Severus Snape idzie na piwo

Czyż jest coś bardziej nieskomplikowanego w opisie i zrozumieniu niż zwykłe wyjście z kolegami na piwo. Kolejny prosty zabieg socjalizacyjny. Przy butelce wymieniamy się problemami, żartujemy, zawieramy znajomości. Działamy razem, bo przecież zwykły obserwator takiej sceny może stwierdzić: koledzy wyszli na piwo. Ale może też powiedzieć, hultaje uciekli ze szkoły i teraz piją po kontach i zaułkach. Czy więc ja jako jednostka muszę lubić tę prostą czynność? Czy ja miałem z kim iść na to piwo? Czy było warto? A może ta mała forma buntu jak pójście z kolegami, zamiast na rozpoczęcie roku szkolnego oznaczałaby moje wewnętrzne połamanie, byłaby przekroczeniem zasad, w które wierzę i naruszeniem całego systemu, który mizernie budowałem? 

Większości z nas bardzo łatwo będzie identyfikować się z tytułowym Severusem Snape’em. Jako małe dziecko odkrył on w sobie rzadki talent magiczny. Lecz jak to zwykle bywa środowisko, w którym wyrastał, nie zrozumiało jego zdolności. Przez to chłopiec był odizolowany od reszty społeczeństwa, wyalienowany, pozbawiony nauki zachowań społecznych i czysto ludzkich. A przecież gdyby znalazł dwóch, trzech kolegów, może jedną, dwie koleżanki i poszedł z nimi na piwo, byłby innym człowiekiem. On za to znajduje jedną przyjaciółkę Lilth Evans, z którą może okazać całego siebie. Wyjawić kim jest, pokazać swoje predyspozycje i talenty. Severus znajduje jedyną osobę, z którą może być szczery i którą darzy uczuciem. Jednak w wyniku splotu późniejszych wydarzeń bohater traci ukochaną. Prześladowany przez innych, dręczony przez własne demony staje się człowiekiem samotnym i zgorzkniałym. 

Trudne pytania 

Czy jednak my sami nie znamy wielu osób samotnych, pozbawionych daru przyjaźni? Czy my sami nie byliśmy lub nie jesteśmy samotni? Czy odkrywszy w sobie talenty, swoją pasję, nie znajdujemy towarzystwa innych ludzi? 

A co, jeśli jesteśmy jednostką ponadprzeciętną? Lub zupełnie odwrotnie: jednostką ze wszech miar poniżej przeciętności? Co, jeśli śmiejemy się z tego czego inni nie dostrzegają lub widzimy to czego pozornie nie ma? A jeśli nawet jesteśmy inni? To co? A jak ktoś jest filozofem i takie ma podejście do życia? Taka osoba zadaje trudne pytania i wymaga trudnych odpowiedzi. Doszukuje się głębszego sensu, innego znaczenia w zwykłych prostych czynnościach. Ot zwykłe wyjście na piwo. Ty widzisz alkohol, a taka jednostka już filozofuje. Odnajduje sens socjalizacyjny, społeczny i czysto ludzki w tej prostej czynności. Dla takiej osoby piwo nie ma wymiernej wartości użytkowej, lecz wartość umysłową, ideową będącą pożywką dla myślenia i wyciągania wniosków. 

Z filozoficznego i rodzicielskiego punktu widzenia 

Z kolei Protagoras z Abdery powiedział, Człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Znaczy to tyle, że dla każdego człowieka jego poglądy i doznania są prawdziwe, realne. Idąc dalej tym tropem,możemy dojść do wniosku, że taka prosta rzecz jak alkohol nie stanowi dla kogoś wymiernej wartości. Mądrość tych słów nie oznacza jednak, że zwykli ludzie kupujący puszkę piwa lub alkoholicy nie mają słuszności w pożądaniu jej zawartości butelki. Dla nich brązowawy płyn oznacza realne doznania smakowe, zapachowe, a wreszcie uczuciowe. Daje szczęście, rozkosz. Umożliwia uderzenie endorfin do mózgu. Skoro więc obie te osoby mają rację, czy więc nie wystarczy zwykła tolerancja i zrozumienie, aby uszanować obie strony i móc przejść po prostu do porządku dziennego? 

Omówmy jeszcze rolę wychowania i zachowań rodziców w procesie dorastania i kształtowania dziecka. Powszechnie wiadomo, że dzieci naśladują rodziców. Uczą się od starszych chodzić i mówić. Potem przejmują od dorosłych inne bardziej skomplikowane czynności: czytanie, chodzenie do Kościoła oraz myślenie. W tym sensie także nawyki: przeklinania, palenia papierosów, picia alkoholu czy nawet niewierności. Idąc jeszcze dalej, zrozumiemy, że dla człowieka, który wychował się w domu, w którym nie pito, czy też nie palono papierosów, takie czynności będą obce lub co najmniej niezrozumiałe. Osoba, o której myślę, nie odnajduje sensu w tych prostych czynnościach. Nie zna ich znaczenia dla osoby, która ma w tej kwestii zupełnie inne zdanie lub nie umie się bez nich obyć. 

      Spójrzmy jeszcze na inną kwestię. Co, jeśli danemu człowiekowi zaszczepiono takie wartości jak posłuszeństwo, uporządkowanie, unikanie nałogów. Przekazano ambicje, wolę kształcenia się i rozwoju. Taka osoba zbudowała sobie system wartości i wytyczyła ścieżkę, którą chce podążać. Czy więc namawianie jej do spróbowania alkoholu, zapalenia jednego papierosa, czy wzięcia narkotyku, nie będzie stało w sprzeczności z jej przekonaniami i powodowały u niej rozterek i wewnętrznego rozdarcia? Czy taka osoba nie będzie musiała dokonać wyboru: przyjaciele i znajomi lub rozwój i kształtowanie się? Teraźniejszość lub przyszłość? 

     Czy możemy więc zrozumieć drugiego człowieka? Czy mamy prawo się z nim utożsamiać? Czy my sami zrozumiemy kiedyś co to samotność i wyobcowanie? Bo przecież każdy człowiek tworzy swój świat, w którym żyje i przebywa, który pieczołowicie buduje i ulepsza, przez co nie zawsze chce wpuścić do tego świata innych ludzi lub zmienić jakiś jego element pod wpływem drugiej osoby.   

Korekta: Magdalena Sadłowska 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *