, 
Była żywym podnieceniem sprowadzonym z nieba, 
Cały wszechświat wirował i oni wirowali razem z nim, 
A Świniowiec pił krew pełną wizji i szczęścia, 
Miał wtedy prącie ostre niczym brzytwa, 
Ciął inne i wbijał głęboko w narządy, 
Bez litości i bez sumienia, 
Bez wątpienia i bez pamięci, 
Te wszystkie bezimienne twarze, 
Przepływały mu w głowach jak sen, 
Nie widział ich, były tylko mozaiką kalejdoskopów, 
Ich krew malowała mu podłogi, 
Które inne później zlizywały.” 

A jednak określiłbym siebie jako stosunkowo przyjaznego człowieka o ckliwym charakterze, gdy patrzę na gwiazdy, których jest w naszym mieście zawsze za mało i tak zawsze widzę morze i myślę o Lisiej Dziewczynie tak jak każdy ckliwy człowiek powinien. 

 
Bardzo ciężko jest zachować odpowiednią precyzję w tekstach tego typu, wyrazić co dokładnie miało się na myśli, a jednak miałem potrzebę, żeby wypowiedzieć się na ten temat. Na koniec przytoczę tu kolejną wypowiedź Rogera Watersa, również z 1967 roku, zapytany o styl jaki prezentuje Pink Floyd odpowiedział „we play loudly and we play on electric guitars”, powiedział to z naciskiem na loudly, myślę, że to dobrze podsumowuje cały ten tekst, piszmy, jak lubimy, cieszmy się wolnością sztuki i eksperymentujmy, ostatecznie prawie nikt nie wie kim był Hans Keller a wszyscy znają Rogera Watersa, pamięta się tych ludzi, którzy mają odwagę szukać nowych form ekspresji. 

korekta – Gabriela Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *