MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

Pyszny kurczak, czyli o fermach przemysłowych część pierwsza 

Fot: bohdanchreptak kurczak ptak kura drób źródło: pixabay CC-BY

Hodowle przemysłowe to najczęstszy współczesny system chowu zwierząt. Stawia się w nim na ilość i na szybkość, tak by uzyskać jak największy przychód jak najmniejszym kosztem. Zwierzęta są przetrzymywane w złych warunkach i pozbawione naturalnych potrzeb.   

Hodowle przemysłowe to w dużej mierze wielkie hale, dobrze zmechanizowane, w których panuje ogromny ścisk zwierząt. Taki sposób ma przynieść jak największy dochód, ograniczając takie wydatki jak: miejsce, światło oraz czas. Takie fermy posiadają nowoczesne systemy kontroli światła, wilgoci i temperatury. Te nowoczesne rozwiązania wymagają mniejszej ilości ludzi na stanowiskach, co skutkuje niskim zatrudnieniem. Na jednego pracownika przypada aż 67 tysięcy kurczaków. Aby zwierzę przyniosło jak największy zysk, musi mieć jak najlepsze walory, czyli szybko urosnąć i dać jak najwięcej mięsa. „Postęp” sięgnął tak daleko w tym przypadku, że powstała specjalna rasa kurczaka – kurczak brojler, który gotowy do spożycia jest już po 6 tygodniach od narodzin. Dla porównania, kurczak z wolnego chowu dorasta do spożycia po 8 tygodniach. 

Szybciej znaczy gorzej? 

Szybki wzrost kurczaków z rasy brojlerów okupiony jest wieloma chorobami. Ich serca i kości są przeciążone i nie wytrzymują. Mają problemy z poruszaniem się, a miejsca na to i tak nie mają. Podczas tak intensywnego okresu wiele z nich umiera. Przed rozpoczęciem nowego chowu, hangar wykładany jest ściółką, która nie jest wymieniana aż do początku kolejnego chowu. Przez okres rozrostu kurcząt podłoga jest cała brudna od odchodów. Jest pełno amoniaku i innych szkodliwych substancji. Prowadzi to do problemów dróg oddechowych kurcząt. Co dwa tygodnie używane są specjalne opryski, aby na podłodze nie zalęgły się larwy. Słabsze kurczęta są zabijane, aby nie marnowały pożywienia innym, bardziej „dochodowym” ptakom. To samo dzieje się przy hodowli bydła i trzody chlewnej.  

Tak duże skupiska zwierząt często dotyka zaraza – nie raz słyszeliśmy o kurzej grypie. Wówczas stosowane są antybiotyki bądź uznaje się cały chów za nie nadający się do jedzenia i poddaje utylizacji.  

Co na to natura? 

Największym problemem są skupiska zwierząt, które są głównym źródłem emisji tlenku azotu (wydalany z moczem) i metanu. Krowy, kozy i owce podczas procesu trawienia wytwarzają metan, który usuwają z organizmu, poprzez gazy, beknięcia i odchody. Gazy cieplarniane są sobie nierówne, dla porównania tlenek azotu ma trzysta dziesięć razy większy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego niż dwutlenek węgla. Statystycznie ta zależność wygląda następująco: jedną tonę metanu można przeliczyć jako trzydzieści cztery tony dwutlenku węgla w ogólnej emisji gazów cieplarnianych. 

Suche fakty 

Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa twierdzi, że wiodącym winowajcą zmian klimatu są hodowle przemysłowe. Odpowiadają za 7,516 miliarda ton emisji dwutlenku węgla rocznie, czyli 14,5% rocznych emisji. Przy produkcji mięsa wykorzystuje się ogromne zasoby wody pitnej. Aż jedna trzecia świeżej wody zużywanej przez ludzi trafia do zwierząt hodowlanych.  

Źródło: https://www.kierunekwodkan.pl/artykul,28686,ile-wody-potrzeba-do-produkcji.html 

Tych danych jest o wiele więcej, można o nich poczytać w książce „Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu” Jonathana Safrana Foer’a. Na koniec zostawiam was z cytatem tego autora do refleksji: 

Wiedza to różnica między poważnym błędem a niewybaczalną zbrodnią 

Zapraszam za tydzień w środę na część drugą.  

Korekta: Aleksander Janicki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *