MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

„Rzucanie w drzewo pierogiem?” – czyli o dawnych ludowych zwyczajach prezentowych i nie tylko na Święta Bożego Narodzenia w rozmowie z Dr. hab. Katarzyną Smyk, prof. UMCS

Rysunek autorstwa Anny Dzięcioł

Współcześnie Święta Bożego Narodzenia kojarzą się nam z celebrowaniem wyjątkowego czasu  w gronie najbliższych. To właśnie wtedy ubieramy choinkę i łamiemy się opłatkiem. Pragniemy również obdarować naszych bliskich dobrym słowem, czy podarunkiem. Jak jednak mogły wyglądać Święta Bożego Narodzenia naszych przodków? O tym właśnie porozmawiam z dr hab. Katarzyną Smyk, prof. UMCS-u, która jest nieprzecenionym specjalistą w dziedzinie tradycji kulturowych.

Anna Dzięcioł: Dzień dobry Pani Profesor. Bardzo dziękuję za udzielenie zgody na wywiad. Chciałam porozmawiać z Panią o dawnych zwyczajach wręczania prezentów w Polsce. Czy wręczanie prezentów na wsi w dawnych czasach różniło się w znacznym stopniu od dzisiejszych upominków? 

Dr hab. Katarzyna Smyk: Dzień dobry.Na pewno te tradycyjne święta były inne. Może się wydawać, że z tego zakresu formy sporo zostało do dzisiaj. Mamy przecież wigilię – lepiej może kolację wigilijną, łamanie się opłatkiem czy wyjście na pasterkę, dwanaście potraw wigilijnych. Jednak z przypomnieniem przez Kościół Katolicki, że tego dnia według Kościoła nie obowiązuje post, Wigilia zmieniła się i ta duża zmiana wprowadziła szereg kolejnych. Tych dwanaście potraw może dzisiaj wyglądać różnie. Ludzie zaczęli nawet odchodzić od tradycji postu ilościowego i jakościowego, gdyż przestała ona wydawać się niezbędna. Pozostała jednak w naszej świadomości myśl, że jest to jednak dzień postny i wiele osób na dawną modłę nadal tego dnia nie je mięsa, słodyczy, nie pije alkoholu. Myśląc o wigilii mamy przed oczami wigilijny stół, atrybuty świąteczne, opłatek oraz choinkę. To wszystko pozostaje w zasadzie niezmienne. Jednak treściowo współczesne święta różnią się od tych dawnych. Dzisiaj, człowiek nie uświadamia sobie tego, że Święta Bożego Narodzenia mają w antropologicznym wymiarze przede wszystkim charakter noworoczny. Jest to kompleks działań, słów, gestów czy atrybutów, dzięki którym człowiek urządza i projektuje swoje życie na najbliższe dwanaście miesięcy. Pamiętajmy, że dochodzi w tym wyjątkowym czasie do przemieszania porządków: na Ziemię schodzi sam Pan Bóg, w orszaku kolędniczym pojawiają się śmierć czy diabeł, a na choince wieszamy podobiznę czarownicy. Miesza się świat ludzi, boski i groźnego „podziemia”. Mieszają się więc sacrum i profanum. To jest ten moment, kiedy można wynegocjować sobie z siłami zaświatowymi lepszy cały kolejny rok. W dawnych czasach największą wagę przywiązywano do roli i urodzaju. Nie mówimy tutaj o wielkim bogactwie, ale o minimalnym urodzaju i przyroście pieniędzy, które utrzymałyby człowieka przy życiu i wyrwałby go z biedy. Proszono więc, aby kury się dobrze niosły, urodził się cielak, a nie krowa i wierzono, że dzięki tym prośbom i wszelkim staraniom kolejny rok będzie lepszy niż miniony. Zobaczmy, że szereg tych działań magicznych był właśnie temu poświęcony. Te dawne starania ludzi, o których myśleli i do których dążyli, są odpowiednikiem współczesnych życzeń takich, jak: „Życzę Ci wszystkiego najlepszego, żeby Ci się wszystko powodziło i żebyś miał dużo pieniędzy”.  

Czy dawniej istniał zwyczaj, do którego przywiązywano szczególną wagę?  

Kiedyś trzeba było dbać o każdy szczegół. Pilnować, aby w czasie Bożego Narodzenia i Nowego Roku dopełnić wszystkich tradycyjnych czynności. W tym właśnie celu zabezpieczano na przykład urodzaj w sadzie. Wychodzono po wieczerzy wigilijnej obwiązać powrósłami wszystkie drzewka owocowe. Takie powrósełko, czyli okrąg wokół pnia, miało zabezpieczyć dane drzewko przed wszelkimi chorobami i szkodnikami, aby w kolejnym roku wydało liczne i dorodne owoce. Na całej słowiańszczyźnie praktykowane były zwyczaje wymuszania urodzaju, polegające na tym, że podchodzono do drzew, straszono je siekierą i wygłaszano pytanie z groźbą: „Czy będziesz rodzić? Bo cię zetnę”. Druga osoba, która też wychodziła do sadu, mówiła niejako w imieniu drzewa: „Będę rodzić, nie ścinaj mnie”. Ten dialog powtarzano trzykrotnie. Odnoszono się również w specjalny sposób do kur. W Wigilię, czy też w Boże Narodzenie karmiono kury wysypując ziarno w obręczy. To działanie miało sprawić, że kury nie będą się rozchodzić ani nieść u sąsiadów. Dzięki temu miały one trzymać się swojego obejścia. Wierzono też, że zjedzenie podczas Wigilii kluseczek w postaci kulek przypominających jajka sprawi, że kury będą się lepiej niosły. W szczególny sposób dbano również o to, by zabezpieczyć własne zdrowie. W tym celu kładziono pod stół wigilijny kamień lub siekierę, na których trzymano nogi. Kamień i żelazo, które są mocne i twarde, mogły symbolizować mocne i twarde, niezniszczalne jak metal zdrowie, które miało przenieść się na ludzkie nogi za pomocą styczności z nim. Aby mieć zdrowe zęby należało natomiast zjeść orzechy z choinki. Współcześnie te treści raczej zanikły. W dzisiejszych czasach na przykład jemy słodycze z choinki dla przyjemności, a dawniej zjedzenie cukierka z choinki zapewniało słodkie życie przez cały kolejny rok. W podobnym celu zawieszano na choince lub kładziono na stole drobne ciasteczka. Był to dar dla dusz przodków, który miał zabezpieczyć urodzaj oraz dać pomyślność i dobrą pogodę przez cały następny rok.  

Rzeczywiście, współcześnie tradycja, którą staramy się zachować oraz wszelkie praktyki i wierzenia z nią związane zostały znacznie ograniczone, a jednak dalej istnieje przekonanie, które głosi, że „Jaka Wigilia, taki cały rok”. Przygotowując się do wywiadu z Panią Profesor, podpytałam starszych członków swojej rodziny o dawne wierzenia związane ze Świętem Bożego Narodzenia. Podobno również w celu zaklinania drzew rzucano w nie pierogiem. 

Tak, uderzano w drzewa pierogami – pieczonymi w brytfannie wytrawnymi plackami z nadzieniem m.in. z kaszy. Często na terenach Lubelszczyzny były to pierogi gryczane. Uderzanie drzewek miało zapewnić wyjątkowy urodzaj. To bogactwo miało być tak niepoliczalne, jak ziarenka kaszy, które znajdywały się w pierogu i upadały pod drzewko. Większość tych tradycji nie przetrwała. Nie uprawiamy w większości już ziemi ani nie hodujemy kur. Nie potrzebujemy już więc tych praktyk, by zapewnić sobie przeżycie czy bogactwo.  

Wspomniała Pani Profesor, że w Święcie Bożego Narodzenia uczestniczyli nie tylko ludzie, ale również zwierzęta i rośliny. Wiązać się to musiało pewnie z dużą organizacją czasu, gdyż danych praktyk wydaje się naprawdę sporo. Czy istniał więc dawniej podział obowiązków na młodszych czy starszych oraz na kobiety i mężczyzn? 

Tak, istniał taki podział. Na słowiańszczyźnie to kobiety zajmowały się kurami, a więc szereg zadań związanych z danymi praktykami przypadał właśnie im. Dzieci pasły często krowy, owce oraz gęsi. Do ich zadań należało również to, aby po skończonej wieczerzy wszyscy domownicy wsadzili łyżki do snopa „króla” ustawianego przez gospodarza w kącie izby. W innych okolicach zbierały wszystkie łyżki i wiązały je powrósełkiem lub siankiem. Oba zwyczaje sprawiały, że zwierzęta trzymały się razem i nie odłączały się od stada. Takie zachowanie zwierząt dawało pomyślność wypasającym dzieciom. Natomiast gospodarzowi wypadała rola, która polegała na dzieleniu się opłatkiem ze zwierzętami. Szedł on również do sadu. Widać w tych zwyczajach siłę i pozycję mężczyzny w dawnych rytuałach – ta siła mężczyzny widoczna jest właśnie w pobudzaniu do życia na przykład uderzanego w sadzie drzewka. Kobiety natomiast przez cały rok były związane z lnem i jego obróbką. Dlatego w Wigilię umiejętnie, z zachowaniem wszelkich nakazów, zakręcały w prawą stronę koło kołowrotka w celu uchronienia ziemi od wszelkich nieszczęść po tej najdłuższej nocy w roku. Istniał w tym czasie zakaz wykonywania wszelkich działań związanych z ruchem obrotowym. Nie można było nawet używać cepa w Wigilię, bo świat zatrzymał się, zamarł. Wykonywanie więc ruchu obrotowego mogło być bardzo kłopotliwe i spowodować zachwianie się harmonii w świecie.  

A czy istniała dawniej tradycja dawania sobie prezentów?  

Tak, istniała, ale nie była tak popularna, jak dzisiaj. Zapewne zwyczaj ten był uzależniony od zamożności. Pamiętam informację z dworu niemieckiego czy angielskiego, że około roku 1840 goście zasiadający u królów i książąt do przyjęcia bożonarodzeniowego przekazywali sobie niewielką choineczkę. Dla każdego uczestnika wieczoru wigilijnego znajdował się upominek. Więc to przekazywanie upominków z pewnością istniało, ale wśród bogatszych. Kiedy pytałam mieszkańców wsi o prezenty, w większości mówili, że nie pamiętają takiej tradycji. Czasami jednak dostawali skarpety zrobione na drutach czy buty, również zawieszone na choince. Były to podarunki bardzo praktyczne. Dawniej prezenty dostawały głównie dzieci. Dzieci nawet cukierki, które wisiały na choince, odbierały jako pewnego rodzaju prezent. Współcześnie wszyscy wymieniamy się upominkami, co oczywiście jest piękne. Dawniej czas wymiany darów wyraźniej związany był z wierzeniami religijnymi – tu również sfera sacrum mieszała się z profanum. Wieszano na choince dary dla nowo narodzonego Pana Jezusa, by On odwzajemnił się nam dobrem w nadchodzącym roku. Jako moment wymiany darów możemy również uznać podarunki dla biednych, ale przede wszystkim dawniej było to składanie sobie życzeń podczas wieczerzy wigilijnej. Również podczas odwiedzin kolędników istniała taka wymiana darów. Za pieśni i życzenia dostawali oni zapłatę. Ta wymiana istniała również pomiędzy ludźmi a zwierzętami: „Ja ci dam opłatek, ty będzie zdrowy i będziesz przez cały rok dobrze pracował na roli”. Istniały jednak zwierzęta, z którymi nie dzielono się opłatkiem. Takim zwierzęciem był koń, który przecież odmówił posłuszeństwa Matce Bożej, kiedy z Dzieciątkiem uciekała do Egiptu przed groźnym Herodem. Również świnia nie dostawała opłatka, gdyż była uznawana za zwierzę nieczyste.  

Chciałam jeszcze zapytać Panią Profesor o dość kontrowersyjny prezent, jakim jest rózga. Czy pojawiała się ona w dawnej tradycji ludowej?  

Jak dotąd nie spotkałam się z rózgą na dawnej wsi. Była i jest ona związana z jednym z atrybutów Świętego Mikołaja, jeśli dziecko było niegrzeczne, to dostawało rózgę. Dzisiaj jest to dla nas pewnego rodzaju żart. Nikt nie wyobraża sobie karcenia dziecka w taki sposób. W ogóle tradycje bożonarodzeniowe przeszły dużą transformację. Kiedyś człowiek potrzebował innych rzeczy i w związku z tym skupiał się na innych praktykach. Dawniejsze życzenia i magiczne zwyczaje zostały współcześnie zastąpione zwyczajną potrzebą bycia razem w tym wyjątkowym czasie, wspólnym marzeniem o lepszym nadchodzącym roku.  

Więc zgodnie z niezmieniającym się do dzisiaj zwyczajem, z racji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć Pani Profesor moje najserdeczniejsze życzenia oraz życzyć szczęśliwego Nowego Roku. Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Dziękuję bardzo i również życzę Pani wszystkiego dobrego w te Święta.  

Rozmawiała: Anna Dzięcioł 

Korekta: Anna Marek 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *