MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

Rzut oszczepem: Maria Andrejczyk ustanowiła nowy rekord Polski

Fot. Pixabay

Niedziela, 9 maja to wielki dzień dla Marii Andrejczyk. Podczas Pucharu Europy w Splicie nasza reprezentantka ustanowiła nowy rekord Polski w rzucie oszczepem. Co więcej otarła się o rekord świata. Do jego pobicia zabrakło zaledwie 88 cm. 

W historii tej konkurencji oddano tylko dwa dalsze rzuty. Najdalszy z nich – 72,28 m należy do Czeszki Barbory Špotákovej, który od blisko 13 lat króluje na samej górze listy światowego rankingu. Na drugim miejscu plasuje się reprezentantka Kuby Osleidys Menéndez z rzutem zmierzonym na odległość 71,70 m. Wynik ten ustanowiła w 2005 roku. W ostatnim dziesięcioleciu barierę siedemdziesiątego metra w konkurencji rzutu oszczepem kobiet przekroczyła zaledwie jedna z nich. Była to Marija Abakumowa, reprezentantka Rosji, która w 2013 roku oddała rzut na odległość 70,53 metra.  

Kilka lat później dokładnie 9 maja 2021 r. na trzecim miejscu światowego rankingu pojawiło się nazwisko polskiej reprezentantki – 25-letniej Marii Andrejczyk. Podczas konkursu w Chorwacji zawodniczka klubu LUKS Hańcza Suwałki rzuciła na 71,40 m, poprawiając tym samym o ponad 4 metry własny rekord Polski. Poprzedni – 67,11 m ustanowiła podczas pamiętnych Igrzysk w Rio de Janeiro. Podczas najbardziej prestiżowej imprezy świata sportu naszej reprezentantce zabrakło wtedy zaledwie 2 cm do brązowego medalu. 20-letnia wówczas sportsmenka nie kryła rozczarowania. W udzielonym po zawodach wywiadzie była wobec siebie bardzo krytyczna:  

– Żenada, po prostu żenada. Co ja dzisiaj odwalałam, to… nie biegałam, było tragicznie, nogi miałam zajechane, ale to chyba przez stres. Z jednej strony to sukces, mam 20 lat i jestem czwartą zawodniczką igrzysk, super, ale po eliminacjach było stać mnie na zdecydowanie więcej. Czułam to, a wyszło jak wyszło – powiedziała po ogłoszeniu wyników -Jest mi przykro, smutno, wiem, że zawiodłam. Może i był to mój drugi odległościowo rzut w karierze, ale chyba najbardziej mnie boli to, że Chorwatka Sara Kolak jest tylko rok starsza, rzuciła gorzej ode mnie w eliminacjach i ona jest złota, a ja czwarta – dodała. 

Po 5 latach Maria Andrejczyk powraca i udowadnia, że może stać się poważną pretendentką do zdobycia tak cennego krążka jakim jest medal olimpijski. Wygrane zawody w Splicie zapewniły naszej zawodniczce prawo startu na igrzyskach olimpijskich Tokio 2021.

Podczas niedzielnego konkursu Maria Andrejczyk oddała jeszcze co najmniej dwa rzuty godne uwagi – 69,68 m i 65,24 m. Dla przypomnienia: już wynik 69,68 m dałby naszej reprezentantce złoto olimpijskie podczas igrzysk w Rio de Janeiro, 65,24 m – srebro.  

Zawodniczka klubu LUKS Hańcza Suwałki nie mogła uwierzyć jak daleko pofrunął oszczep. Po zawodach nie kryła radości:  

 W końcu mogę cieszyć się każdym rzutem. To dla mnie najważniejsze. Jestem z siebie dumna. Teraz muszę skupić się na ciężkiej pracy. Przede mną kilka występów. Nie myślę o rekordzie świata, a o pracy, którą muszę wykonać.  

Na pytanie czy pamięta jak znakomity oddała rzut, Maria odparła: – Nie pamiętam tego rzutu. Trener to nagrał, pewnie będziemy to wiele razy oglądać. Ale może później, jak emocje opadną. Czułam jednak, że był niezły. Inaczej przecież by nie poleciało. 
 
Wysoka dyspozycja naszej reprezentantki na 2,5 miesiąca przed Igrzyskami w Tokio to nadzieja na równie dobry występ podczas najważniejszych zawodów. Powrót do rywalizacji cieszy tym bardziej, że po igrzyskach w Rio de Janeiro Maria Andrejczyk znikła ze światowych aren. Powód?  

– Zaraz po igrzyskach w Rio miałam operację barku, później dwie operacje na zatoki, bo ciągle miałam bóle głowy, nie mogłam przez nie normalnie trenować (…) Operacja stawu skokowego była czwartą (…) Cztery operacje jak na 25-latkę to dużo, śmieję się, że weteranka ze mnie. Ale naprawdę uważam, że to wszystko było po coś – wspomina Maria w niedawno udzielonym wywiadzie.  

– Mogę śmiało powiedzieć, że jeśli chodzi o problemy ze zdrowiem, to mam tyle doświadczenia, co niejeden 35-letni zawodnik. Dużo przeszłam. I jestem megawdzięczna za każdą operację, za każdy ból, który mi dokuczał. To wszystko się przydało – dodaje. 

Nieprzyjemny etap sportowej kariery należy do przeszłości. Zawodniczka klubu LUKS Hańcza Suwałki skupia się obecnie na pracy i kolejnych startach. Miejmy nadzieje, że nasza reprezentantka spełni swoje olimpijskie marzenia. Kibice trzymają za nią kciuki, a co najważniejsze – podziwiają za wytrwałość i hart ducha.  

Korekta: Martyna Kaczmarczyk 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *