MAGAZYN STUDENTÓW POLITOLOGII I DZIENNIKARSTWA UMCS W LUBLINIE

Znowu śnimy o Victorii. Czemu? Bo powrót Dżemu

picojumbo.com/Pixabay

Sobota 27 listopada 2021 roku nie należała do zwykłych sobót, a przynajmniej nie w Lublinie. Stolicę Lubelszczyzny „Wehikułem czasu” przeniósł do przeszłości zespół Cree pod wodzą Sebastiana Riedla, syna legendarnego muzyka – Ryszarda.

Plac Teatralny 1 dzisiejszego wieczoru zamienił się w scenę rockowo-bluesową. Sala Operowa Centrum Spotkania Kultur wybrzmiała znanymi utworami zespołu Dżem. I to w jakim stylu! Gdyby chcieć podsumować dzisiejsze wydarzenie jednym słowem, byłby to sentyment

Magia Sali Operowej 

Sama sala zdecydowanie uświetniła występ. Akustyka tego miejsca robi olbrzymie wrażenie. Można się poczuć, jakby muzyka leciała ze słuchawki prosto w naszym uchu. Oświetlenie imponowało feerią barw i perfekcyjnie zgrywało się z wykonywanymi utworami. Podniosłość miejsca i „siedząca” formuła nie powstrzymały niektórych przed wstaniem i bujaniem się w rytm muzyki. Ba, pod koniec wstali już wszyscy. 

Mistrzowie fachu 

Widać było, że artyści mają wielkie zamiłowanie do muzyki i uwielbiają się nią bawić. Instrumentalne aranżacje imponowały złożonością, a każdy z muzyków wykonał popisową solówkę na swoim instrumencie. Perkusyjny wyczyn Kuby Majerczyka, zawierający wygrywanie skomplikowanych sekwencji, porwał za sobą tłum. Sprawił też, że trudno wyrzucić go z pamięci. 

Wspomnienie legendy 

Występ odbył się w ramach trasy upamiętniającej ojca lidera Cree i frontmana Dżemu, Ryśka Riedla. Olbrzymie emocje wywołał utwór „Czerwony jak cegła”, jedna z najbardziej rozpoznawalnych piosenek zespołu. Grupa wykonała także utwory swojego autorstwa. Zanim to nastąpiło, organizatorzy i muzycy musieli mierzyć się 
z przeciwnościami losu. Koncert był kilkakrotnie przenoszony i odbył się blisko półtora roku później niż pierwotnie planowano.  Mimo tych problemów i mimo monumentalności Sali Operowej CSK, niemal wszystkie miejsca były zajęte.

Trochę historii 

Zespół Cree powstał w 1993 roku. Pomysłodawcą nazwy był sam Rysiek Riedel, fascynujący się kulturą Indian. Kri (ang. Cree) to najliczniejsza grupa etniczna Indian kanadyjskich. Został założony przez niespełna 16-letniego Sebastiana Riedla i dwójkę jego przyjaciół. Od tamtej pory zespół przeszedł wiele zmian w składzie. Sobotni koncert nie obył się bez nich – w miejsce Lucjana Gryszki gościnnie pojawił się Mazi, a chorego Bartosza Miarkę zastąpił Kuba Andrzejewski.  

Na koniec 

Wady tego koncertu? Trwał niespełna dwie godziny i tym samym pozostawił wielki niedosyt. Na szczęście, kilkuminutowe owacje na stojąco zmusiły artystów do powrotu na scenę i odśpiewania jeszcze kilku utworów. Ostatnim, który wybrzmiał ze sceny, był „Sen o Victorii”. Sala rozbłysła, gdy na widowni zostały zapalone latarki. Zespół Cree tego wieczoru udowodnił, że sen o wiktorii jest wiecznie żywy. 

Korekta: Jakub Sarek  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *