MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

Pieniądze krwią zdobyte. Squid Game – recenzja ze spoilerami

Fot. Pixabay

Squid Game to południowokoreański serial w reżyserii Hwanga Dong-hyuka, który podbił serca widzów na całym świecie. Błyskawicznie stał się numerem jeden w galerii Netflixa. Serial wywołał ogromne emocje wśród widzów i zostawił swój ślad w kulturze.

Zabawa na śmierć i życie

W Squid Game śledzimy losy spłukanych ludzi, biorących udział w grze, mającej odmienić ich życie dzięki czekającej na zwycięzców ogromnej nagrodzie. Czy ta nagroda jest warta swojej ceny? Okazuję się bowiem, że gracze, którym powinie się noga i przegrają, są eliminowani. I to dosłownie.

Pierwsze dwa odcinki przedstawiają losy kilku bohaterów i ukazują powody, dlaczego właśnie ci ludzie biorą udział w grze oraz dlaczego – pomimo wiedzy o jej brutalnych konsekwencjach – ponownie do niej dołączają. Głównym bohaterem jest Seong Gi-hun, który wprowadza nas w opowieść. Szofer i hazardzista, który nie dość, że jest spłukany, to jeszcze ma ogromne długi. Dodatkowo, jego sytuacja rodzinna jest skomplikowana – mieszka z chorą matką, rozstał się z żoną, a córkę może niedługo stracić. Seong musi zdobyć pieniądze, aby spłacić długi i wyjść na prostą. Próbuje je zdobyć sposobem, jakim hazardziści zwykli pieniądze zdobywać, czyli obstawiając zakłady. Starania te spełzają jednak na niczym. Wtedy na drodze Seonga staje tajemniczy mężczyzna, który wręcza mu zaproszenie do równie tajemniczej gry. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że to przypadek, to po czasie dowiadujemy się, że była to skrupulatnie zaplanowana akcja.

Bohaterowie zostają wywiezieni w nieznane miejsce, gdzie ma toczyć się turniej. Zebrało się łącznie 456 uczestników. Gry, które dla nich przygotowano, okazują się grami dla dzieci. Już w pierwszej z nich – grze typu „baba jaga patrzy” – ginie około połowa zawodników, którzy nie spodziewali się takiego obrotu wydarzeń. Uczestnicy ponad połową głosów rezygnują, jednak po kilku dniach wielu z nich wraca. Dlaczego powracają? Nie widzą oni bowiem perspektyw w normalnym życiu. Turniej daje im szanse na nowy start, lepsze życie. Nie biorąc w nim udziału, wróciliby do szarej rzeczywistości, w której to raz po raz doświadczają zawodów. „Życie tam i tak jest piekłem” – takie słowa wypowiada jedna z uczestniczek. Nadzieja, którą posiadają gracze, jest silniejsza niż obawa przed śmiercią i to powoduje, że grają dalej.

Złudna równość

W serialu duży nacisk kładzie się na nierówności społeczne. W turnieju jedną z podstawowych zasad jest równość wszystkich zawodników. Jest ona jednak złudna, tak jak w prawdziwym życiu. Lekarz dostający informacje o następnych grach za pomoc strażnikom, kobieta korzystająca z zapalniczki w grze z plastrem miodu, starszy pan, który nie jest zwykłym uczestnikiem – to tylko kilka z wielu przykładów na to, że zapowiadana równość była tylko teorią. Podobnie jak i w grach, tak w życiu zwycięstwo nie jest w pełni zależne od nas, zależy również od szczęścia, zbiegu okoliczności czy zwykłego cwaniactwa. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć w jakim kraju się urodzimy oraz w jakiej rodzinie. Dodatkowo aspekty biologiczne związane m.in. z budową ciała wykluczają, np. przy przeciąganiu liny, jakąkolwiek sprawiedliwość. Wygrana jednych wiąże się z przegraną drugich, a chcąc osiągnąć sukces trzeba innych tego celu pozbawić – tak brutalnie działa świat.

Moralność w obliczu śmierci

Serial emanuje brutalnością i okrucieństwem, a wśród tych zjawisk jesteśmy MY – ludzie. Wielką niewiadomą jest to jak zachowamy się w stosunku do drugiego człowieka, w sytuacji zagrożenia życia. W serialu, główny bohater Seong Gi-hun stara się, mimo trudnych okoliczności, zachować resztki człowieczeństwa. Pomaga choremu staruszkowi, współpracuje z innymi uczestnikami, stara się grać czysto. Do swojej drużyny wybiera niechcianych gdzie indziej – starszego pana i dziewczynę o mikrej posturze – wiedząc, że gry mogą wymagać sporo wysiłku i grożą śmiercią. Podczas gry w kulki ze staruszkiem, z którym mocno się zżył, nadeszła najcięższa dla niego próba. Będąc bliskim przegranej, oszukał starszego pana w obawie o swoją śmierć. Mogłoby to zostać uznane za haniebny czyn, jednak sami nie wiemy, jakbyśmy się zachowali w takiej sytuacji.

Kolorowy świat

Najbardziej wyczekiwanym przeze mnie momentem każdego odcinka były gry. Zastanawiałem się w jaką grę tym razem będą grali bohaterowie oraz jakiego sposobu użyją, aby wyjść z niej cało. Rozgrywki odbywały się w pięknych, kolorowych miejscach, kontrastowo zgrywających się z wizją śmierci przegranych. Na uwagę zasługuje to, że scenografia każdej z potyczek odbywała się na specjalnie utworzonym planie, tak, aby aktorzy mogli w stu procentach wczuć się w daną rolę i miejsce. Dla przykładu, plan do przeciągania liny został wykonany na wysokości dziesięciu metrów, co mogło wywołać lęk pośród niektórych aktorów, dzięki czemu tak realistycznie można było przedstawić tę scenę. Całość dopełniała muzyka w iście koreańskim stylu, idealnie pasująca do klimatu serialu.

Podsumowanie

Podsumowując, uważam Squid Game za bardzo udany serial, który przynosi powiew świeżości. Serial trzyma w napięciu, a opowiadana historia jest ciekawa od początku do samego końca, dzięki czemu chłonie się ją w kilka wieczorów. Netflix potwierdził już drugi sezon, na który z pewnością wielu widzów (w tym ja) czeka z niecierpliwością. Kino koreańskie jest warte, w mojej opinii, większej uwagi. Mam nadzieję, że Squid Game, a także nagrodzony niedawno Oscarem film Parasite sprawią, że więcej ludzi sięgnie po produkcje z Korei.

Korekta: Jakub Sarek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *