polformance

Siatkarski roller coaster. Polacy na Igrzyskach Olimpijskich

Fot. fivb.org

Po meczu ćwierćfinałowym i przegranej z Francją minęło trochę czasu, a co za tym idzie, emocje wśród kibiców powoli opadają. Przez panującą pandemię koronawirusa i związaną z nimi procedurami Igrzysk Olimpijskich, Polacy już dzień po porażce musieli wrócić do kraju. Zakończenie olimpiady na poziomie ćwierćfinału jest już faktem, choć jeszcze przed igrzyskami podopieczni Vitala Heynena nie myśleli o niczym innym niż podium.  

Igrzyska Olimpijskie to sportowe spełnienie każdego zawodnika. Nic dziwnego, że niektórzy z nich poświęcają wszystko, aby móc na nich wystąpić. Szokujące są słowa Piotra Małachowskiego, który mówi, że dopiero po zakończeniu kariery, przewidzianym na wrzesień tego roku, będzie miał czas rzeczywiście poznać swoją rodzinę. Pokazuje to wyrzeczenia, jakich musi się dopuścić sportowiec walczący o te najwyższe cele.  

Dwukrotni mistrzowie świata bez podium olimpijskiego  

Wysokie oczekiwania na pewno miał każdy fan siatkówki wobec reprezentantów Polski. Przed IO nikt nie spodziewał się, że siatkarze odpadną już w ćwierćfinale. Oprócz wielu sukcesów na wcześniejszych zawodach, w tym chociażby na tegorocznej lidze światowej (2 miejsce), optymizmem napawały wypowiedzi samych siatkarzy. Michał Kubiak, Fabian Drzyzga, a nawet sam selekcjoner Polski nie wspominał o niczym innym niż olimpijskie podium. Po meczu z Francją i przegranej 2:3 przyszedł jedynie żal i rozgoryczenie. Złą przesłanką i sprowadzeniem na ziemię był pierwszy, przegrany mecz również w tie breaku z Iranem. Brak kapitana na boisku i chwiejna gra reprezentantów Polski nie napawała optymizmem. Po porażce przyszedł czas na same zwycięstwa, które ponownie dały powód do nadziei aż do meczu ćwierćfinałowego, w którym siatkarze Vitala Heynena odpadli.  

Klęska urodzaju 

Fot. Leszek Szymański  /PAP

Cofnijmy się do początków, do selekcji składu, który pojechał ostatecznie do Tokio walczyć o medale. Na Lidze Narodów (kiedyś Lidze Światowej) pojawiło się osiemnastu zawodników, z których tylko dwunastu dostało powołanie na Igrzyska. Wydawać by się mogło, że wybór jest prosty i eliminacja sześciu zawodników nie jest niczym trudnym. Być może dla innych reprezentacji wybór był łatwy. Świadczy o tym chociażby fakt, że selekcjonerzy niektórych drużyn już przed LN odkryli karty i olimpijskie dwunastki poznaliśmy na dwa miesiące przed Tokio. Jednak dla Heynena selekcja dwunastu zawodników nie była łatwym orzechem do zgryzienia. Ostateczny wynik Ligi Narodów i predyspozycja każdego z zawodników nie pomagała w podjęciu decyzji i ostatnia z nich o wyborze libero została ogłoszona po finałowym meczu. Pierwszym zaskoczeniem był brak Karola Kłosa w składzie, który jest jednym z najbardziej doświadczonych i utytułowanych środkowych w Polsce. Na IO polecieli Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek i najmłodszy ze wszystkich Jakub Kochanowski. Nie wspominałabym o wieku, gdyby nie to, że w swoich pierwszych wywiadach Vital Heynen pieczołowicie wskazywał, że wiek i doświadczenie to główne kryterium do wyboru reprezentanta na Igrzyska Olimpijskie. Kolejnym podobnym przypadkiem było zrezygnowanie z Bartosza Bednorza, który w porównaniu z wybranym Kamilem Semeniukiem wygrywa według pierwotnych założeń selekcjonera. Bez echa nie obeszło się także zwlekanie z pozycją na libero. Dopiero po finale z Brazylią to Paweł Zatorski zamknął ostateczny skład do Tokio.  

Teraz, po zakończeniu przez siatkarzy IO możemy stwierdzić, że to właśnie na przyjęciu i środku tkwił nasz problem. Czy inne wybory Vitala Heynena mogłyby sprawić, że losy siatkarzy potoczyłyby się inaczej? Być może. Czy gdyby Igrzyska odbyły się zgodnie z planem w 2020 roku, to olimpijski skład wyglądałby inaczej? Na pewno. 

Oczekiwania kontra rzeczywistość 

Wydawać by się mogło, że z takim składem powinniśmy zakończyć Igrzyska na podium. To właśnie tak szeroki skład i obecność w nim Wilfredo Leona napawała entuzjazmem zarówno kibiców, jak i samych reprezentantów Polski. Ciśnienie rosło również dzięki licznym osiągnięciom siatkarzy, przez które rosły także oczekiwania. Czy wszystkie te aspekty w połączeniu z samym prestiżem Igrzysk Olimpijskich sprawiły, że tak wybitny skład odpadł w ćwierćfinale? Myślę, że nie tylko. Zastanawiające były wybory selekcjonera, które nawet dla wieloletnich znawców siatkówki bywały niezrozumiałe, zaczynając od selekcji i kończąc na decyzjach podejmowanych już na Igrzyskach. Brak rotacji składem, głównie, jeśli chodzi o zmiany na pozycji rozgrywającego lub wystawianie najmocniejszej szóstki w meczach, gdzie była możliwość wystąpienia zawodników rezerwowych – to według niektórych był gwóźdź do trumny. W Prawdzie Siatki były siatkarz, a obecnie komentator sportowy Tomasz Swędrowski powiedział:  

Jednej rzeczy mi zabrakło. […] Zabrakło mi odwagi trenera Heynena. Zmiany jednej do jednego na przykład na pozycji rozgrywającego. Dlaczego tego nie można zrobić, skoro toniemy? Wszystko jedno, czy nasz rozgrywający grał dobrze, czy źle grał. Widziałem to u innych trenerów. […] To się robi, bez względu na to, czy grał dobrze, czy grał źle. Tu trzeba rzucać wszystko, bo toniemy. 

Tomasz Swędrowski w Prawdzie Siatki

Wykluczony prowokator reaktywacja 

Mowa o Aleksieju Spiridowie, który w siatkarskim świecie znany jest z zaczepek w stronę reprezentacji Polski. O ile przez parę miesięcy mieliśmy spokoju od popisów byłego już reprezentanta Rosji, o tyle po przegranej z Francją ponownie dał o sobie znać. Na jego profilu na Instagramie pojawiła się seria postów z polskimi siatkarzami w roli głównej. W jednym z nich ze zdjęciem płaczącego Bartosza Kurka napisał: Nie martw się. Musisz żyć, żeby być beznadziejnym.  

O Spiridonowie było głośno już w 2014 roku podczas Mistrzostw Świata. Ówczesny siatkarz Rosji podczas jednego meczu udawał, że strzela do publiczności, zaś podczas spotkania z Polską opluł Marka Matuszewskiego, wtedy jeszcze posła PiS-u. Pomimo wielu zgłoszeń, posty nadal są dostępne na profilu Spiridonowa. 

Słodko – gorzko 

Po rozegranym już finale, w którym Francja wygrała z Rosją 3:2, możemy być mniej surowi dla naszych reprezentantów. Przegraliśmy sportowo z, jak się okazało, przyszłymi Mistrzami Olimpijskimi. Wiele mówiło się o ,,wstrzeleniu się’’ z formą w ten najważniejszy moment Igrzysk. Jak widać, podopiecznym Laurenta Tillie udało się to i to oni zakończyli potyczki w Tokio na najwyższym z możliwych pudeł. Ogromnym zaskoczeniem okazała się Argentyna, która po 33 latach ponownie zdobyła brąz. Wygrana w tie breaku z Brazylią (Mistrzami Olimpijskimi z 2016 roku!) zagwarantowała im 3 miejsce. Filarem zespołu nieprzerwanie był Facundo Conte, który w meczu z Canarinhos zdobył 21 punktów. Co ciekawe, identycznie wyglądało spotkanie o brązowy medal w 1988 roku, gdzie Argentyna toczyła bój z… Brazylią. Wtedy w zwycięskim zespole triumfował starszy z rodu Conte – Hugo, ojciec tegorocznego brązowego medalisty. Wraz z nim na boisku grał nie kto inny, jak były już trener reprezentacji Polski Daniel Castellani. 

fot. PAP/EPA/WU HONG

Co dalej?  

Na Mistrzostwach Europy powinien pojawić się ten sam skład co w Tokio, jednak oficjalnego potwierdzenia przez Vitala Heynena nie usłyszeliśmy. W rozmowie dla Sportowych Faktów wyznał, że trzon zespołu pozostaje bez zmian, jednak można spodziewać się niewielkich korekt. Sam selekcjoner informował wcześniej, że na tegorocznym sezonie jego przygoda z polską siatkówką prawdopodobnie dobiega końca. Pozostaje pytanie, czy należy martwić się o kolejne reprezentacyjne sezony? Myślę, że nie, jednak zbudowanie kolejnej drużyny może zająć dłuższy moment, tym bardziej po zmianie selekcjonera, który będzie musiał mieć na uwadze błędy obecnego trenera. Dodatkowo dochodzi problem dyspozycyjności obecnych filarów. Na ten moment nieoficjalnie z przyszłą Olimpiadą pożegnał się Michał Kubiak, który już w wywiadzie z Jackiem Kurowskim wyznał, że tegoroczne Igrzyska będą dla niego ostatnimi. Wczoraj IO skomentował Bartosz Kurek, który być może również nie będzie w stanie pojawić się za trzy lata w Paryżu. W 2018 roku dla Sportowych Faktów powiedział, że jeśli w Tokio zdobędzie medal, będzie to dla niego ostatni sezon w kadrze. Jak sytuacja potoczy się w takich okolicznościach? Wczorajszą informację można rozumieć dwojako. W poście na Instagramie możemy przeczytać:  

Boli i będzie bolało ale jak już się pare razy przekonałem czasem właśnie w takich chwilach można znaleźć i poczuć największą miłość i wsparcie- Żony, Rodziców, Drużyny, Kibiców, obcych ludzi. Nie bójcie się marzyć i celować najwyżej jak się da- wiele razy próbowałem wiele razy przegrywałem i mimo to… nadal będę próbował bez strachu- Wy też możecie.  

@bartkurek88 on Instagram

Korekta: Kacper Beda 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *