„Czas Apokalipsy” :) NARODOWY KOMIKS

grafika - OpenClipart-Vectors

Przez przypadek natknąłem się w sklepie na pewne czasopismo, zaintrygowało mnie ono i po prostu musiałem zobaczyć co jest w środku. I, oj, zaprawdę, powiadam wam, nie zawiodłem się. Był to dziwny komiks a ja, jak już możecie wiedzieć z moich poprzednich artykułów, jestem miłośnikiem dziwności, więc jak mógłbym się powstrzymać przed dokonaniem mojej eksperckiej recenzji tego utworu?

Czasopismem tym było „Idź pod prąd”. Nie wiedziałem, że w ogóle coś takiego istnieje. Słyszałem o telewizji „Idź pod prąd”, jakże by nie słyszeć, skoro w centrum miasta jest duży baner ją reklamujący. Ma ona swój kanał na YouTubie i określa się jako „niezależna telewizja internetowa poruszająca tematy, których inny się boją. Nie interesuje nas poprawność polityczna, tylko Prawda i Polska!” (pisownia oryginalna). Patrząc na filmy tam zamieszczane, nie będzie chyba nieścisłością nazywanie ludzi ją prowadzących narodowcami (chociaż nie twierdzę, że są oni powiązani z Ruchem Narodowym, tego nie sprawdzałem, stosuję to słowo raczej jako określenie poglądów).

Zanim przejdę do treści, muszę powiedzieć coś o tytule. „Czas Apokalipsy”, tak, ja rozumiem, to jest świetny film, jeden z moich ulubionych, jeśli mam być szczery, ale jest on na tyle znany, że nie ma sensu nazywać swojego, zupełnie nie powiązanego z tym filmem utworu, w ten sam sposób. Powoduje to, że widząc ten tytuł, na myśl przychodzi film Coppoli, pojawia się też dręcząca myśl „ale przecież to nie ma nic wspólnego z Czasem Apokalipsy”. Wydaje się to trochę żenujące. Choć z drugiej strony może być to też zabawne, jeśli spojrzy się pod na to odpowiednim kątem. 

Jak się możecie domyślić, komiks dotyczył wizji świata promowanej przez “Idź pod prąd”. Mamy więc opowieść, stanowiącą unowocześnienie apokalipsy. Jest to zarówno największa zaleta jak i największa wada. Religijne tematy mają ten plus, że wydają się bardziej realne i autentyczne, niż te bazujące po prostu na wyobraźni. Nawet jeśli jest się nie wierzącym, ma się jednak to poczucie, wynikające z tego jak bardzo religia jest zakorzeniona w kulturze, że taka opowieść wydaje się jakaś mniej fikcyjna, choć tak naprawdę jest tak samo fikcyjna jak każda inna. Wadą są natomiast ograniczenia formalne. Autorzy nie próbują zazwyczaj przełamać formy, posługują się sztampowymi opowieściami, które wiadomo, jak się zaczną i wiadomo, jak skończą, a to jest po prostu zabójcze dla odbioru utworu. Po co czytać coś co wiadomo, jak się potoczy? Jest to szczególnie męczące dla mnie, ponieważ jestem filologiem klasycznym i wiem, że księża i prawica posługuje się szablonami wziętymi jeszcze ze starożytności, dlatego bardzo irytuje mnie, gdy spotykam takie opowieści. 

Komiks opowiada o chłopaku ostrzyżonym „na górze długo, po bokach krótko”, który widzi na YouTubie tajemniczego „pastora” (podpisanego Pastor Paweł Chojecki – sądząc po zupełnie niepasującym do stylistyki komiksu wizerunku, wziętym ze zdjęcia jest to zapewne prawdziwa postać). Stwierdza w pewnym momencie „hejtują go po całości, ciekawe czemu… zobaczmy, co ma do powiedzenia”, i to jest bardzo ciekawy fragment. W komiksie tym nie pada ze strony protagonisty żadne złe słowo o „pastorze” – ja rozumiem, że ten chłopak to ma być pozytywna postać, ale gdy tak na niego patrzę, to widzę, że od początku stoi on dosyć blisko „tej słusznej strony”. Czy nie lepiej byłoby pokazać kogoś niezdecydowanego? Kogoś, kto na przykład widzi ten filmik i nazywa „pastora” „świrem” a potem, po tych swoich przeżyciach, o których jeszcze powiem, uznaje, że jednak „pastor” jest tym jakimś autorytetem. No bo, jeśli ten komiks jest skierowany do zdecydowanych, to po co go robić? Czy jest aż tak duża potrzeba walidacji swoich poglądów w środowisku narodowców, że muszą tworzyć aż sztukę, żeby się umocnić? Wydaje mi się, że twórca bardzo nie chciał obrazić „pastora” i dlatego wystrzegał się, jakichkolwiek negatywnych słów, nawet jeśli miałyby sens z punktu widzenia fabuły i mogłyby pomóc wzmocnić przekaz. 

Protagonista tak ogląda sobie na YouTubie „pastora”, ogląda, ma głowę na poduszce, zamyka oczy, zamyka, zamyka, i… OTWIERA. Wybiega na ulicę i widzi… no widzi tę dystopijną rzeczywistość, co innego ma widzieć. Zdarzają się dosyć standardowe rzeczy: znak bestii, tłum otępiałych ludzi, którzy sprzeciwiają się wojnie i mają transparent „nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”. Ciekawy jest ten tłum, muszę przyznać, że coś w ich otępiałych twarzach poruszyło moje serduszko, prosty, może banalny zabieg rysownika, ale i tak efektowny. Bardzo ciekawe, że w tym tłumie jest jeden punk, jeden facet, który gra na bębenkach i jeden, który wygląda jakby był żywcem wzięty z Jamajki. Świat jest niby taki wymieszany i protagonista widzi nawet jeden szyld chińskimi literami (w sumie to już się dzieje – w Lublinie jest taki szyld przy Chińskim Centrum Handlowym, dystopia dogania rzeczywistość?), mimo tego jednak tłum składa się praktycznie z samych białych, jest tam tylko jeden czarnoskóry człowiek i wygląda akurat jakby był bratem Boba Marleya, ma nawet dredy. Powinien mieć jeszcze koszulkę z napisem „raggae”, wtedy obraz byłby dopełniony. Zobaczcie ludzie, minęło 50 lat, a oni dalej nienawidzą hipisów! 

Dalej jest oczywiście światowa kontrola, kamery, rząd światowy, jedna religia światowa (czyli wizja chrześcijaństwa jako jednej prawdziwej religii jest zła dla narodowców? Aż tak cenią sobie religijny pluralizm? Ciekawe). Co interesujące jednak, mimo że panuje ta jedna światowa religia, widać kapłanów buddyzmu, katolicyzmu, prawosławia, islamu i religii żydowskiej i to mnie trochę zmieszało, no to jest w tej dystopii jedna religia czy jest ich wiele? 

Następnie jest wspomniane, że w tym świecie doszło do zniknięcia milionów ludzi na ziemi (przypomina się „Pozostawieni” z Nicolasem Cage’m), co miało wywołać panikę, wojny, ogromne zniszczenia, głód, niespotykane wcześniej choroby i… hiperinflacje? Wiem, że bardziej nielogiczne jest łączenie głodu i chorób ze zniknięciem ludzi, ale bardziej uderzyła mnie hiperinflacja. Nie jestem ekonomistą, więc może się mylę, ale z tego co wiem, hiperinflacja jest związana ze spadkiem wartości nabywczej pieniądza, ale czy, skoro zniknęły miliony ludzi, nie powinna nastać raczej deflacja? Przecież dóbr byłoby więcej, więc wartość pieniądza powinna raczej wzrosnąć. Widzieliśmy to w „Avengers: Endgame”, tam zniknęła połowa populacji i ta połowa, która została miała z tego powodu dostęp do większych zasobów. Co do głodu i chorób, wiem, że muszą się wydarzyć, bo tak jest w „Apokalipsie”, ale czy nie można było ułożyć tych wydarzeń w jakiś logiczny ciąg? 
 

Później chłopaczek zostaje złapany. Chcą mu dać to znamię, ale on jest dobrym chłopaczkiem, więc się nie zgadza, więc ścinają mu głowę gilotyną. Ostro! Jest to jednak trochę mało satysfakcjonujące dla czytelnika. Ścinają mu głowę na publicznej egzekucji, transmitowanej przez telewizję. Prezenter mówi „eliminacja tych ekstremistów przyspiesza naszą ewolucję i wzmacnia naszą jedność” i te słowa bardzo mnie zastanowiły, bo przecież ta cała egzekucja jest bliska temu, co robili katolicy w Hiszpanii w XVI wieku. Tam palenie ludzi na stosie było publiczną zabawą, na którą przychodziło się z przyjaciółmi i z własnym jedzeniem. Skąd więc ten strach? Właśnie to jest dziwne, że wszystkie takie wypowiedzi i wydarzenia zdarzały się już w przeszłości, pod władzą chrześcijaństwa i bynajmniej nie podczas apokalipsy, ale jak to już kiedyś napisał Jesienin: 

Gdyby piekła i raju nie było, 

Człowiek sam by je sobie stworzył.” 

NAGLE… protagonista się budzi, okazuje się, że cała ta wizja to było tylko urojenie wynikające ze słuchania „pastora” przez sen, ułuda wytworzona przez wyobraźnię. Mimo tego młodzieniec postanawia pójść za słowami „pastora” i aż mu się uszy trzęsą, gdy czyta „Biblię”. I ten koniec jest najciekawszy, bo w zasadzie można go zinterpretować, jako jakieś ukradkowe puszczenie oczka przez autora do czytelnika – można zrozumieć ostatnie strony jako stwierdzenie, że narodowcy boją się wytworzonych przed samych siebie wizji, sami je tworzą i sami w nie wierzą, choć świat stoi, jak stał. Ciekawe jest to i trochę jak z horroru, że chłopaczek budzi się ze snu fizycznego tylko po to, żeby zanurzyć się w sen intelektualny, dobrowolnie podążyć za wizjami, które wytworzył jego własny umysł podczas snu. Ostatecznie wizja ta była tylko snem, a nie rzeczywistością, skąd wziął tą wizję „pastor”? Może też ze snu? Skąd wziął ją święty Jan? Może też ze snu? Jak każda wielka sztuka komiks ten przede wszystkim stawia pytania, a nie daje odpowiedzi. 
 

Nie wiem, po co istnieje ten komiks. Ma on charakter reklamy „Idź pod prąd”, ale jaki jest sens kupować gazetę, żeby zobaczyć reklamę czegoś, co już się kupiło i uwierzyć w coś, w co już się uwierzyło? Ktoś mi może powiedzieć „ale ty przecież przeczytałeś, choć nie wierzyłeś”. Tak, ale nie oszukujmy się, Gazeta Wyborcza to to nie jest, opiera się przede wszystkim na ludziach już bardzo przekonanych, którzy żeglują po prawicowych oceanach od dawna. Liczenie, że przekona się kogoś takim komiksem to jak chodzenie po ulicy i mówienie do każdej napotkanej kobiety „kocham cię”, licząc, że którejś się to spodoba. Jest to teoretycznie możliwe, ale mało prawdopodobne. 

korekta – Gabriela Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *