MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

Porażka ze Słowacją i co dalej?

Można odczuć małe deja vu. Obrazki z meczu z Senegalem wróciły. Kombinacje ze składem, ustawieniem, taktyką, aż w końcu porażka w meczu otwarcia. Poza Euro 2016, przygoda polskiej reprezentacji w wielkich turniejach posiada utarty schemat. Czy tak będzie i tym razem?

Po meczu ze Słowacją trudno o jakieś pozytywy. Na boisku mieliśmy obejrzeć zespół, tymczasem zabrakło najważniejszego, team spirit. Reprezentanci przy okazji kolejnych konferencji prasowych podkreślali, iż atmosfera na zgrupowaniu jest rewelacyjna. Wojciech Szczęsny przyznał, że jeszcze nie był na takim zgrupowaniu, gdzie tak dobrze by się czuł. Problem w tym, że podczas poniedziałkowej potyczki ze Słowakami piłkarze nie byli zespołem. Na twarzach zawodników nie widziano zaciętości, a podczas całego meczu jakiejkolwiek wzajemnej mobilizacji. U najlepszej dziesiątki na świecie nie można było zaobserwować wsparcia dla kolegów, a jedynie pretensję po utracie drugiej bramki. W tą sytuację był zamieszany sam Lewandowski.

Mecz rozpoczął się obiecująco. Wreszcie można było odnieść wrażenie, że chyba to będzie dobry mecz Piotra Zielińskiego. W pierwszym kwadransie piłka go szukała, zanotował dużo kontaktów z futbolówką oraz kilka dobrych podań. Potem zgasł, razem z Robertem Lewandowskim brakowało ich w polu karnym rywali, czyli w tym sektorze, w którym niosą największe zagrożenie, a przynajmniej powinni.

Stracony gol na 0:1, to sekwencja fatalnych błędów i pecha. W dziecinny sposób ograny został Bartosz Bereszyński, któremu Robert Mak założył „siatkę” pomiędzy nogami. Nie popisał się też Kamil Jóźwiak, poprzez brak odpowiedniej asekuracji kolegi. Słowacki zawodnik wpadł w nasze pole karne i miał swobodę do działania, gdyż żaden ze środkowych obrońców nie pokwapił się, by natychmiastowo zatrzymać jego rajd. Piłka po strzale odbiła się od słupka i uderzyła w plecy Szczęsnego, a następnie wylądowała w siatce.<br>Nie brakuje opinii, że polski goalkeeper mógł zachować się lepiej, kryjąc krótki róg. Według takich bramkarzy jak Rafał Gikiewicz czy Jan Mucha Polak powinien był wybronić te piłkę nogami. Zawodnik Juventusu stał się tym samym pierwszym bramkarzem z samobójczym trafieniem w finałach Mistrzostw Europy. To kolejny turniej Szczęsnego, w którym zawodzi: Euro 2012 – czerwona kartka w meczu otwarcia, Euro 2016 – kontuzja odniesiona wskutek starcia z Łukaszem Piszczkiem, mundial w Rosji – fatalne wyjście do piłki z Senegalem, błędy w starciu z Kolumbią…

W serca Polaków wlał się optymizm po tym, jak kilkadziesiąt sekund od rozpoczęcia drugiej połowy gry piękną akcję reprezentacji Polskiwykończył debiutant na imprezie rangi mistrzowskiej, Karol Linetty. Nikt nie przewidywał, że wyjdzie on w podstawowej jedenastce.

Słowacy byli stłamszeni, i gdy wydawało się, że wróciliśmy do gry, drugą żółtą kartkę otrzymał Grzegorz Krychowiak. Po raz kolejny spóźniony był w interwencji. Czar prysł, nie mieliśmy praktycznie żadnego pomysłu jak zagrać w dziesiątkę. Utrata drugiej bramki była efektem bylejakości. Znowu stały fragment, rozbicie strefy, piłka spada pod nogi nadbiegającego zawodnika i gol… Późne zmiany w 74 minucie nie poprawiły obrazu gry. Dopiero wejście Jakuba Modera sprawiło, że grający w osłabieniu Polacy zamknęli praktycznie Słowaków w ich polu karnym. W przeciągu ostatnich pięciu minut stworzyliśmy sobie trzy naprawdę dogodne okazje do zdobycia gola.

Paulo Sousa w poprzednich starciach udowodnił, że mimo wszystko ma nosa do zmian. Tym razem tego zmysłu zabrakło. Po pierwsze, nie zmienił Krychowiaka, który był spóźniony w odbiorach, grał niepewnie, na domiar złego solidnie pracował na drugą żółtą kartkę.

Dlaczego Jakub Moder wszedł dopiero w 85 minucie? Przecież ten zawodnik to jedno z objawień ostatnich miesięcy. Mając takiego gracza na ławce rezerwowych i biorąc pod uwagę niesprzyjające okoliczności odnośnie Grzegorza Krychowiaka, należało takiej zmiany dokonać.

Znowu stałe fragmenty gry okazały się być największą bolączką. Krycie strefą ewidentnie Polakom nie wychodzi, co potwierdziła druga stracona bramka. Robert Lewandowski na boisku nie istniał. Sami, że nie został w tym meczu ani razu sfaulowany mówi sam za siebie. Uparcie próbuje się grać Bartoszem Bereszyńskim jako półprawym obrońcą. Obrońca Sampdorii najpewniej czuje się, biegając po prawej stronie boiska. Selekcjoner marnuje jego potencjał.

Brak jakiejkolwiek hierarchii, ciągła rotacja ustawieniem i taktyką. Jeden wielki chaos. Czy uda się ten bałagan opanować przed kolejnymi grupowymi bataliami? Będzie ciężko, zwłaszcza gdy prześledzimy historię turniejów w wykonaniu biało-czerwonych.

Na horyzoncie mecz z Hiszpanią, która zremisowała ze Szwecją 0:0. Jednak ten wynik nie powinien nikogo mylić, bo Hiszpanie zagrali naprawdę koncertowo. Brakowało im po prostu skuteczności. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż pobili rekord w ilości wymienionych podań w ciągu jednej połowy na Mistrzostwach Europy.

Jakie są scenariusze? Ten najbardziej pesymistyczny zakłada, że przegrywając z podopiecznymi Luisa Henrique, przy jednoczesnym zwycięstwu Szwedów nad Słowakami, po prostu odpadamy z turnieju już po drugim spotkaniu. Optymistycznie, remis z Hiszpanią sprawi, że ze Szwecją zagramy mecz o wszystko. Istnieje też możliwość, że przegrywając mecz w sobotę zachowamy szansę na awans z trzeciego miejsca. Wówczas, Słowacja musiałaby pokonać albo zremisować ze Szwedami. Wtedy znowu starcie ze Szwecją będzie o być albo nie być w tym turnieju.

Czasu na poprawę gry zostało niewiele. Czy uda się odwrócić sytuację? Biorąc pod uwagę nasze problemy w defensywie oraz perspektywę meczu z Hiszpanią, a ponadto solidność Szwedów, może być bardzo ciężko. Mimo wszystko, trzeba wierzyć, że uda się pokonać to nieszczęsne fatum jakie ciąży nas polską reprezentacją na wielkich imprezach. Musimy tylko zobaczyć monolit, biorącego na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie Zielińskiego, wygrywającego pojedynki z obrońcami Lewandowskiego oraz pewnie grającą formacje obronną. Tylko tyle i aż tyle…

Korekta: Martyna Kaczmarczyk

Fot. Łączy nas piłka, Eurosport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *