Czy PiS to jeszcze prawica?

Piotr Drabik/PiS/Wikimedia Commons/ CC-BY-2.0

Wielu ekspertów coraz śmielej wysnuwa tezę o powolnym odchodzeniu Prawa i Sprawiedliwości od założeń prawicowych. Należy rozpatrzeć tą sprawę pod kilkoma wybranymi aspektami. Artykuł jest opinią i nie ma na celu dezawuowania preferencji politycznych. 

9 czerwca 2001 roku odbyła się konwencja otwierająca kampanię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości. Już wówczas zapowiedziano, że partia braci Kaczyńskich będzie wierna ideałom prawicowym. „To nie może być zwycięstwo kolejnej politycznej spółki akcyjnej, to musi być zwycięstwo idei Polski prawej, sprawiedliwej i godnej” – powiedział na konwencji Jarosław Kaczyński. Owszem, w latach rządów Prawa i Sprawiedliwości obserwujemy rosnący fiskalizm, ograniczanie wolności jednostki, a także utylitarne zachowanie w stosunku do kwestii światopoglądowych, takich jak aborcja czy LGBT.  

Nowy program PiS z 2014 roku potwierdza fakt, iż wspólnota jest ważniejsza od jednostki, a więc widzimy tu nawiązanie do pewnego rodzaju kolektywizmu. Poniższy fragment z programu to potwierdza: „Byt jednostki jest zarówno indywidualny, jak i wspólnotowy. Każdy z nas może wykorzystać szczególny dar jakim jest intelekt i zdolność do tworzenia wyższych wartości jedynie, dzięki przynależności do wspólnot różnego rodzaju począwszy od rodziny i poprzez społeczności lokalne i zawodowe.”  

Dla prawicy poszanowanie własności prywatnej oraz ekonomiczna swoboda jednostki stanowią wartość nadrzędną. W przypadku działań rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego możemy zauważyć rosnącą ilość przepisów, utrudniających funkcjonowanie przedsiębiorcom, a więc tej grupy w społeczeństwie, która wykorzystuje swój potencjał i przedsiębiorczość.  

Według OECD Polska posiada jeden z najbardziej skomplikowanych systemów podatkowych i przepisów okołopodatkowych w Europie. Leksykon VAT w 1994r. liczył 408 stron, teraz liczy 2904. Trudno w takiej sytuacji mówić o możliwości swobodnego działania jednostki. Przedsiębiorca powinien zajmować się produkcją i usługami, a nie czytaniem leksykonów podatkowych. Ponadto, za kadencji PiS polska gospodarka jest najbardziej opodatkowana od 20 lat. Paradoksalnie, to rządy lewicy w latach 2001-2005 przyniosły Polsce największą obniżkę podatków. Według założeń prawicowych podatki powinny być niskie i proste. Natomiast, biorąc pod uwagę ostatnich sześć lat mieliśmy do czynienia z 45 podwyżkami podatków i opłat w ciągu ostatnich 6 lat.  

Brak poszanowania dla pracy obywatela widać w rosnących kosztach pracy. Składka ZUS wynosi 1457 zł miesięcznie i jest jedną z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Warto też dodać, iż Prawo i Sprawiedliwość dalej nie podwyższyło kwoty wolnej od podatku. Wynosi ona 3091 zł i jest drugą najniższą w Europie. Na dodatek według danych Eurostatu mamy do czynienia z największą od 20 lat galopującą inflacją. Te wszystkie dane jednoznacznie świadczą o tym, że PiS nie realizuje myśli wolnorynkowej, charakterystycznej dla partii mieniących się prawicowymi.  

Wreszcie długa lista programów socjalnych, które są kluczowe dla programu Prawa i Sprawiedliwości. Są motorem napędowym dla założeń i celów politycznych partii prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Program Rodzina 500+, 300+, 13, a w tym roku 14 emerytura, zamiast rozwiązań bardziej wolnorynkowych, chociażby likwidacji podatku dochodowego bądź wzrostu kwoty wolnej od podatku. PiS to legendarny Robin Hood, zabiera jednym, by dać innym. Socjalizm w pełnej krasie. Nie widać tutaj myśli prawicowej, może poza wsparciem rodziny, lecz o jakim wsparciu mówimy, gdy taktycznie środki socjalne są szybko poddane inflacji, koszty życia rosną, o długu publicznym na jednego mieszkańca nie mówiąc. Przynosi to w kontekście długofalowym bezowocne/ nieskuteczne efekty. Zamiast tego proponuje nam raczej państwo etatystyczne. Nie zmienił tego nowy program PiS, tzw. Nowy Ład, który proponuje podwyższyć podatek dochodowy dla działalności gospodarczej z 19 na 28%. Od wielu lat można zaobserwować narrację uderzającą w przedsiębiorców. Przedstawiani są oni jako jakaś grupa uprzywilejowanych osób, jak ci, z którymi należy walczyć, bo okradają państwo. Taka narracja pasuje do partii o charakterze lewicowym, a nie Sprawiedliwości. Sam fakt, iż program 500+ nie przynosi oczekiwanego wzrostu przyrostu naturalnego najlepiej świadczy o marnotrawieniu pieniędzy. 

Odchodząc od kwestii gospodarczych, warto też wspomnieć o ograniczeniach w wolności jednostek podczas lockdownu. Rzecz jasna okres pandemii był czasem wzmożonego ryzyka i sprawy ideologiczne schodziły na dalszy plan, ale nie brakowało sytuacji, w których w swoim działaniu rząd posuwał się mimo wszystko o krok za daleko i nieadekwatnie, ograniczając przy tym wiele wolności i swobód.  

Pierwsza z nich dotyczy sfery bardzo bliskiej prawicy, a więc roli religii. Podczas lockdownu w Święta Wielkanocne istniały ograniczenia dotyczące limitu wiernych w świątyniach.  Duża liczba osób nie mogła bezpośrednio uczestniczyć w mszach np. Podczas Triduum Paschalnego. Można więc mówić o uniemożliwieniu jednostce do swobodnego uczestnictwa w uroczystości religijnej.  

Praworządność, również podstawowa wartość w doktrynie prawicowej, została poddana próbie podczas lockdownu. Rozporządzenia z nowymi restrykcjami wprowadzano bez długiego vacatio legis, praktycznie na godzinę przed dniem, w którym miało zacząć obowiązywać.  podkreśla, że nie można ograniczyć swobody przemieszania się i innych konstytucyjnych praw oraz wolności poprzez rozporządzenie do ustawy covidowej. Wielu obywateli wygrywało procesy przed sądami administracyjnymi w sprawie anulowania mandatów wystawianych za łamanie obostrzeń. To najlepszy dowód na to, że idea praworządności, która powinna być fundamentem dla prawicy nie została po prostu realizowana.  

Dla prawicy rodzina to podstawowa komórka społeczeństwa, którą należy otoczyć szczególną troską. Zamknięte przedszkola i szkoły, nauka zdalna, pozbawienie możliwości zarabiania pieniędzy rodziców negatywnie wpłynęło na sytuację polskich rodzin. Dzieci pozbawione bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami były narażone na popadnięcie w depresję, zresztą potwierdzają to oficjalne statystyki.  

Warto zauważyć, że podejście PiS-u do kwestii światopoglądowych jest dosyć zachowawcze. Projekt „Zatrzymaj aborcję” zakładał zniesienie możliwości przerwania ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Podpisało się pod nim ponad 830 tys. obywateli i trafił do Sejmu jesienią 2017 r. Otóż, gdy w kwietniu 2020 roku w Sejmie rozpoczęto procedowanie obywatelskiego projektu ustawy zakazującej tzw. aborcji eugenicznej, to klub poselski PiS postąpił w iście machiawelicznym stylu, mianowicie, wszyscy posłowie partii rządzącej jak jeden mąż krytykowali „przemysł aborcyjny”, ganili taką postawę, przekonywali, że życie ludzkie posiada wartość nadrzędną. Można więc wywnioskować, że tak jak przystało na prawicę stoją na straży życia nienarodzonego.  

Warto jednak wyciągać wnioski na podstawie głosowań sejmowych. W omawianym przypadku mieliśmy do czynienia z dwoma. Pierwszy wniosek dotyczył natychmiastowego przejścia do drugiego czytania, natomiast drugi – skierowania projektu ustawy do komisji. Wniosek przyspieszający działania prowadzące do lepszej ochrony życia dzieci z wadami genetycznymi poparło 52 posłów z PiS, a 177 było przeciw. Gdyby górę wzięły przesłanki stricte światopoglądowe to przecież cały klub poselski Prawa i Sprawiedliwości powinien zagłosować za niezwłocznym przejściem do drugiego czytania. Zaważyły kwestie pragmatyzmu politycznego, gdyż temat aborcji wywołał sporo emocji i już samo procedowanie go wraz z kilkoma innymi obywatelskimi projektami ustaw miało za zadanie wyciszyć sprawę pandemii i lockdownu.  

Skierowanie do komisji, to de facto „zamrożenie” ustawy na kolejne miesiące, co zauważył Rzecznik Praw Dziecka: „Już raz był zamrożony. Coś wyjęte z zamrażarki potem jest nieświeże. Możecie zrobić to dzisiaj. Na pewno macie sumienie – i osoby wierzące, i nieposiadające tego daru, wszyscy macie sumienie. Ba – nawet jestem przekonany, że macie to sumienie bardzo czyste, w większości nieużywane, ale jeżeli już je użyjecie, szczególnie w czasie świąt, oktawy Wielkiej nocy, to spójrzcie na siebie – i dzisiaj wieczorem, i jutro rano, i zapytajcie, co zrobiliście z tym przepisem. Dzieckiem jest istota ludzka od poczęcia aż do 18. roku życia”.  

Apel RPD nie przekonał większości „prawicowych” posłów z PiS. Udowodnili, że ich przekonania światopoglądowe skierowane na prawicowe wartości ustąpiły na rzecz politycznego pragmatyzmu. PiS do tego stopnia bał się wzięcia odpowiedzialności za zakaz aborcji eugenicznej, że ostatecznie to Trybunał Konstytucyjny orzekł w tej sprawie.  

Przejdźmy do jednego z koalicjantów PiS, czyli Jarosława Gowina, bądź co bądź wicepremiera w rządzie Zjednoczonej Prawicy. Nie od dziś wiadomo, że jeśli mówimy o jakimkolwiek wyznawaniu określonego systemu wartości, to raczej nie powinniśmy wskazywać go jako przykład –  polityk z krwi i kości, który przez wielu komentatorów jest nazywany wręcz osobą bez kręgosłupa moralnego.  

Kwestia LGBT i praw mniejszości seksualnych z założenia zagraża tradycyjnemu modelowi rodziny proponowanego przez prawicę. Jeśli chodzi o Jarosława Gowina, to on proponował większą elastyczność w tej sprawie. Złożył on zaskakującą deklarację. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapowiedział, że będzie stawał w obronie „wolności słowa” zwolenników ideologii gender. Polityk mówił również, że Zjednoczona Prawica musi otworzyć się na wyborców o centrowych poglądach. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego stworzył taki mechanizm prawny, który chociażby spowodował ukaranie prof. Aleksandra Nalaskowskiego. Naukowiec opublikował na łamach tygodnika „Sieci” felieton, w którym niezwykle krytycznie ocenił działalność środowisk homoseksualnych i promujących ideologię LGBT. Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, na którym wykłada prof. Nalaskowski, zastosował wobec niego  karę zawieszenia.  

Należy zadać pytanie, czy minister w rządzie uważającym się za prawicowy powinien dopuszczać do tego, że za wyrażanie prawicowych poglądów grożą różnego rodzaju sankcje? Czy nie powinien raczej skupić się na tym by środowiska lewicowe nie zdominowały i nie narzucały własnego stanowiska? Sam polityk zdaje się bagatelizować przypadki cenzury na prawicowych aktywistach. W tym samym felietonie napisał: „Ile przez ostatnie cztery lata było przypadków podobnych do sytuacji prof. Nalaskowskiego? Dosłownie kilka. Gdzieś odwołano wykład wybitnej uczonej, która broni życia, gdzieś jakieś spotkanie z prawicowym politykiem organizowane przez studentów. Powinniśmy strzec się generalizacji w rodzaju frazy o „lewicowych uniwersytetach”.  

Nawet jeśli było tylko kilka takich przypadków, to Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w rządzie prawicowym powinien zaprotestować albo chociaż wyrazić ubolewanie. Tymczasem mamy do czynienia z próbą bagatelizowania problemu. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość tak zaciekle broniło wartości prawicowych, to takie zachowanie powinno ciągnąć za sobą konsekwencje polityczne. Znów jednak wygrał pragmatyzm, bo Zjednoczona Prawica bez posłów Jarosława Gowina nie będzie stanowiła większości parlamentarnej. 

Reasumując, identyfikacja PiS z prawicą powinna mieć już raczej charakter pejoratywny. W praktyce PiS wykorzystuje ideały prawicowe do prowadzenia polityki, mającej na celu wyciszanie innych, niewygodnych spraw. Przede wszystkim w gospodarce widzimy największe odejście od prostych i niskich podatków, a nawet równych. Mamy za to ewaluowanie w kierunku państwa opiekuńczego. 

Korekta: Martyna Kaczmarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *