polformance

„Jak będzie w kałamarzu?” Czy dobre? Czy dostatecznie dobre? Czy idea dostatecznie trafna?

Jak będzie w kałamarzu” to pierwszy zbiór poezji analogowej, wydany przez Ruch Odrodzenia Poezji Analogowej, o którym pisałem już w jednym ze swoich wcześniejszych artykułów. Już od dłuższego czasu interesowało mnie jego powstanie. Niewiele w istocie wiem o Ruchu i jego intencjach, ale wiem, że jest on krytyczny w stosunku do współczesnej polskiej poezji i chce postulować coś innego, więc już z tego samego względu się zainteresowałem. Nie mogę powiedzieć, żebym się zgadzał w stu procentach z tym, co widziałem na fanpejdżu grupy, ale jednak byłem i jestem pozytywnie nastawiony i chciałem zrecenzować ten tomik, żeby też dać odrobinę rozgłosu ich działaniom. 

W sumie jestem miło zaskoczony. Mamy tu wiersze o różnym charakterze, bo i też tomik ten był tworzony przez wielu ludzi. Nie jest to spójny zbiór – jedne wiersze są gorsze, drugie lepsze, trzeba przyznać jednak, że są tu ciekawe obrazy i ciekawe myśli. Publikacja ta skłoniła mnie też to rozważań nad poezją jako taką i chyba o to też chodziło i to samo w sobie można też policzyć jako plus. Traktuje ona w dużej mierze o poezji jako takiej, wiele wierszy ma tu meta-poetycki charakter, a inne, choć nie odnoszą się wprost do tego zagadnienia robią to przez samą formę. Szczególnie mnie poruszył wiersz pt. “Ars poetica”, dlatego to właśnie od niego zaczniemy i właśnie na nim się skupimy, można go bowiem chyba uznać za pewien ideowy symbol przyświecający powstaniu tego tomiku. 

Jest to ostatni wiersz w kompilacji, wchodzi on też trochę na moje podwórko jako filologa klasycznego, dlatego przede wszystkim na niego muszę odpowiedzieć. Nie powiedziałbym, że poezja była dla Greków bardziej rzemiosłem niż sztuką. Nie ma to zbytnio sensu, ponieważ jeśli coś było dla Greków sztuką to właśnie poezja, nie dało się pójść wyżej, nie było nic co bardziej kojarzyło by się ze sztuką. Z postrzeganiem starożytności wiąże się bardzo często to przekonanie o takim absolutnym, rzemieślniczym postrzeganiu sztuki, ale wydaje mi się to przesadą i trochę chęcią wykorzystywania starożytności do forsowania własnych idei bez faktycznej znajomości epoki. 

Z poezją bardziej wiązała się jednak wizja artysty, natchnionego człowieka, względnie można powiedzieć barda, jeśli będziemy mówić o takim na przykład Anakreoncie, oczywiście nie w średniowiecznym znaczeniu tego słowa, ale jednak jako kogoś kto jest na dworze, śpiewa, imprezuje, robi rzeczy tego typu. Tragików postrzegano raczej jako filozofów, intelektualny aspekt był tu bardzo ważny, patrzono na nich jako na mędrców, wyrażających głębię ludzkiej natury, względnie na ludzi, którzy łamią uświęcony ład społeczny (jak było w przypadku Eurypidesa). Nigdzie natomiast nie postrzegano poety jak rzemieślnika, Grecy wysoko stawiali poezję, poeci byli tam bardzo szanowani. 

Inaczej było u Rzymian, którzy przez dłuższy czas nie mieli zrozumienia dla liryki i stawiali na poezję epicką. Nawet tam jednak poeta był przede wszystkim artystą, czy to jeśli był człowiekiem opiewającym wielkie dokonania Rzymu (jak Wergiliusz czy przede wszystkim Enniusz) czy nawet jeśli był fircykiem piszącym o seksie i alkoholu (Katullus, Owidiusz). 

Na pewno dla Greków poezja nie była bardziej rzemiosłem i sztuką. Jeśli ktoś uważa inaczej niech zada sobie pytanie „co było dla Greków bardziej sztuką niż rzemiosłem? Czy istnieje taka rzecz?”. Takie myślenie zdradza pewną ignorancję. Trzeba pamiętać, że jesteśmy znacznie bogatsi od Greków, jeśli chodzi o postrzeganie sztuki czy w ogóle całą warstwę intelektualną. Grecy nie posiadali wielu terminów, wiele idei postrzegali natomiast bardziej dosłownie i przyziemnie. To co dla nas jest terminem filozoficznym, za którym stoi cała głębia wieków myśli, dla Greków często było po prostu zwyczajnym rzeczownikiem, który był im potrzebny do opisania jakiegoś zjawiska. Na przykład takie „ontos” to dla nas nie wiadomo co, ale dla Greków był to po prostu imiesłów od czasownika „być”. Poza tym Grecy posiadali często dosyć powierzchowne rozumienie pewnych zjawisk, i tak na pewno jest, jeśli chodzi o sztukę, działali oni często intuicyjnie, często też starożytne zasady, które dla nas wydają czymś nieprzekraczalnym nie były aż tak ściśle przestrzegane. 

Łatwo ulec w myśleniu o Grekach ciasnej wizji wytworzonej przez własną wyobraźnię a nie dostrzegać skomplikowania i różnorodności tego świata. Wizja tych czczących rzemiosło za wszelką cenę ludzi jest raczej kreacją naszej fantazji niż czymś realnym, rzeczywistość była dużo bardziej skomplikowana. W rzeczywistości starożytna sztuka była bardzo kolorowa i intensywna, tragedie greckie były pełne ostrej, psychodelicznej niemal muzyki, samo doświadczenie ich oglądania było dla widzów bardzo emocjonalnym doświadczeniem. 

Tak samo jest z umiłowaniem kolorów przez starożytnych. Starożytne miasta były bardzo kolorowe a Grecy powszechnie wieszali obrazy na ścianach. Do tego jeszcze uwielbiano w starożytności intensywne zapachy, których obrzędy religijne były pełne. Miasta pełne były wydarzeń sportowych, religijnych, czy powiedzmy kulturalnych, które wzbudzały ogromne emocje i doprowadzały nie raz nawet do zamieszek. Tak więc jeśli postawimy w tym świetle na przykład starożytną filozofię, miłującą spokój i równowagę, widzimy, że nie wyrażała ona sposobu życia, jaki ludzie prowadzili, ale raczej była idylliczną fantazją, dotyczącą ucieczki od permanentnej walki i intensywności codziennego doświadczenia. I tak też też na przykład tragedia grecka, jeśli uwzględnimy sposób w jaki była wystawiana, jawi się raczej jako natchniona, mroczna wizja niż jakaś spokojna rzemieślnicza spekulacja. 

Ta cała tyrada nie jest bez znaczenia dla mojej recenzji. Pokazuje ona pewną płytkość z jaką ludzie podchodzą do postrzegania przede wszystkim poezji, ale również sztuki jako takiej. Ludzie narzucają swoje wyobrażenie, które często jest wytworem wyobraźni, i które jest podsycane niewielką wiedzą. Jest to równie bardzo obecne u „współczesnych”, uznanych poetów. Moja wypowiedź może wydawać się bardzo negatywna, wobec tego zbioru, ale nie mówię tego wszystkiego by kogoś niszczyć, wchodzę raczej w polemikę, którą uważam za wyraz szacunku, jak już powiedziałem wcześniej, sam zbiór jako taki postrzegam bardzo pozytywnie. 

Niemniej to jest problem, który bardzo mnie nurtuje. Bardzo często w wierszach w tym zbiorze pojawiają się odniesienia do „dawnych mistrzów” malarstwa. Malarstwo holenderskie jest fetyszem ludzi nastawionych klasycznie, ale czy faktycznie tak bardzo się im podoba? Jest zdecydowanie ładne, ale czy faktycznie porywające dla danego widza jako wyraz pewnych emocji? Wysławianie rzemiosła wydaje mi się być wskazaniem, że faktycznie często ludzie sławiący te obrazy wcale ich tak bardzo nie lubią. Chwalą oni bowiem powierzchowną warstwę, ale nie to, co czyni je wielkimi dziełami sztuki. Weźmy za przykład wspaniały autoportret Jana van Eycka. Można wychwalać tutaj rzemiosło i to, jak realistycznie wygląda ta twarz, ale czym w takim wypadku różni się ten obraz od choćby paskudnych malowidełek Alma-Tademy? Nie tym, że ta tkanina na głowie jest realistycznie namalowana, ale subtelnymi cechami samego malarstwa, sztuką i emocjami, w gruncie rzeczy w swojej istocie piękno van Eycka nie jest odległe od piękna Jacksona Pollocka, to tylko pozory robią różnicę, te obrazy są w gruncie rzeczy takie same. 

I to jest uniwersalny problem łączący wszystkie strony artystycznego konfliktu – sztuka to sztuka, nie wiadomo czym jest, ale czuje się ją, jeśli jest na miejscu. Rzemiosło jest narzędziem sztuki, ale rzemiosło samo w sobie nie jest interesującą rzeczą do skupiania się. Jest to jałowy temat i mówię to jako człowiek, który dużo czasu strawił na tym zagadnieniu. I nie jest to też krytyka poezji analogowej, ponieważ w gruncie rzeczy taki Dominik Bielecki czy Karol Maliszewski cierpią na ten sam problem, choć może nie zdają sobie z tego sprawy. 

Tym problemem jest brak idei, którą chce się wyrazić. Czytając te wiersze doszedłem do wniosku na czym polega problem współczesnej polskiej poezji – poezja ta nie ma czego wyrażać. Przez to właśnie poeci giną w miałkich rozważaniach na tematy, które nikogo nie obchodzą. 

Romantyzm nie był ruchem abstrakcyjnym, ale odpowiedzią na doświadczenia i pragnienia epoki. Młodzi ludzie głodzili się i ubierali, by upodobnić się do Byrona, ich wiersze o kwiatkach, które często mogą wydać się przestarzałe dla współczesnego odbiorcy były czymś, co wynikało z wyznawanej przez nich wizji życia. Dla współczesnego odbiorcy wiele tych obrazów wyda się przestarzałe, bo były związane stricte z warunkami tamtej epoki i nie jest samo w sobie to nic złego. Są rzeczy ponadczasowe, a są rzeczy interesujące właśnie przez ich związek z danymi czasami. To, że coś nie jest ponadczasowe nie znaczy jeszcze, że jest złe jako sztuka. 

Współczesna poezja nie ma natomiast co powiedzieć, nie ma czegoś takiego jak ruch beatników, nie ma idei życia i twórczości, która napędzałaby ludzi. Widzimy miałkie rozważania Bieleckich tego świata o tym, jak „kapitalizm jest zły”, ale nie kryje się za tym prawdziwa emocja ani chęć zmiany, nie ma o czym mówić i nie ma za czym iść. Jak ludzie mają czytać poezję, skoro jest nieciekawa? Przeczytałem mnóstwo poezji, czytam ją codziennie, czytam kilkusetstronicowe wydania od deski do deski, ale nie obchodzi mnie co pisze Dominik Bielecki, nic nie przyciąga mnie do jego rozważań. 

Tutaj mamy podobny problem, z tym, że cenię szczerość i brak tego marnego cynizmu i ironii, na które trafiałem w przeczytanych dotąd przeze mnie zbiorach. Ludzie chcą tu wyrazić pewne treści, jakieś konkretne idee i to naprawdę poprawia sytuację. Ciekawy na przykład jest „Czyściec filozofów”, nie podobał mi się pod względem formy, suchy i herbertowski, ale mimo to idea była bardzo interesująca, naprawdę ciekawa myśl, z tego samego podobał mi się ten wiersz i dosyć dobrze go zapamiętałem. 

Wiem, że nie taki był cel tego wydania, więc nikogo tu nie winię, ale tutaj problemem jest fakt, że nie ma tu nowej formy. Jest sam fakt pewnego buntu przeciwko temu, co jest ustalone i to się ceni, ale nie mamy przy tym nic nowego, zarówno, jeśli chodzi o formę, jak i treść. I tu nie chodzi o to, że forma tych wierszy jest przestarzała, bo według mnie nie jest, ale o to, że w swoim rdzeniu wyrażają to samo, co już widzieliśmy i wciąż widzimy. Wiersz „EXEGI SHITPOSTUM AERER PERNNIUS” poza rymami nie różni się tak bardzo od tego, co możemy przeczytać w książkach poetyckich obecnie – mamy ironię i mamy kąśliwość. Nie jest to zresztą zły wiersz, jest coś fajnego akurat w tej ironii, ale jednak nie wystarczy ubrać ironii w rymy, żeby odróżnić się formą. Nie wystarczy pisać inaczej, trzeba jeszcze myśleć inaczej. To, co oddziela wiersz uznawany obecnie za przestarzały od tego, który za przestarzały uważany nie jest, są tak naprawdę myśli i wizje jakie zawiera, nie to, czy jest rymowany czy nie. Czytałem kiedyś wiersz Jacka Dehnela, był napisany trzynastozgłoskowcem, ale co z tego, co to wnosi? 

Oczywiście wiersze tutaj nie są takie jak wiersze Jacka Dehnela, mimo wszystko autorzy odróżniają się i stosują inne podejście, ale zbiór ten nie jest jeszcze rewolucją. Doskonale wiem, że nie miał być, że jest czymś swobodnym, ale przecież ostatecznie chodzi o to, żeby zrobić rewolucję, więc ja mówię czego mi do rewolucji potrzeba. Zbiór jako całość nie jest zły, na pewno nie jest gorszy od takiego Dominika Bieleckiego czy Rafała Różewicza, więc jeśli macie wybierać, czy wydać pieniądze czy przeczytać za darmo to – lepiej przeczytać to. Nie tylko nie będzie się mieć gorszego doświadczenia, ale jednocześnie udzieleniem swojej uwagi wspomoże, może niewielki, ale jednak jakiś kroczek w dyskusji. 

korekta – Kacper Beda

4 thoughts on “„Jak będzie w kałamarzu?” Czy dobre? Czy dostatecznie dobre? Czy idea dostatecznie trafna?

  1. Szanowny autorze! Jestem zdzwiony – a może i schlebiony zarazem – tym, że z całego zbioru postanowił Pan odnieść się wyłącznie do moich wierszy; może to świadectwo, że pomimo ich niedomogów, jakoś szczególniej zapadają w pamięć. Tym bardziej jednak czuję się zobligowany do odpowiedzenia pokrótce na postawione mi zarzuty.
    Wyciągnął Pan z kilku właściwie wersów bardzo daleko idące wnioski. Nie wiem, czym dałem Panu asumpt do stwierdzenia u mnie powierzchownej wyłącznie fascynacji malarstwem Holendrów; wers, który (jak mniemam) powiódł Pana do takiej konkluzji: “odtwarzać [świat] z posłuchem pędzla Holendrów” to w oczywisty sposób m e t a f o r a, sensem której nie jest jakaś idealizacja – czy nawet idolizacja – techniki, metody, rzemiosła tychże malarzy – ale właśnie zwrócenie uwagi na to, że ich obrazy na jakimś głębszym poziomie mówią coś prawdziwego o świecie. Słowem, chodzi właśnie o te “subtelne cechy malarstwa”, o których Pan mówi, a nie pedanterię pędzla.
    Kolejna – zaś chronologicznie pierwsza – rzecz, o którą Pan mnie pomawia, to niezrozumienie kultury Greków. Naturalnie nie jestem w tej materii takim jak Pan ekspertem, ale uważam, że stawiany mi zarzut posługiwania się stereotypem jest niesłuszny. Poesis znaczyło w grece po prostu “robić” – nie żadne wyrafinowane “tworzyć” – i choćby z tego faktu filologicznego można wyciągnąć ciekawy wniosek, że praca poetycka nie była wówczas obciążona takim egzotycznym patosem, jakim jest dzisiaj – właśnie dlatego, że słowo “poezja” była dla Greków pojęciem własnym, a dla nas – importowanym ze starożytnego języka. Co za oczywista analogia z przytoczonym przez Pana przykładem bytu! Obserwacja ta z resztą nie jest moją własną, i przepisując ją na język wiersza nie zrobiłem właściwie nic oryginalnego; jest to pogląd, który przyswoiłem sobie z esejów Zygmunta Kubiaka, którego Pan, jako filolog, z pewnością czytał. Nawet jeśli z resztą wers ten wykazał się jakąś dozą nieścisłości czy uproszczenia, to nie uprawnia on moim zdaniem do posądzania jego autora o tak szeroko zakrojone dyletanctwo, jak Pan to zrobił. Odnoszę wrażenie że stworzył Pan sobie pewien obraz mojej osoby – typowo lekkomyślnego wierszoklety – i obraz ten postanowił uszczypnąć. Dlatego też ostatecznie nie żywię nawet do Pana urazy, skoro odnosił się Pan widocznie nie do mnie, a do chimery. Za tego rodzaju chimeryczny zarzut muszę też uznać to, co Pan pisał o braku politycznego czy społecznego zaangażowania dzisiejszych poetów, ponieważ w tej kwestii także nie posiada Pan informacji co do autorów wierszy publikowanych w ramach zbioru. Rozumiem jednak, że była to uwaga natury ogólnej, dlatego może w ogóle nie wypada mi się do niej odnosić.
    Wreszcie, wydaje mi się, że doszło do jakiegoś gruntownego nieporozumienia w interpretacji ostatniego wspomnianego przez Pana wiersza. Tym co odróżnia “Exegi shitpostum…” od wydawanej poezji współczesnej jest to, że o ile ta druga pluje ironią i kwasem niejako “na zewnątrz”, tj. w kierunku świata, literatury, jej instytucji i jej świętości – o tyle mój wiersz jest skierowany do mnie samego. To ja przecież jestem tym “poetą ubocznego nurtu / drugiego rzędu / trzeciej sławy”! Jeżeli Pan nie odczytał tego wiersza jako autoironii, jako “zdrady autora na samym sobie” – to nie dziwi mnie, że musiał Pan uznać go za kąśliwy. Taka jego interpretacja mija się jednak nie tylko z intencją, ale i sensem wiersza. Oczywiście, uniwersalizuje on pewnie cechy, nie obśmiewa personalnie mnie samego, ale pewną jednostkę ludzką, jaką reprezentuję – owszem.
    Na zakończenie dodam, że (chyba nie tylko we własnym imieniu) wypada mi podziękować za zainteresowanie się tomikiem, przeczytanie i zrecenzowanie zbioru. Może właśnie to, czego brakuje polskiej poezji, to większa legitymizacja jej nurtu internetowego, żyjącego własnym życiem, i nie podpiętego do subwencyjnej kroplówki. Nie jestem w stanie wypowiadać się w imieniu Ruchu Poezji Analogowej, którego nie jestem częścią – ale na pewno jako osoba pisząca w tym drugim obiegu czuję się niejako nobilitowany tą publikacją, i mam nadzieję, że nie poczyta mi Pan za faux pas tej na nią repliki.
    Z wyrazami szacunku,
    Filip Leon Brawata

    1. Proszę nie brać do siebie moich słów. Może nie wyważyłem dostatecznie dobrze moich słów i moja wypowiedź może się wydać za bardzo bezpośrednim atakiem na pana wiersz. Nie postrzegam pana w żaden sposób, nie znam pana ani pańskiej twórczości dostatecznie dobrze i nie lubię wyciągać o kimkolwiek wniosków na temat skrawka tekstu jaki widziałem. Chodziło mi raczej o wejście w polemikę z pewną ideą, którą widzę, pański wiersz stał się tutaj pewnym punktem odniesienia. Poczułem, że ten wiersz wyraża myśli, które widziałem w wielu miejscach dlatego właśnie postanowiłem tak szczegółowo się do niego odnieść. Nie patrzyłem na autorów, ale czytałem ten zbiór jako całość. Myślę, że powinienem to zaznaczyć, a tak odniósł pan wrażenie, że chcę go zniszczyć jako autora, jest nie prawdą, nie mam do pana ani tego wiersza tak naprawdę żadnych negatywnych emocji. Ja też zresztą myślałem chyba przez pewien czas w ten sposób, nie jest grzechem tak myśleć, polemizuję z ideą a nie bezpośrednio z panem.

      Co do „Exegi shitpostum…” wydaje mi się, że mimo wszystko generalnie miałem rację, co nie jest jednak tak naprawdę zarzutem. Chodziło mi raczej o szerszy problem formy, idei wykraczającej szerzej, szerszej wizji tworzenia i myślenia niż o robienie zarzutu temu konkretnemu wierszowi, szczególnie, że całkiem mi się podobał, czy jeśli się go potraktuje jako ironiczny czy jako autoironiczny.

      Dziękuję za odpowiedź, mi również zależy na zainteresowaniu i opiniach innych ludzi. W swoim tekście chciałem uniknąć trendu, jaki widzę u recenzentów, którzy słodzą wszystkiemu co widzą, bo nie wypada zrobić komuś przykrości. Uważam, że to jest większa obraza nawet od słów krytyki, ponieważ traktuje twórcę jako małe dziecko, które trzeba tylko klepać po główce i jako coś co odbiera powagę poezji. Chciałem potraktować ten zbiór poważnie i dorzucić kilka słów w dyskusji. Może mój tekst wydaje się z mojej winy bardziej ostry niż jest w rzeczywistości, mam bardzo dobre odczucia wobec tego zbioru, a przede wszystkim do intencji, które za nimi stoją.

      Jeśli chodzi o poezję w Grecji to jednak będę obstawał przy swoim. Mój pogląd wyciągnąłem ze starożytnych tekstów, nie spotkałem się z postrzeganiem poety jako rzemieślnika, jednak bliższy był zawsze jednak ten patetyczny obraz natchnionego męża, który żyje w swoim świecie,
      ewentualnie mędrca, filozofa, ewentualnie politycznego myśliciela, który poucza naród, rzeczy tego typu. Poezja była związana z Apollem, który miał dosyć mistyczny charakter, był związany z wróżeniem, Pytia dawała wróżby wierszem. Już na przykład u Owidiusza Apollo utożsamiany jest z Heliosem. Można by tu rozważać wiele aspektów, ale rzeczywistość jest tu bardziej skomplikowana jak się wejdzie głębiej.

      1. Nie czuję się ani personalnie zaatakowany, ani nie mam Panu za złe krytycznego podejścia. Odniosłem jedynie wrażenie, że raczej niż do samej treści wiersza, odnosi się Pan do wyobrażenia o ich autorze – i tego wyłącznie dotyczył mój komentarz.
        Wracając do kwestii Greków, myślę że zamieszanie wynika tu z różnych znaczeń pojęcia sztuki, jakie przyjmowało ono na przestrzeni wieków. Będę trzymał się tezy, że w tamtych czasach była ona czymś “bliżej życia” niż teraz – i myślę że Pan ten wniosek nawet swoiście potwierdza, pisząc o tym, że Grecy wieszali obrazy na ścianach swoich domostw, a ich miasta były pełne wydarzeń kulturalnych i obrzędów. Przez stwierdzenie “była dla nich bardziej rzemiosłem niż sztuką” nie miałem intencji degradowania poezji, czy wskazywania, że Grecy nie mieli dla niej szacunku, traktując ją na równi z bednarstwem. Być może jaśniej wyraziłbym swoją myśl, gdybym napisał: “która dla Greków była raczej sztuką niż Sztuką” – bo jej istotą jest wyłącznie to, że dla Greków obcowanie z pięknem było czymś zwyczajnym, mniej ceremonialnym niż teraz. I że rolą poety nie powinno być zamykać się w swojej wieży z kości słoniowej, ale być blisko ludzi, w każdym sensie, jaki może mieć to wyrażenie.

        1. Jeśli spojrzy się z tego punktu widzenia to zdecydowanie racja. Zdecydowanie sztuka była wtedy bliższa życia. Nie słyszałem, żeby w zasadzie była w jakikolwiek sposób oddzielona wtedy od ludzi. Tragedie były bardzo popularne wśród ateńczyków, znali oni duże ich fragmenty na pamięć. Raczej nie tyle poezja była czymś mniejszym co nie mieli oni strachu przed kontaktem z nią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *