MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

Puste sale i ciepłe kanapy – Czyli jak pandemia wpływa na odbiór dzieł kultury

Źródło: pixabay.com

Brak wyjścia do kina, brak wyjścia na koncert, brak wspólnego mianownika emocjonalnego. Oprócz pieniędzy i zdrowia, ludzie tracą coś jeszcze, coś czego nie zauważają, coś co być może już nigdy nie wróci.

Będąc świadomym tego, że temat został poruszony wiele razy, zdecydowałem się jednak poruszyć go raz jeszcze. Postanowiłem dotknąć innej palącej kwestii – nie będę rozpisywać się o sprawach finansowych i stratach jakie pandemia powoduje w branżach ściśle związanych z kulturą. Bo w tym wszystkim nie chodzi tylko o pieniądze. Coraz częściej uświadamiam sobie, że realia pandemii mogą odcisnąć na nas piętno, którego prawdopodobnie nawet nie zauważamy.

Pamiętacie to uczucie, kiedy wychodziliście z sali kinowej po dobrym seansie i widzieliście świeże, niczym nieskrępowane emocje wypisane na twarzach ludzi? Mówię o wrażeniu, że przed chwilą z obcymi wam osobami przeżyliście coś wspólnego, w danej chwili odczuwaliście coś podobnie i myśleliście o podobnych rzeczach. A pamiętacie może, kiedy ostatnio wracaliście z pełnego energii koncertu rockowego, podczas którego z nieznajomymi wam ludźmi skakaliście pod sceną i czuliście specyficzną jedność? Bez obawy, że możecie zarazić się czymkolwiek, bez przymusowego zachowania odstępu. Tylko wy, muzyka i wielu ludzi ściśniętych w większej lub mniejszej sali.

Niewątpliwie wytwory popkultury takie jak filmy, muzyka czy inne rodzaje sztuki przetrwają. Mamy przecież koncerty online i platformy streamingowe, na których pojawiają się premiery kinowe. Sale opustoszały – teraz przeżywamy to wszystko w swoich czterech ścianach. Na wygodnej kanapie, w najbliższym gronie. Ma to swoje plusy, nie musimy przecież jechać na występ ulubionej kapeli setki kilometrów. Nie musimy też martwić się noclegiem po koncercie. W sumie to nie musimy się martwić niczym… Pilot, koc, bezpieczeństwo i nuda!

Jedyne, co tracimy to spontaniczność przeżywania tego, co kochamy. Świetnie jest obejrzeć czyiś występ na YouTube, a potem wygodnie położyć się w swoim łóżku. Ale czy w takich momentach nie towarzyszy nam myśl “naprawdę żałuję, że mnie tam nie było”? To dosyć skomplikowane, biorąc pod uwagę fakt, że zyskując coś, jednocześnie coś też tracimy. Wielu z nas zapomina, jak było niesamowicie, kiedy mogliśmy coś przeżywać w wielkim, nieznanym gronie. Kiedy wszystko staje się hermetyczne, zamknięte i pozbawione przygody, to w końcu człowieka musi dopaść marazm.

Właśnie to tracimy przez pandemię. Gubimy zdolność do spontanicznego przeżywania emocji, boimy się pochłonąć czymś, czego nie jesteśmy do końca pewni. Nie chcę używać tu zgorzkniałych i wyniosłych twierdzeń o tym, że technologia zabija w nas pierwiastek natury (bo od tego niewątpliwie jestem daleki), ale mam też świadomość, że pandemia zwiększy proces naszego zamykania się w sobie. Obejrzeć film w domu, to naprawdę świetna rzecz, ale czy nie tęsknicie za zbiorowym śmiechem na pełnej sali kinowej? 



KOREKTA: Gabriela Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *